Ekstremalnie niskie temperatury w Polsce: czy to anomalia klimatyczna?
Choć zewsząd słyszymy o globalnym ociepleniu, Polska od kilku dni zamarza na kość pod wpływem mas powietrza napływających z Arktyki. Czy sroga zima, której doświadczamy w 2026 roku to jedynie pogodowy kaprys, czy może już poważny skutek zmian klimatycznych na Ziemi?

- Elżbieta Kuligowska
Spis treści:
- Wir polarny i prąd strumieniowy
- Czy mroźna zima 2026 to anomalia?
- Zimy stulecia
- Paradoks globalnego ocieplenia
- Co dalej z prawdziwą zimą?
Pod koniec stycznia 2026 roku Polskę nawiedziła prawdziwie mroźna zima. Termometry w Suwałkach wskazały wartości, o których zdążyliśmy już niemal zapomnieć – lokalnie poniżej -25°C. Gdzie indziej było tylko trochę cieplej. Dla dzieci i młodzieży są to niezwykłe, szokujące, a czasem bajkowe warunki pogodowe – takie, o jakich dotąd słyszało się od dziadków lub czytało w książkach napisanych dekady temu.
Ostatnie dziesięciolecia faktycznie przyzwyczaiły nas do szarych, bezśnieżnych zim, zdominowanych przez atlantyckie niże i pluchę. Bezśnieżne święta Bożego Narodzenia stały się normą. Po śnieg, o ile interesują nas sporty zimowe, wybieramy się w góry, i to niekoniecznie polskie. Nawet gdy śnieg przez kilka dni u nas popada, temperatury rzadko spadają dużo poniżej zera. Obecny atak mrozu budzi zatem szereg pytań. Czy to mieści się w statystycznej normie? Czy to oznaka głębszych zmian klimatu, i przede wszystkim: skąd to zimno się bierze?
Wir polarny i prąd strumieniowy
Przyczyna obecnych warunków pogodowych jest znana. Odpowiada za nie zjawisko wiru polarnego. To rozległy niż baryczny, czyli układ niskiego ciśnienia, krążący niczym cyklon nad Arktyką. Dodajmy, że występuje sezonowo, z największym nasileniem podczas nocy polarnej, a zatem na półkuli północnej właśnie zimą. Wir polarny krąży również nad Antarktydą, przy czym ten antarktyczny jest mroźniejszy, silniejszy, ale i bardziej stabilny niż nasz, arktyczny.
Gdy taki układ baryczny jest stabilny, krążące w nim mroźne powietrze (w przypadku wiru arktycznego o temperaturach z zakresu od -65 do -85°C!) pozostaje uwięzione w wirze i utrzymuje się tylko na dalekiej północy. Jednak nie zawsze tak jest. Wir polarny normalnie trzyma w ryzach prąd strumieniowy, który możemy sobie wyobrazić jako wydzielony, silny strumień powietrza, przepływający w atmosferze na wysokości około 10 km nad nami. Polarny prąd strumieniowy porusza się z ogromną prędkością z zachodu na wschód, oddzielając mroźne powietrze z północy od ciepłego z południa.

Jaki jest jego wpływ na wir polarny? Dość prosty: silny strumień oznacza stabilny wir. Gdy prąd strumieniowy pędzi szybko i prosto, działa jak mocna obręcz, która więzi zimne powietrze nad biegunem. Wtedy w Polsce zima jest względnie łagodna. Jednak gdy polarny prąd strumieniowy słabnie i zaczyna meandrować, w „obręczy” pojawiają się zafalowania, a zimne powietrze z wiru polarnego wdziera się tymi wygięciami dalej na południe – na przykład prosto nad Polskę.
W drugiej połowie stycznia 2026 r. doszło do gwałtownego osłabienia wiru polarnego (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej informował o tym 23 stycznia). Powodem było prawdopodobnie zjawisko silnego ocieplenia stratosferycznego – szybkiego wzrostu temperatury stratosfery nad biegunem północnym, który doprowadził do miejscowego rozpadu wiru polarnego na mniejsze, mroźne fragmenty. W rezultacie meandrujący prąd strumieniowy pozwolił tym lodowatym masom powietrza znad Syberii i Arktyki rozlać się nad Europę Środkową.
Czy mroźna zima 2026 to anomalia?
Choć dla współczesnego młodego Polaka -20°C to ekstremum, obecna sytuacja – szczególnie gdy oceniamy ją w dłuższych skalach czasu – jeszcze nie zbliżyła się do tak zwanych zim stulecia z lat 1928/29, 1962/63 i 1978/79. Wtedy temperatury spadające poniżej -30°C w różnych częściach kraju utrzymywały się tygodniami. Historyczne dane meteorologiczne z ostatnich dekad i stuleci są pod tym względem niezwykle cenne.
Polska ma się tu czym chwalić: krakowscy uczeni prowadzą jedną z najstarszych nieprzerwanych serii pomiarów meteorologicznych w Europie Środkowej, z danymi sięgającymi końca XVIII wieku. Uniwersytet Jagielloński należy do nielicznych ośrodków naukowych, które szczycą się tak długą tradycją pomiarów i badań klimatu. Pomiary temperatury powietrza w Warszawie mają udokumentowaną historię od 1779 roku, co czyni je też jednymi z najdłuższych.
Analiza historycznych pomiarów rzuca nowe światło na obecne mrozy. Choć styczeń zaskakuje chłodem, dane długoterminowe są nieubłagane: klimat się ociepla. W ciągu ostatnich trzech dekad (1989–2018) wystąpiło aż 54% wszystkich najcieplejszych miesięcy od połowy XIX wieku. W samym XXI wieku (analizując pomiary do 2018 r.) odnotowano 50 ekstremalnie ciepłych miesięcy i zaledwie trzy ekstremalnie chłodne (październik 2003, grudzień 2010 i marzec 2013). Dla porównania, w drugiej połowie XIX wieku sytuacja była odwrotna. W ciągu 53 lat odnotowano jedynie 11 miesięcy rekordowo ciepłych, przy aż 60 miesiącach zaliczanych do najchłodniejszych w historii.
Zimy stulecia
Co jeszcze wynika z pomiarów? Jedne z najniższych temperatur, nieco poniżej -40°C, zanotowano w lutym 1929 roku, w województwach podkarpackim, małopolskim i śląskim. Niewiele „cieplej” bywało, zwykle tylko lokalnie, w roku 1888, 1940 czy 1963. Ekstremalnie niskie temperatury notowano również na przełomie lat 1978/79 (ówczesna zima stulecia była czasem paraliżu kraju przez opady, zaspy i mróz) i w styczniu 1987 roku.

Z powyższego zestawienia można wywnioskować, że tych „zim stulecia” na stulecie przypada kilka, i nie jest to dalekie od prawdy. Zgodnie z definicją termin ten odnosi się do najsurowszej zimy w danym stuleciu. W języku potocznym zimą stulecia określamy jednak każdą zimę o skrajnie ekstremalnym przebiegu. Jej cechami charakterystycznymi są:
- silnie ujemne, odbiegające od norm wieloletnich temperatury,
- anomalie w zakresie nasilenia i trwania opadów, w tym śnieżyc,
- skala zjawiska: odbiegająca od statystycznych norm pogoda musi nie tylko obejmować dużą część kraju, ale i utrzymywać się dłużej niż typowe zimowe ochłodzenie.
Biorąc pod uwagę, że po gwałtownym ochłodzeniu z przełomu stycznia i lutego temperatury już po kilku dniach zaczęły powoli wzrastać, obecne zjawisko jest tylko drobną anomalią w stosunku do średnich temperatur z ostatnich 20 lat, i nadal mieści się w granicach naturalnej zmienności klimatu Polski. Która, co warto dodać, leży w strefie mieszania się wpływów oceanicznych i kontynentalnych. Klimat Polski nie bez powodu określa się jako umiarkowany ciepły przejściowy. „Przejściowość” jest tu kluczowym słowem – oznacza, że nad naszym krajem zwykle ścierają się dwie potężne masy powietrza, co czyni polską pogodę jedną z najbardziej nieprzewidywalnych w Europie.
Paradoks globalnego ocieplenia
Choć może się to wydawać sprzeczne z intuicją, takie gwałtowne ataki zimy są powiązane z postępującym ociepleniem Arktyki. Zjawisko znane jako arktyczne wzmocnienie powoduje, że różnica temperatur między obszarami okołobiegunowymi a równikowymi maleje. Arktyka ociepla się znacznie szybciej niż reszta planety. Głównym tego powodem jest zanikanie jej białego lodu morskiego, który, zamiast odbijać promienie słoneczne, odsłania ciemną powierzchnię oceanu, efektywnie pochłaniającą ciepło.
Ten wzrost temperatury na północy zaburza prąd strumieniowy, co prowadzi do częstszych ataków arktycznego powietrza w szerokościach geograficznych Polski. Za sprawą arktycznego wzmocnienia różnice temperatur na Ziemi zmniejszają się, co sprawia też, że prąd strumieniowy bardziej meandruje (faluje). Im większe są jego fale, tym więcej energii ma szansę dotrzeć wyżej, aż do stratosfery, zwiększając szansę na wystąpienie wspomnianego wyżej zjawiska ocieplenia stratosferycznego.
Co dalej z prawdziwą zimą?
Czy przed nami wielki powrót prawdziwych zim? Nie świadczy o tym obecne, jak na razie chwilowe ochłodzenie. Należy zachować sceptycyzm: trendy długoterminowe wskazują na dalszy wzrost średnich globalnych temperatur. Zima z przełomu stycznia i lutego 2026 jest raczej niespodziewanym przypomnieniem o zmienności pogody i położeniu Polski na styku różnych wpływów kształtujących klimat, a nie zapowiedzią powrotu do stanu sprzed dekad czy nawet, jak niektórzy chcieliby, nowej epoki lodowej.

Podsumowując, kluczem do zrozumienia anomalnych mrozów w dobie ocieplenia klimatycznego jest dynamika prądu strumieniowego. Jak wskazuje fizyk atmosfery prof. Krzysztof Markowicz, globalne ocieplenie osłabia stabilność niektórych procesów sterujących pogodą. Wynika to ze zmniejszającej się różnicy temperatur między szybko nagrzewającą się Arktyką a rejonami równikowymi. Gdy ten gradient termiczny maleje, prąd strumieniowy traci pęd i zamiast płynąć równo, zaczyna meandrować.
W praktyce oznacza to gwałtowne, często naprzemienne wtargnięcia na różne szerokości geograficzne skrajnie różnych mas powietrza: po okresach ciepła następuje nagłe otwarcie „wrót Arktyki”, kierujące mroźne powietrze dalej niż zwykle na południe, w tym nad obszar Polski. I to raczej ta niestabilność, a nie stałe ochłodzenie, ma szansę stać się nową normą naszych zim.
Źródła:
- Markowicz K., Efekt człowieka. Najlepiej byłoby mieć dwie Ziemie, by udowodnić kryzys, Julita Żylińska (red.), 2021
- Francis, J. A., & Vavrus, S. J., Evidence linking Arctic amplification to extreme weather in mid-latitudes, Environmental Research Letters, 2012
- IMGW-PIB, Współczesne problemy klimatu Polski, pod redakcją Longiny Chojnackiej-Ożga i Haliny Lorenc, 2019

