Cud w cieniu klimatyzatora: gatunek, który miał nie istnieć, opanowuje Bermudy
Czy można cofnąć czas w świecie przyrody? Historia małego ślimaka z Bermudów dowodzi, że niemożliwe nie istnieje. Gatunek, który oficjalnie uznawano za wymarły, nie tylko został odnaleziony w najmniej spodziewanym miejscu. Dzięki bezprecedensowej akcji naukowców, rządu i ogrodu zoologicznego, wrócił do środowiska w liczbie ponad 100 tysięcy osobników. Takie sukcesy w ochronie przyrody zdarzają się bardzo rzadko.

Przez lata naukowcy z niepokojem obserwowali drastyczny spadek populacji bermudzkiego ślimaka Poecilozonites bermudensis. W końcu zupełnie zniknął ze swojego naturalnego środowiska i wydawało się, że jego los jest przesądzony. A jednak iskierka nadziei pojawiła się tam, gdzie nikt nie jej nie szukał: w brudnym zaułku, tuż obok…klimatyzatora. To tam odkryto ostatnie osobniki, które przetrwały tylko dzięki kroplom wody spadającym z urządzenia. A potem było jeszcze ciekawiej: rozpoczęła się jedna z najbardziej ambitnych operacji ratunkowych w historii współczesnej zoologii.
Od kilku sztuk do setek tysięcy
Gdy tylko odkryto ocalałą populację ślimaka, rząd Bermudów podjął błyskawiczną decyzję o współpracy z ekspertami z brytyjskiego Chester Zoo. Kilka cennych osobników wysłano do Wielkiej Brytanii, gdzie stały się zaczątkiem programu hodowlanego.
Wyzwanie było ogromne – naukowcy musieli sztucznie odtworzyć idealne warunki do życia i rozrodu. Zaprojektowano specjalne pojemniki, w których monitorowano każdy parametr, od wilgotności po temperaturę. Wysiłek się opłacił: ślimaki zaczęły rozmnażać się w tempie, które przerosło najśmielsze oczekiwania. Z garstki „ocalenców z klimatyzatora” narodziła się armia ponad stu tysięcy ślimaków.
Wielki powrót i inwazyjny wróg
Proces reintrodukcji, czyli ponownego wprowadzania gatunku do naturalnego środowiska, był operacją zaplanowaną z chirurgiczną precyzją. Zanim ślimaki trafiły na Bermudy, każdy z nich przeszedł badania pod kątem obecności pasożytów, które mogłyby zagrozić lokalnemu ekosystemowi. Kluczowym problemem był jednak inny, inwazyjny ślimak Euglandina rosea, który wcześniej niemal doszczętnie wytępił swoich bermudzkich kuzynów.
Naukowcy mozolnie szukali bezpiecznych enklaw dla „ocalonych”. Każdy wypuszczony osobnik został oznaczony. Ślimaki na bieżąco monitorowano, by upewnić się, że zaczęły samodzielnie żerować.
Symbol zwycięstwa nad kryzysem bioróżnorodności
W końcu świat nauki mógł oficjalni potwierdzić: ślimak bermudzki wrócił do środowiska i jest bezpieczny! Monitoring wykazał, że gatunek na stałe zadomowił się w sześciu kluczowych obszarach Bermudów. Znaczenie tego sukcesu jest ogromne. Jak podkreślają specjaliści z Chester Zoo, to rzadki dowód na to, że międzynarodowa współpraca może realnie zatrzymać, a nawet odwrócić proces wymierania.
Źródło: Live Science, Chester Zoo
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (ukończyła MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

