Historyczny moment na Hawajach. Wulkan pobił rekord i wystrzelił lawę na 200 metrów
Na Hawajach doszło do historycznej erupcji wulkanu Kilauea. Podczas gwałtownego, dziewięciogodzinnego wybuchu potężne fontanny lawy wystrzeliły na wysokość aż 200 metrów. Wyrzucone w atmosferę pyły i materiał wulkaniczny szybko opadły na okolicę, pokrywając grubą warstwą domy oraz zaparkowane kilometry dalej samochody.

Pod malowniczymi krajobrazami Hawajów skrywa się potężna, napędzana ruchem płyt tektonicznych siła. Raz na jakiś czas daje ona o sobie znać, rozbryzgując w powietrze miliony litrów lawy. Najnowsza erupcja wulkanu Kilauea zapisała się w księgach rekordów. Wszystko za sprawą bezprecedensowej serii fontann lawy, którą wulkan pobił swój własny, utrzymujący się od 40 lat rekord udokumentowanej historii wybuchów.
Historyczny wybuch
Rekordowy, 48. epizod erupcyjny rozpoczął się z samego rana 1 czerwca 2026 roku. Naukowcy, którzy dojechali na miejsce wybuchu około godz. 5, dostrzegli, że fontanna lawy wznosiła się już na ponad 100 metrów. Prawdziwa eskalacja miała jednak dopiero nadejść godzinę później. Chwilę po godz. 6 wulkaniczna fontanna wystrzeliła na wysokość aż 200 metrów, czym pobiła dotychczasowy rekord ustanowiony na tym wulkanie.
Naukowcy zauważyli, że fontanny tryskały tylko z północnego otworu wentylacyjnego krateru, podczas gdy z południowego otworu zaobserwowali jedynie wybuchy gorących gazów. Wrażenie budzi przede wszystkim ilość lawy, która została wyrzucona przez Kilauea. Badacze z „United States Geological Survey” szacują, że erupcja wyrzuciła około 5,5 miliona metrów sześciennych lawy. Taka objętość wypełniłaby niemal trzy Jeziora Maltańskie w Poznaniu oraz ponad pięć Stadionów Narodowych w Warszawie.
Wulkaniczny deszcz na Hawajach
Tak gwałtowna erupcja przyniosła ze sobą nie tylko potoki lawy. Wulkan wyrzucił w atmosferę potężne ilości pyłu i gazów, które uniosły się na wysokość ponad 7,5 kilometra. Wokół Parku Narodowego Wulkanów Hawajskich zaczął padać deszcz materiału piroklastycznego, zwanego tefrą. Z kolei na pojazdy zaparkowane nawet 8 kilometrów dalej spadł wulkaniczny popiół oraz niezwykle cienkie, złociste nitki szkła wulkanicznego – tzw. włosy Pele, nazwane tak na cześć hawajskiej bogini wulkanów.
Wraz z końcem erupcji naukowcy dostrzegli kolejne zjawisko będące konsekwencją ruchu płyt tektonicznych. USGS odnotowało rój sejsmiczny, czyli serię wielu wstrząsów o małej lub umiarkowanej sile, które trwały przez kilka godzin po tym, jak fontanna lawy opadła.
Przyszłość hawajskiego kolosa
Kilauea to jeden z najskrupulatniej badanych wulkanów na świecie – specjaliści monitorują go nieprzerwanie od ponad wieku. W tym czasie góra wielokrotnie zmieniała swoje oblicze, a najbardziej spektakularnym tego dowodem było gwałtowne zapadnięcie się części jej szczytu w 2018 roku. Od momentu przebudzenia pod koniec 2024 roku wulkan regularnie daje o sobie znać – do mniejszych lub większych erupcji dochodzi tam średnio co kilka tygodni. Mieszkańcy bajecznego archipelagu nie mają jednak powodów do obaw, gdyż nad kaprysami kolosa stale czuwają eksperci, którzy dzięki nowoczesnej aparaturze potrafią przewidzieć niemal każdy kolejny krok żywiołu.
Źródło: Discover Magazine
Nasz autor
Olaf Kardaszewski
Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie student magisterskiego kierunku Studiów Miejskich na tej samej uczelni. Interesuje się społecznymi i kulturowymi aspektami zmieniającego się świata, o czym chętnie pisze w swoich pracach. Współprowadzący projekt „Podziemna Warszawa” w National Geographic Polska. Uwielbia podróże, w trakcie których zawsze stara się obejrzeć mecz lokalnej drużyny piłkarskiej.


