Pająk Pink Floydów odkryty w ścianach domów. Ten mały drapieżnik to pogromca domowych szkodników
Badacze opisują odkrycie nowego gatunku pająka, który zamieszkuję szczeliny ścian. Mimo, że odkryty pajęczak żyje w bliskości z ludźmi, dopiero teraz udało się naukowcom usystematyzować wiedzę na jego temat. Nadana zwierzęciu nazwa nawiązuje do legendarnej muzycznej grupy.

Okazuje się, że kolumbijskie miasta przez lata skrywały lokatora, który mimo bliskiego sąsiedztwa z ludźmi pozostawał dla nauki zagadką. Pająk Pikelinia floydmuraria zamieszkuje szczeliny ścian budynków, w których każdego dnia toczy się życie Kolumbijczyków. Obie grupy – ludzie i pająki – koegzystują w swoistej symbiozie, nie wchodząc sobie w drogę. Aktywność domowników przyciąga owady i mrówki, które stają się pożywieniem dla pajęczaków, te zaś w zamian pełnią rolę naturalnych sprzątaczy, usuwając z mieszkań uciążliwe insekty.
Pająk Pink Floydów
Mogłoby się wydawać, że odkrycia nowych gatunków możliwe są jedynie tam, gdzie działalność człowieka nie dociera – w dziczy. Nic bardziej mylnego. Wyniki badań przeprowadzonych w Kolumbii dowodzą, że nieznane nam gatunki zwierząt zamieszkują czasem te same miasta, a nawet te same domy, co my. Wystarczy jedynie rozejrzeć się po pokoju i spojrzeć głębiej w jedną ze ściennych szczelin.
Dokładnie tak zrobili południowoamerykańscy badacze, a efektem tego „spojrzenia” stało się odkrycie zupełnie nowego gatunku pająka. Aby dostrzec niewielkie zwierzątka, należy jednak wytężyć wzrok, gdyż pajęczak mierzy jedynie od 3 do 4 milimetrów. Taka wielkość pozwala mu tworzyć kryjówki w domowych szparach, gdzie cierpliwie może wypatrywać większego od siebie pożywienia – mrówek i innych owadów. Miejsce schronienia pająków stało się również inspiracją dla badaczy, którzy, czerpiąc z albumu „The Wall” legendarnego zespołu Pink Floyd, nazwali nowy okaz Pikelinia floydmuraria.
Najciemniej pod latarnią
Jak już wspomniałem, Pikelinia floydmuraria od lat zamieszkuje tereny bliskie ludziom. Miejskie szczeliny stały się idealnym schronieniem dla tych pająków. Zwierzęta te wyjątkowo upodobały sobie kryjówki w pobliżu sztucznego światła, stąd można zauważyć ich wzmożone występowanie zaraz obok latarni ulicznych. Skąd jednak takie uwielbienie dla miejskich lamp? W tym przypadku odpowiedź tkwi w sposobie zdobywania pożywienia.
Pająki Pink Floydów z zasadzki atakują większe od siebie owady, które, zwabione blaskiem sztucznego światła, niemal same wchodzą na pajęczy talerz. W ten sposób pozornie niegroźny łowca staje się zabójcą regulującym miejską populację insektów. Z tego faktu cieszyć powinni się ludzie, których narzekania regularnie koncentrują się wokół owadzich szkodników domowych. Odważny P. floydmuraria poluje nawet na sześciokrotnie większe od siebie owady, czym znacząco przysługuje się gospodarstwom domowym.
Krewny z Galapagos
Nowo odkryty pająk wykazuje uderzające podobieństwo do swojego krewnego z Wysp Galapagos – Pikelinia fasciata. Oba gatunki różnią się jedynie subtelnymi szczegółami budowy narządów płciowych oraz specyficznymi wzorami ubarwienia odnóży. Tak daleko posunięta zbieżność cech u osobników oddzielonych oceanem rodzi intrygujące pytania o ich ewolucyjną przeszłość.
Badacze zaznaczają jednak, że nie musi to oznaczać bezpośredniego pokrewieństwa, a może być jedynie efektem podobnych adaptacji do zbliżonych warunków środowiskowych. Naukowcy wierzą, że dzięki zaawansowanym testom genetycznym uda się zrekonstruować historię tego pająka i zrozumieć, w jaki sposób zdołał on tak skutecznie opanować świat zdominowany przez beton i sztuczne światło.
Źródło: Discover
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.


