Katastrofa ekologiczna na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr. Tysiące ryb umierały w męczarniach
Remont stuletniej Zapory Pilchowice na Dolnym Śląsku i ekstremalne upały doprowadziły do masowej śmierci ryb i zatrucia wody. Toksyczny muł spłynął do rzeki Bóbr, niszcząc cenny ekosystem. Mieszkańcy są oburzeni, wędkarze przypominają, że ostrzegali przed takim scenariuszem, a firma Tauron twierdzi, że działano w odpowiedni sposób.

Lokalne media, min. portale Lwówecki.info, Jelenia Góra Naszemiasto.pl, Gazeta Wrocławska oraz Jelonka.com, relacjonują dramatyczny obraz, który można nazwać tylko katastrofą ekologiczną. W niemal opróżnionym w związku z remontem zapory Jeziorze Pilchowickim, gdzie rozgrzana upałem woda przypominała pozbawione tlenu błoto, w męczarniach umierały tysiące ryb. Zatruta produktami rozkładu i dennymi osadami woda, spłynęła do rzeki Bóbr, powodując przyrodniczą katastrofę na długości potencjalnie wielu kilometrów. Zleceniodawca remontu, firma Tauron, przekonuje że przy jego organizacji dochowano wszelkiej ostrożności a nawet współpracowano z ichtiologami. Niestety, najwyraźniej nieskutecznie.
Co spowodowało katastrofę?
Remont Zapory Pilchowickiej, jednej z najważniejszych budowli hydrotechnicznych na Dolnym Śląsku, doprowadził do dramatycznych wydarzeń, które mieszkańcy, wędkarze i społecznicy jednoznacznie określają jako katastrofę ekologiczną. Inwestycja, realizowana przez spółkę Tauron Ekoenergia ma na celu przywrócenie pełnej sprawności technicznej stuletniego obiektu, co uznano za kluczowe dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego regionu, szczególnie po powodzi z 2024 roku. Jednak proces całkowitego opróżniania Jeziora Pilchowickiego stał się przyczyną masowego śnięcia ryb i skażenia rzeki Bóbr toksycznym mułem.
Ryby walczyły o życie
Obraz, który ukazał się po spuszczeniu wody, był wstrząsający. Po kilku niezwykle upalnych dniach, niemal pozbawione wody jezioro po prostu ugotowało i udusiło ryby, Rzeka Bóbr poniżej zapory rzeka zmieniła kolor na ciemnoszary, niosąc gęstą, brunatną zawiesinę. W powietrzu unosił się odór rozkładających się ryb, odczuwalny na kilometr od zbiornika. Wędkarze alarmowali, że w tej „brei” pozbawionej tlenu ryby desperacko walczyły o życie. Widziano m.in. sandacze o długości 70 cm, wyskakujące na brzeg. Wędkarz Krzysztof Wilczewski z żalem pokazywał mediom konającego, niemal metrowego węgorza.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Skalę i makabrę sytuacji doskonale widać na filmie udostępnionym na kanale Youtube Lwówecki.info:
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wędkarze ruszyli na ratunek
Doszło do spontanicznej akcji ratunkowej. Zaangażowali się w nią wędkarze z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra, społecznicy z Lwówka Śląskiego (Dziki Patrol) oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości. Wolontariusze w pełnym słońcu i przytłaczającym fetorze brodzili w głębokim szlamie i podbierakami wyławiali ostatnie żywe ryby.
Uratowane leszcze, okonie czy sandacze, były transportowane w specjalnych zbiornikach do jeziora we Wrzeszczynie. Uczestnicy akcji podkreślali jednak, że było już za późno by ich działania przyniosły wymierny skutek.
Przyczyny katastrofy
Według relacji Krzysztofa Czaplickiego, prowadzącego agroturystykę przy zaporze, spuszczenie wody wzburzyło osady z dna jeziora i rzeki. Przez lata przemysłowej działalności Jeleniej Góry do Bobru trafiały ścieki z takich zakładów jak Celwiskoza czy liczne papiernie, co spowodowało nagromadzenie w mułach metali ciężkich (ołów), siarki i innych szkodliwych substancji.
W połączeniu z falą upałów i temperaturą wody sięgającą 30 stopni Celsjusza, gwałtownie obniżył się poziom tlenu a zanieczyszczona woda mogła nawet fizycznie zaklejać skrzela ryb.
Mieszkańcy i wędkarze są oburzeni
Wędkarze twierdzą, że od lat ostrzegali przed tym scenariuszem i wielokrotnie oferowali pomoc przy planowych odłowach, co zignorowano. Ich zdaniem wodę należało spuszczać etapami w miesiącach jesiennych (październik–listopad), kiedy niska temperatura sprzyja natlenieniu wody i hamuje procesy gnilne.
Tymczasem Tauron Ekoenergia argumentuje, że proces był prowadzony zgodnie z pozwoleniami wodno-prawnymi i pod nadzorem ekspertów (ichtiologów, herpetologów). Spółka utrzymuje, że przy tak gigantycznej skali operacji nie dało się odłowić wszystkich ryb, a ekstremalne upały były czynnikiem niezależnym. Do 26 czerwca firma zutylizowała ponad tonę śniętych ryb.

Jakie będą skutki tej katastrofy?
Skutki katastrofy mogą być dalekosiężne. Skażony muł przesuwa się w dół rzeki w kierunku Wlenia i Lwówka Śląskiego, zagrażając cennym przyrodniczo obszarom Natura 2000 i lokalnej turystyce kajakowej i agroturystyce. Sołectwo Pilchowice wydało pilny komunikat do mieszkańców, apelując o zachowanie ostrożności i zaprzestanie picia wody z przydomowych studni do czasu przeprowadzenia badań, ze względu na ryzyko skażenia wód gruntowych przez toksyczną zawiesinę.
Na miejscu pracowały liczne służby, w tym przedstawiciele Głównego i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy pobrali próbki wody i osadów do analiz. Wyniki tych badań mają dać odpowiedź na pytanie o skład chemiczny zanieczyszczonej wody i skalę zatrucia środowiska.
Choć Tauron deklaruje przyszłe zarybienia i odbudowę populacji po zakończeniu remontu, specjaliści ostrzegają, że zniszczenie tak złożonego ekosystemu może być odczuwalne przez wiele lat, a odcinek Bobru poniżej zapory praktycznie przestał istnieć jako ekosystem.
Źródła: Lwówecki.info, Jelenia Góra Naszemiasto.pl, Gazeta Wrocławska, Jelonka.com
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

