Chile ogłasza stan wyjątkowy. Pożary zabiły już przynajmniej 18 osób, a ogień ciągle nie daje za wygraną
Południowe Chile się pali. Najbardziej rozciągnięty południkowo kraj świata zmaga się z falą pożarów, które spaliły tysiące hektarów lasów, zniszczyły setki domów i pochłonęły życie przynajmniej kilkunastu osób. Fala upałów nie pomaga.

Prezydent Gabriel Boric ogłosił w Chile stan klęski żywiołowej. Ewakuowano ponad 50 000 ludzi, a z 14 pożarami od trzech dni szalejącymi w kraju walczy prawie 4000 strażaków.
Czemu Chile płonie?
Pustoszące kraj płomienie powodowane są przez porywiste wiatry i dramatyczne upały, których doświadcza obecnie półkula południowa. Chociaż temperatury w Polsce pozwalają nam bagatelizować ten problem, to obecnie w Chile trwa niezwykłe gorące lato.
To jedna z najtragiczniejszych sytuacji, jakie dotknęły ten region w ostatnich latach. Decyzja prezydenta ma umożliwić szybszą i bardziej skoordynowaną reakcję służb ratunkowych i władz. Dzięki wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pomoc zaangażowane będą także siły zbrojne.
– Mamy do czynienia z bardzo skomplikowaną sytuacją – mówi minister spraw wewnętrznych Chile, Alvaro Elizalde.

Która część kraju ucierpiała najbardziej?
Alicia Cebrian, dyrektorka Krajowej Służby Zapobiegania i Reagowania na Katastrofy, poinformowała, że większość ewakuacji miała miejsce w miastach Penco i Lirquen w regionie Biobio, w których łącznie mieszka około 60 000 osób. Znajdują się około 500 kilometrów od stolicy kraju, Santiago.
– Musieliśmy wybiec z domów w samych koszulkach. Gdybyśmy zostali jeszcze 20 minut, spalilibyśmy się żywcem – mówi agencji AFP Matias Cid, 25-letni student mieszkający w Penco. Opisuje płomienie, które szalały całą noc i błyskawicznie pochłaniały domy.
Dotknięte zostało także Lirquen, małe miasteczko portowe. Jak relacjonuje Alejandro Arredondo, miekszańcy ratowali się ucieczką na plażę. Stamtąd obserwowali płonący krajobraz i płomienie, które zamieniają dobytek ich życia w dym.
– Nic już nie zostało – komentuje 57-latek.

Czy służby działają?
Według rządowych raportów służby pracują w pocie czoła. Strażacy walczą z ugaszeniem płomieni, ale silny wiatr i upał utrudniają im działania. W niedzielę temperatura przekroczyła 38°C. Nie wszyscy jednak entuzjastycznie podchodzą do działania władz.
– Szanowny prezydencie Boricu, jestem tu od czterech godzin, społeczność płonie, a [rządu] nie ma. Jak minister może do mnie dzwonić tylko po to, by powiedzieć, że „kiedyś” przybędzie wojsko? – mówi Rodrigo Vera, burmistrz miasteczka Penco w regionie Biobío.
Wielkie cierpienie mieszkańców – co będzie dalej?
Zwęglone ciała w miasteczku Penco – z którego pochodzi większość ofiar śmiertelnych pożarów – znajdowano na polach, w domach, wzdłuż dróg i w spalonych samochodach.
– Ci ludzie, którzy zginęli… znaliśmy ich dobrze. Wszyscy ich tutaj znali – mówi 54-letni Víctor Burboa. Pożar ogarnął większość miasta, spaleniu uległy samochody, szkoła i kościół. Spłonęło także kilkaset domów. Dym spowijał niebo pomarańczową mgłą.
– Wiele osób się nie ewakuowało. Pozostali w domach, bo myśleli, że ogień zatrzyma się na skraju lasu. Sytuacja była nie do opanowania. Nikt się tego nie spodziewał – mówi 55-letni John Guzmán.
W ostatnich latach pożary lasów poważnie dotknęły południowo-środkową część Chile. Według prokuratury w lutym 2024 r. w pobliżu miasta Vina del Mar, na północny zachód od Santiago, wybuchło jednocześnie kilka pożarów – w ich wyniku zginęło 138 osób. Zmieniający się klimat sprawia, że podobne kataklizmy będą występować coraz częściej.
Źródło: france24.com, AFP, The Guardian
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

