Jadowite węże ruszają na podbój miast. Naukowcy ostrzegają: problem dotknie miliardów ludzi
Jadowite węże w Nowym Jorku? Wkrótce taki scenariusz może się ziścić. Zmiany klimatyczne i ekspansja człowieka prowadzą do bezprecedensowego przemieszczania się tych gadów na gęsto zaludnione obszary. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia, do 2050 roku zagrożenie ukąszeniami będzie globalnym problemem.

Z najnowszych badań opublikowanych w czasopiśmie „PLOS Neglected Tropical Diseases”, koordynowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) wynika, że do 2050 roku miliardy ludzi będą narażone na ryzyko ukąszeń przez jadowite węże. Problem przestaje dotyczyć tylko regionów tropikalnych – gady szukają nowych siedlisk tam, gdzie do tej pory ich nie widywano. Obecnie każdego roku odnotowuje się około 4 miliony ukąszeń, z czego większość w Azji Południowej. Jednak ryzyko rośnie w regionach, które dotychczas uważano za bezpieczne.
Dokąd migrują jadowite węże?
Motorem napędowym tych zmian są rosnące temperatury i niszczenie naturalnych ekosystemów. Przekształcanie lasów, mokradeł i łąk w uprawy oraz rozrastające się miasta zmuszają gady do szukania wody i pożywienia bliżej ludzkich siedzib.
Analizy oparte na archiwach muzealnych i raportach obywatelskich pozwoliły naukowcom zmapować zasięg ponad 500 groźnych gatunków węży. Wyniki są niepokojące: w Stanach Zjednoczonych mokasyny błotne mogą dotrzeć aż do Nowego Jorku, a w Azji niemrawce indyjskie mogą przenieść się z lasów Mjanmy do miast centralnych i północnych Chin.
W Indiach, gdzie rocznie z powodu ukąszeń ginie ok. 60 tysięcy osób, najbardziej niebezpieczne gatunki – żmije Russella i kobry – migrują z południa na gęsto zaludnioną północ. Z kolei w Afryce słynna czarna mamba może pojawić się w nowych rejonach Nigerii i Somalii.
Globalne zagrożenie dla zdrowia publicznego
Wzrost liczby kontaktów między ludźmi a jadowitymi wężami będzie potężnym wyzwaniem dla systemów ochrony zdrowia. Choć rocznie na świecie ginie około 138 tysięcy osób, a 400 tys. traci sprawność, statystyki te mogą drastycznie wzrosnąć w społecznościach nieprzyzwyczajonych do życia z wężami.
Największe niebezpieczeństwo grozi mieszkańcom ubogich obszarów wiejskich, gdzie rolnicy często pracują boso, a dostęp do placówek medycznych i surowic jest trudny. Kraje bogatsze (np. Australia), mimo dużej liczby jadowitych gatunków, utrzymują niską śmiertelność. WHO podkreśla, że w najbliższych dekadach kluczowe będzie precyzyjne planowanie zapasów surowic i edukacja personelu medycznego.
Ochrona ludzi kontra ratowanie ginących gatunków
Eksperci, m.in. David Williams z WHO, podkreślają że oprócz działań systemowych, niezbędna jest zmiana nawyków. Podstawowe środki ostrożności to: noszenie pełnego obuwia, używanie źródeł światła po zmroku, uważne patrzenie pod nogi oraz nieprowokowanie napotkanych zwierząt.
Badania ujawniają też drugą stronę medalu: zmiany klimatu są ogromnym zagrożeniem dla przetrwania węży. Niektóre gatunki, jak amerykańskie koralówki czy żmije sykliwe z Afryki, mogą znaleźć się na skraju wyginięcia. Dlatego naukowcy apelują o zrównoważone podejście, które z jednej strony ochroni ludzkie życie, a z drugiej uwzględni ochronę przyrody.
Źródło: PLOS Neglected Tropical Diseases
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

