Reklama

Historia „kokainowych hipopotamów”, które na początku lat 80. zostały sprowadzone do Kolumbii przez barona narkotykowego Pabla Escobara, jawi się zarówno jako zabawna ciekawostka przyciągająca tłumy turystów, jak i realny problem trapiący północne regiony kraju. Populacja składająca się niemal z 200 zwierząt od lat stanowi realne zagrożenie dla lokalnego bezpieczeństwa – terroryzuje okoliczne wioski oraz zaburza tamtejszy ekosystem.

Prywatny zwierzyniec Pabla Escobara

Współczesna sytuacja środowiskowa jest konsekwencją działań kolumbijskiego barona, które miały miejsce w latach 80. ubiegłego wieku. Pablo Escobar zaczął wtedy sprowadzać egzotyczne zwierzęta do jednej ze swoich rezydencji, mieszczącej się ok. 150 kilometrów od Medellin. Posiadłość stała się domem m.in. dla czterech nielegalnie ściągniętych hipopotamów, nosorożców i słoni.

Wraz z upadkiem kokainowego imperium prywatny zwierzyniec w Hacienda Nápoles trafił w ręce rządu z siedzibą w Bogocie, który zdecydował się przenieść zrabowane zwierzęta do pobliskich ogrodów zoologicznych. Do zoo nie trafiły jednak wszystkie zwierzęta Escobara – z racji uciążliwego transportu tych ssaków, w domu zostały cztery hipopotamy. Naukowcy twierdzą, że władze Kolumbii, pozostawiając te zwierzęta samopas, liczyły na naturalną śmierć hipopotamów, które nie byłyby w stanie utrzymać się w obcym środowisku. Kalkulacje nie poszły zupełnie po myśli rządzących.

Ekspansja kokainowych pupili

Od lat 90., kiedy „kokainowe hipopotamy” znalazły się na wolności, ich populacja drastycznie wzrosła. Z czterech osobników stworzyła się gromada niemal 200 niszczycielskich ssaków rozprzestrzenionych na sąsiednie regiony. Z czasem te wielkie zwierzęta zaczęły coraz bardziej doskwierać okolicznym mieszkańcom oraz lokalnym ekosystemom. Półwodne ssaki tratują dziś pola uprawne i atakują bydło w poszukiwaniu pożywienia. Hipopotam spożywa bowiem dziennie ok. 70 kilogramów roślinności, co mocno dyktuje jego funkcjonowanie. Inwazyjne zwierzęta stały się również zagrożeniem dla lokalnych, dziko żyjących organizmów. Zwierzęta Escobara zaczęły konkurować o miejsce w ekosystemie z żółwiami rzecznymi i manatami, zanieczyszczając tym samym jeziora i rzeki swoimi odchodami.

Próby zatrzymania populacji

Nic więc dziwnego, że kolumbijski rząd od lat głowił się nad rozwiązaniem hipopotamowego problemu. Pierwsze kroki w celu zmniejszenia populacji podjęto już na początku XXI wieku, jednak nie spotkały się one z aprobatą reszty Kolumbijczyków. W 2009 roku świat obiegły zdjęcia zamordowanego hipopotama, pośmiertnie nazwanego Pepe, co oburzyło opinię publiczną i związało ręce kolumbijskim urzędnikom. Warto bowiem dodać, że potomkowie pupili narkotykowego barona nie wzbudzają jedynie negatywnych reakcji. Obszar zamieszkały przez te ssaki stał się ogólnokrajową atrakcją turystyczną, której symbolem stał się właśnie hipopotam. Mieszkańcy zaczęli się wzbogacać na tych unikalnych zwierzętach, oferując turystom wycieczki mające na celu dostrzeżenie „kokainowych ssaków”.

Rząd podejmował więc próby bezkrwawego rozwiązania konfliktu. Nieskuteczne okazały się niestety próby sterylizacji zwierząt i antykoncepcyjnych zastrzyków kierowanych w niektórych przedstawicieli gatunku. Fiaskiem zakończyły się również próby przekazania części hipopotamów do zagranicznych ogrodów zoologicznych w Meksyku, Indiach czy Ekwadorze. Obecnie szacuje się, że bez podjęcia drastycznych działań populacja do 2035 roku wzrośnie aż do 1000 osobników, co doprowadzić może do niekontrolowanego kryzysu ekosystemu.

Kontrowersyjne rozwiązanie

Niestety wszystko wskazuje na to, że historia wyjątkowych hipopotamów skończy się w najgorszy możliwy sposób. Bezradny rząd zdecydował się bowiem na eutanazję części populacji. W drugiej połowie 2026 roku ma zostać zabitych około 80 osobników, co stanie się początkiem regulacji tego gatunku. Budżet przeznaczony na akcję depopulacji opiewa aż na 1,98 miliona dolarów, co obejmuje również izolację i relokację części zwierząt.

Działania rządu spotykają się z dużym niezadowoleniem wielu środowisk. Organizacje proekologiczne nawołują do zaprzestania zabijania zwierząt, proponując inne rozwiązania skupione na odgrodzeniu zwierząt od ludzkiego środowiska życia. Głosy sprzeciwu słychać również u społeczności lokalnej, która widzi w półwodnych ssakach sposób na zarobek. „The Guardian” cytuje w swoim artykule wypowiedź miejscowego rybaka, który podkreśla znaczenie tych zwierząt dla lokalnej turystyki. W jego opinii hipopotamy są – takimi samymi jak człowiek – obywatelami Kolumbii, więc powinny tak też być traktowane.

Źródło: Smithsonian Magazine

Nasz autor

Olaf Kardaszewski

Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.

Olaf Kardaszewski
Reklama
Reklama
Reklama