Reklama

Organizmy symbiotyczne występują obficie na całym drzewie życia, ale jednym z najbardziej przebiegłych jest pasożytniczy chrząszcz Sceptobius lativentris. Udaje mrówkę, by żyć w kolonii i zjadać jej potomstwo. Jednak bez nieustannego kontaktu z mrówkami umiera w mniej niż 24 godziny, a naukowcy właśnie ujawnili ewolucyjną pułapkę, w którą wpadł ten sprytny owad. Coś za coś.

Jak mrówki rozpoznają swoich braci?

Mrówki rozpoznają swoich współplemieńców dzięki złożonym mieszaninom chemicznych sygnałów, „zapachów” wydzielanych przez ich ciała. To tak zwane węglowodory kutykularne (CHC), które zabezpieczają ciało przed wysychaniem i pełnią funkcję owadziego „paszportu”. Pozwala on osobnikowi na wejście do gniazda i korzystania z zasobów.

Kiedy dwie mrówki się spotykają, dotykają się czułkami i porównują swoje „zapachy”. Każda kolonia ma własną, wyjątkową sygnaturę, która zapewnia skuteczną obronę przed intruzami.

Chrząszcz „kradnie” zapach mrówek i „przebiera się” za jedną z nich

Chrząszcze Sceptobius lativentris należą do najbardziej wyspecjalizowanych pasożytów społecznych w świecie owadów. Wymyśliły wyjątkowo przebiegłą strategię: by uniknąć ataku większych od nich mrówek, muszą upodobnić się do nich zapachowo. Naukowcy z Parker Lab w Kalifornijskim Instytucie Technicznym wykazali, że chrząszcze te przeszły niesamowitą ewolucyjną ścieżkę. Są one w stanie wyłączyć własną produkcję CHC i stać się „czystymi kartami”. Muszą jednak zdobyć odpowiedni kamuflaż.

Po zakradnięciu się do kolonii mrówek realizują ciekawą strategię. Wspinają się na ciało napotkanej mrówki, chwytają jej czułki szczękami, a następnie pocierają odnóżami o ciało gospodarza. W ten sposób zbierają z powierzchni mrówki jej zapach i rozprowadzają go po sobie. Efektem jest to, że nawet mrówki nie są w stanie odróżnić chrząszcza od swoich współplemieńców.

Co ile chrząszcz musi się „przebierać”?

Proces przejmowania zapachu jest cykliczny – chrząszcz musi regularnie ponawiać kontakt z mrówkami, bo jego „perfumy” zanikają w ciągu około 20 godzin. Gdyby chrząszcz opuścił kolonię, szybko straciłby ochronny zapach, stałby się obcy i byłby natychmiast zaatakowany przez inne mrówki.

Życie chrząszcza zależy od kolonii mrówek. Gdy wyjdzie – umiera

W kolonii mrówek chrząszcze zyskują bezpieczne środowisko, w którym mogą żerować na larwach, jajach i resztkach pozostawionych przez gospodarzy. Co więcej, mrówki karmią je bezpośrednio, dzieląc się pokarmem w procesie zwanym trofalaksją – dzieleniem się pokarmem przez aparat gęboqy. Tak daleko posunięta integracja sprawia, że chrząszcze stają się niemal nierozpoznawalnymi pasożytami.

Ceną jest jednak całkowita utrata autonomii przez dorosłe chrząszcze. Po wejściu do kolonii przestają być zdolne do przeżycia poza jej środowiskiem. Po pierwsze, nie są w stanie produkować własnych węglowodorów, co powoduje, że poza gniazdem szybko wysychają i giną. Po drugie, utrata zapachu sprawia, że nie mogą wrócić do żadnej innej kolonii, stając się łatwym celem dla mrówek i innych drapieżników.

Czy to błąd ewolucji?

Badania wykazały, że ten rodzaj pasożytnictwa jest pułapką ewolucyjną. Chrząszcze same zamknęły się w złotych klatkach i nie mogą wycofać się z tej „toksycznej relacji”, bo straciły zdolności niezbędne do samodzielnego życia w środowisku zewnętrznym. Wydaje się, że i my – ludzie – możemy wyciągnąć z tego jakąś lekcję.

Źródła: National Geographic, Cell

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama