Rosyjski dron po raz kolejny uderzył w zoo w Charkowie. Na miejscu byli polscy wolontariusze. Mamy nagranie z miejsca zdarzenia
Wojna w Ukrainie to koszmar nie tylko dla ludzi, ale także dla zwierząt. Po raz kolejny przekonali się o tym podopieczni zoo w Charkowie. 15 czerwca dron agresora uderzył w ich wybiegi, około 100 metrów od polskich wolontariuszy z Fundacji Dobre Jutro. Naszym rodakom udało się nagrać moment ataku.

Charków to drugie co do wielkości miasto Ukrainy, które cały czas pozostaje celem rosyjskich ataków – uderzają w nie bomby szybujące, rakiety i drony. Dochodzi do niszczenia budynków mieszkalnych i infrastruktury, a w ostatnich seriach zmasowanych uderzeń celem były m.in. obiekty cywilne. Rosja stosuje taktykę podwójnych uderzeń, co skutkuje ofiarami wśród służb i osób próbujących ratować swoich bliskich dotkniętych pierwszym atakiem.
Agresorzy nie szczędzą także zwierząt. Strącony rosyjski dron spadł w miniony poniedziałek na teren charkowskiego zoo, zabijając kilkanaście osobników i wywołując ogromny stres u dziesiątek innych. Nieopodal miejsca ataku znajdowali się polscy wolontariusze – Albert Pleśniak i Agnieszka Granis, którzy jechali z transportem leków i sprzętu medycznego z Polski do Donbasu.
Dron spadł na zoo w Charkowie
Wolontariusze chcieli dostać się do punktu stabilizacyjnego działającego przy 4. Oddzielnej Brygadzie Zmechanizowanej Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyruszyli z myślą o Polakach, którzy tam służą.
– W ciągu naszego kilkugodzinnego pobytu w Charkowie dwukrotnie ogłaszano alarm przeciwlotniczy. […] W czasie drugiego alarmu zauważyliśmy, że nawigacja w naszych telefonach przestała działać. Wiedzieliśmy, że może to oznaczać aktywne zagłuszanie sygnału, co zwykle świadczy o bardzo wysokim zagrożeniu – opisuje sytuację Albert Pleśniak.
– Około godziny 17:16 czasu polskiego przejeżdżaliśmy przez historyczne centrum Charkowa, w pobliżu Parku Szewczenki i znajdującego się tam ZOO. Nagle usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk silnika drona Shahed. […] Bardzo szybko okazało się, że dron znajduje się praktycznie nad nami. Chwilę później został strącony, jednak spadł na teren zoo i eksplodował. Znajdowaliśmy się około 100 metrów od miejsca uderzenia.
Wolontariuszom udało się nagrać całe zdarzenie. Uwaga – towarzyszyły im wielkie emocje, więc w relacji padają niecenzuralne słowa.
Dramatyczna historia zoo w Charkowie. Rosyjskie ataki nie ustają
Zoo w Charkowie są właściwie dwa, ale żadne nie znajduje się w dogodnej sytuacji. Wybiegi miejskiego ogrodu zoologicznego od linii frontu dzieli zaledwie około 30 kilometrów, a większego, prywatnego Feldman EcoPark zaledwie 20. To drugie zostało niemal doszczętnie zniszczone w atakach rakietowych – 1 stycznia 2026 roku rosyjska lotnicza bomba kierowana uderzyła bezpośrednio w teren ekoparku. Atak doszczętnie zniszczył woliery dla ptaków oraz ciepłe wybiegi dla drapieżników.
– Ptaki zginęły. Jeśli nie wszystkie, to większość. W wolierę uderzył pocisk. Wszystkie papugi, bażanty i rzadkie ptaki, które potrzebowały ciepłych warunków, znajdowały się w tym budynku – relacjonował Ołeksandr Feldman, założyciel zoo i ukraiński parlamentarzysta. Przerażone i ztraumatyzowane lwy i tygrysy kryły się w śniegu.

W 2022 roku w wyniku rosyjskich ataków na park zginęło sześciu pracowników i wolontariuszy, a 100 zwierząt straciło życie. Jak poinformował park, po początkowej ewakuacji okazało się, że dwaj wolontariusze, którzy zostali, by zaopiekować się zwierzętami, zostali zastrzeleni przez rosyjskich żołnierzy i zamknięci w tylnym pomieszczeniu obiektu.
Poznańskie zoo na ratunek
Wiele zwierząt zostało już na początku wojny przewiezionych do zaprzyjaźnionych ośrodków – bardzo pomógł m.in. Ogród Zoologiczny w Poznaniu, który nie tylko przyjął wiele drapieżników, ale także działał jako główny punkt przerzutowy i azylowy. Łącznie w ramach kilkunastu transportu pomógł ocalić około 200 zwierząt z Ukrainy. Zwierzęta nie mogły być jednak przetrzymywane w zagranicznych zoo w nieskończoność i wiele wróciło w międzyczasie do Charkowa.
„Dopiero później przychodzi świadomość, jak niewiele dzieliło nas od śmierci”
Polscy wolontariusze musieli mieć w pamięci to, co wcześniej działo się na terenie charkowskiego zoo. Jak poradzić sobie w warunkach, w których zagrożenie czai się z każdej strony? – Towarzyszyły nam przede wszystkim strach i poczucie bezsilności. Człowiek słyszy ten dźwięk, rozumie, że zagrożenie jest bardzo blisko, ale jednocześnie musi zachować pełne skupienie – relacjonuje Albert Pleśniak.
– Najbardziej poraża nas to, że takie sytuacje są dla mieszkańców Ukrainy codziennością – dodaje. Informuje nas, że w nocy z niedzieli na poniedziałek, tego samego dnia, Charków także był celem ataków. W wyniku wtórnego ostrzału podczas akcji ratunkowej w Muzeum Narodowym Sztuki zginęło 4 strażaków, a kilkunastu zostało rannych. Tej samej nocy uszkodzona została również Ławra Peczerska w Kijowie – miejsce będące symbolem historii i kultury Ukrainy od niemal tysiąca lat.
– Po ponad czterech latach wojny wciąż trudno zrozumieć nam skalę cierpienia, które każdego dnia dotyka zwykłych ludzi. To nie są tylko liczby i komunikaty agencyjne. To konkretni ludzie, którzy próbują żyć, pracować i ratować innych pomimo ciągłego zagrożenia – kwituje przedstawiciel zweryfikowanej przez nas Fundacji Dobre Jutro.
Źródło: National Geographic Polska, The Telegraph, Reuters
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

