Samice żółwi greckich wolą rzucić się z klifu, niż kopulować z samcami. Dlaczego wybierają ucieczkę?
Na skalistej wyspie w Macedonii Północnej życie żółwi greckich toczy się pod nieustającą presją. Tutaj, wśród piekącego słońca i kamieni, samice muszą każdego dnia walczyć o przetrwanie – nie tyle z drapieżnikami, co z… własnym gatunkiem. Od lat badacze zauważali, że żółwic jest tutaj wyjątkowo mało, a samce toczą o nie brutalne walki. Samice więc sięgają po radykalne środki.

Samice żółwi greckich żyjące na wyspie Golem Grad w Macedonii Północnej doświadczają przytłaczającej agresji seksualnej ze strony samców i rzucają się z klifów, by jej uniknąć. Chociaż do tej pory populacja wydawała się prosperująca, to naukowcy szacują, że ostatnia żółwica na wyspie umrze w 2083 roku.
Czemu samce są tak zawzięte?
W świecie zwierząt walka o przetrwanie i możliwość przekazania genów jest jednym z najsilniejszych instynktów. Dlatego samce żółwi, gdy tylko wyczują gotową do rozrodu samicę, od razu rozpoczynają natarczywe zaloty. Nie pomaga jednak fakt, że – według nowych ustaleń naukowców, jak podaje New York Times – na 1 samicę na wyspie przypada aż 19 samców. Jeśli więc chcą się rozmnażać, muszą być szybkie, silne i zawzięte. Boją się, że konkurent ich uprzedzi i szansa na przekazanie genów przepadnie.
Etolodzy z Macedońskiego Towarzystwa Ekologicznego, pod przewodnictwem dr Dragana Arsovskiego, opisują, że samce gryzą ( czasem do krwi), wspinają się na uciekające samice, a na koniec energicznie je szturchają ostrym końcem swojego ogona, żeby je osłabić.
Samice chwytają się radykalnych rozwiązań
W obliczu takiej agresji samice wykształciły zachowanie, które brzmi jak scenariusz filmu katastroficznego. Najbardziej zdesperowane z nich rzucają się z klifów, byle uciec przed napastnikami. Choć nie zawsze kończy się to śmiercią, to bardzo często odnoszą ogromne obrażenia. Naukowcy podkreślają, że śmiertelność samic w wyniku upadków jest znacznie wyższa niż u samców. To ostateczny akt desperacji, kiedy nie pozostaje już żadna inna droga. Etolodzy podkreślają jednak, że to próba ratunku, a nie samobójstwa.
Efekt domina: wymieranie krok po kroku
To ironiczne: samcom wydaje się, że próbują zatroszczyć się o przedłużenie gatunku, a osiągają zupełnie odwrotny efekt. Konsekwencje są bowiem dramatyczne nie tylko dla pojedynczych samic, ale dla całej populacji. Ranne i przerażone żółwice mają mniejszą szansę na przeżycie, a ich rozrodczość spada. Obserwacje prowadzone przez 16 lat wykazały, że liczba samic nieuchronnie maleje. Tak właśnie działa „demograficzne samobójstwo” – błędne koło napędzane agresją i dysproporcją płci.
Czy to wyjątkowy przypadek?
Podobnych strategii desperackiej ucieczki, której ceną jest życie, praktycznie nie obserwuje się w świecie zwierząt bez udziału człowieka (najczęściej to my zmuszamy zwierzęta do drastycznych kroków). U wielu gatunków samice stosują inne mechanizmy obronne – uciekają, kamuflują się, walczą lub manipulują rozrodem, ale tak dramatyczny wybór, jak skok z klifu, to ewenement.
Jak tłumaczy Jeanine Refsnider z Uniwersytetu w Toledo, to pokazuje, jak bardzo ekstremalne może być życie samic w sytuacji poważnej nierównowagi płci i jak krytyczne jest monitorowanie takich populacji. Każda zachwiana proporcja to sygnał ostrzegawczy dla ekologów i obrońców przyrody.
Źródło: Ecology Letters, The New York Times
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

