Reklama

Spis treści:

  1. Spotkanie z dalmatyńczykiem
  2. Tajemnice cętkowania
  3. Między mitem a rzeczywistością

Zmęczony wracam ze sprzętem fotograficznym przez Siekierki w Warszawie. Okolica przypomina starą wieś, mróz chrupie pod stopami, a nad głową odzywają się sikorki. Nagle przy drodze zauważam biało-czarną sylwetkę dzika o cętkowanej sierści. Idzie pewnym krokiem prosto na mnie. Tuż za nim dostrzegam dwoje fotografów, których poznałem zaledwie godzinę wcześniej. Mimo szoku odruchowo kucam i błyskawicznie ustawiam aparat. Realizuję serię zdjęć tego niezwykłego „dalmatyńczyka”. To moje pierwsze takie spotkanie od lat i niesamowite zwieńczenie dnia.

Spotkanie z dalmatyńczykiem

Wyruszam o ósmej rano, ubrany „na cebulkę” i obwieszony sprzętem fotograficznym. Cel: Siekierki. Spacerując wzdłuż ogrodów działkowych po chrupiącym śniegu, obserwuję sikorki i raniuszki (Aegithalos caudatus), ale to spotkanie z dwiema samicami gila (Pyrrhula pyrrhula) zapiera mi dech. Żerują na owocach ligustru pospolitego (Ligustrum vulgare), pozwalając mi podejść na zaledwie kilka metrów. Cieszę się tą chwilą, bo w tej zimowej scenerii gile są dla mnie rzadkim i wyjątkowo wdzięcznym obiektem do uwiecznienia.

Mija południe, a licznik kroków przekracza siedem tysięcy. Zmęczony i spocony ruszam w stronę przystanku, gdy nagle przy zamarzniętym zbiorniku porośniętym trzciną dostrzegam stado dzików. Kucam i celuję obiektywem w młodego osobnika, który z wyraźną ciekawością przygląda mi się, podczas gdy reszta watahy spokojnie przetrząsa podwórko pobliskiego domu. Wtedy słyszę ciche: „Cześć, my też na dziki”. To dwoje fotografów przyrody. Wyjaśniają mi, że to konkretne stado jest niemal całkowicie oswojone z ludźmi i czuje się tu wyjątkowo pewnie.

Żegnam się z nimi i pełen wrażeń zmierzam do domu, nie spodziewając się, że natura przygotowała dla mnie wielki finał. Kwadrans później, tuż przy drodze, dostrzegam biało-czarną sylwetkę, która kompletnie nie pasuje do otoczenia. To cętkowany dzik „dalmatyńczyk”, rzadka anomalia genetyczna, która pewnym krokiem idzie prosto na mnie. Na jego widok serce zaczyna mi bić jak szalone. W tle ponownie wyłaniają się znajomi fotografowie, co w tych dziwnych okolicznościach wygląda jak wyreżyserowana scena filmowa. Mimo szoku i drżących dłoni, błyskawicznie dobieram parametry aparatu i realizuję serię zdjęć życia, wiedząc, że taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć.

Cętkowany dzik z Warszawy
Cętkowane dziki to rzadkie osobniki z recesywnym genem plamistości, a ich śmiertelność w pierwszym roku życia jest wyższa niż u dzików o standardowym ubarwieniu. fot. Aleksander Kusznir

Tajemnice cętkowania

Stojąc oko w oko z tym niezwykłym zwierzęciem zastanawiam się, jak to możliwe, że natura tak bardzo odeszła od klasycznego wzorca „czarnego zwierza”. Odpowiedź na to pytanie kryje się w genetyce. Zgodnie z badaniami opublikowanymi w naukowym czasopiśmie „Acta Theriologica” z lat 70., łaciate umaszczenie dzików jest cechą recesywną (cechą dziedziczną). Oznacza to, że oboje rodzice musieli być nosicielami tego rzadkiego genu, a mimo normalnego umaszczenia mogli wydać na świat tak oryginalnie ubarwionego potomka.

Mój siekierkowski „dalmatyńczyk” to efekt dawnej hybrydyzacji dzika ze świnią domową – pamiątka po genach udomowionych przodków, która potrafi drzemać w populacji przez wiele pokoleń. Pół wieku temu, w czasach PRL, podczas badań w Kampinoskim Parku Narodowym wykazano, że łaciate dziki żyją stosunkowo krótko. Ich długość życia zazwyczaj nie przekracza roku. Dla porównania, śmiertelność tradycyjnie ubarwionych dzików w pierwszym roku życia wynosiła ok. 21%, co jest dowodem na to, że mają znacznie większą szansę na przetrwanie i dożycie dorosłości.

Między mitem a rzeczywistością

„Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo zaraz zmyka” – te słowa Jana Brzechwy sprzed dekad wciąż pobrzmiewają mi w uszach, gdy patrzę na mojego bohatera. To niesamowite, jak ten literacki obraz ukształtował całe pokolenia, budując w nas wizję groźnej bestii. Dziś jednak rzeczywistość na moich oczach weryfikuje ten mit. Choć zakodowane w dzieciństwie odruchy podpowiadają mi ucieczkę na najbliższe drzewo, zostaję w miejscu. Patrzę na tego łaciatego samotnika i widzę coś zupełnie innego niż „złą” postać z wierszyka.

Współczesne stada dzików, zwłaszcza te miejskie, dzielą się na grupy niemal oswojone z naszą obecnością oraz takie, które wciąż zachowują pierwotny dystans. Zastanawiam się, czy jako odmieniec czuje odrzucenie przez pobratymców, ale intuicja podpowiada mi, że w świecie zwierząt akceptacja opiera się też na zapachu i więziach, a nie na kolorze sierści.

Podczas tej mroźnej zimy mój „dalmatyńczyk” skupiał się wyłącznie na swoich codziennych sprawach – czochraniu o pnie drzew i wytrwałym ryciu w śniegu. Patrząc na niego, zrozumiałem, że mam przed sobą prawdziwy talizman natury. Spotkałem zwierzę nietypowe i ufne, a jednocześnie wciąż na swój sposób dzikie i niezależne. To spotkanie ostatecznie zburzyło we mnie wierszowany mit Brzechwy, zastępując go głębokim szacunkiem do tej niezwykłej, łaciatej adaptacji, która na naszych oczach wpisuje się w krajobraz nowoczesnego miasta.

Aleksander Kusznir

Pasjonat ptaków, fotograf i edukator przyrodniczy. Dziennikarz współpracujący z National-Geographic.pl. Najczęściej z pasją opisuje naturę – zarówno naszą polską, jak i z odległych zakątków świata. Inspirują go podróże, nowe doświadczenia i pyszna kawa.
Aleksander Kusznir
fot. Aleksander Kusznir
Reklama
Reklama
Reklama