Reklama

Jest niepotrzebny i powoduje same problemy – tak przeważnie myślimy o wyrostku robaczkowym. Ten „nadprogramowy” fragment jelita ślepego uważany był za narząd szczątkowy, zbędną pozostałość po roślinożernych przodkach, nie pełniącą już żadnej roli w organizmie człowieka.

Jednak XXI wiek przynosi nowe badania nad wyrostkiem, i to nie tylko u ludzi. Okazuje się, że występuje on u setek gatunków ssaków, a w toku ewolucji powstawał niezależnie aż... 32 razy. A zatem – musiał do czegoś służyć i na pewno nie była to rola marginalna. Zaczynamy ją poznawać.

Fenomen ewolucji zbieżnej

Najnowsze, intedyscyplinarne badania, rzucają zupełnie nowe światło na rolę wyrostka robaczkowego. Okazuje się, że jego ewolucyjna droga jest znacznie bardziej skomplikowana niż przypuszczano. Pełnił – i wciąż może pełnić – istotną rolę, która przez dekady wymykała się badaczom.

Odkryto między innymi, że struktury przypominające wyrostek wyewoluowały niezależnie u co najmniej trzech grup ssaków: naczelnych, torbaczy i siekaczowców (to klad obejmujący gryzonie i zajęczaki). Okazało się, że organ ten pojawił się zupełnie niezależnie co najmniej 32 razy u 361 gatunków. W biologii takie zjawisko nazywamy ewolucją zbieżną.

Tak powtarzalny schemat sugeruje, że wyrostek zapewniał jakąś wymierną przewagę adaptacyjną. Jego kształt i położenie w ciałach różnych ssaków mocno się różnią: od długich, cylindrycznych form u ludzi i małp człekokształtnych, przez lejkowaty kształt u koali i wombatów, aż po rozgałęzione struktury u niektórych gryzoni. Taka różnorodność świadczy o tym, że ewolucja wielokrotnie „majstrowała” przy tym organie, dostosowując go do specyficznych potrzeb ekologicznych danego gatunku.

Centrum odporności i bezpieczna przystań mikrobioty

Współczesna nauka ma dwie, silnie ugruntowane hipotezy na temat roli wyrostka robaczkowego. Pierwsza z nich mówi, że organ ten jest integralną częścią układu odpornościowego. Zawiera tkankę limfatyczną związaną z jelitami (GALT), która prawdopodobnie pełni rolę „poligonu doświadczalnego” dla limfocytów (to jeden z rodzajów komórek odpornościowych).

Wyrostek robaczkowy „uczy” ciało rozróżniania między pożytecznymi a groźnymi mikroorganizmami – szczególnie w dzieciństwie, gdy układ odpornościowy jest jeszcze niedojrzały. Produkuje przeciwciała (m.in. immunoglobulinę A), które neutralizują zagrożenia na powierzchniach błon śluzowych.

Drugą, fascynującą hipotezą jest funkcja wyrostka jako „schronu” dla mikrobioty. Według niej wewnątrz wyrostka tworzy się biofilm – warstwa złożona z pożytecznych bakterii. W razie infekcji lub innego zdarzenia które niszczy florę bakteryjną (np. antybiotykoterapii), mikroorganizmy ukryte w wyrostku przeżywają ten proces. Po ustąpieniu infekcji służą jako zespół ratunkowy, który szybko zasiedla wyjałowione jelita i przywraca równowagę mikrobiologiczną.

Nowe badania rozwiały również obawy dotyczące płodności: usunięcie wyrostka robaczkowego nie wpływa na zdolności rozrodcze kobiet. W niektórych przypadkach odnotowano wręcz wyższą częstotliwość ciąż po appendektomii.

Czy wyrostek jest potrzebny w higienicznym świecie?

Znaczenie wyrostka w dzisiejszym świecie jest jednak z pewnością mniejsze niż kiedyś. Nasi najdawniejsi przodkowie żyli w środowiskach o niskim poziomie higieny i wysokim ryzyku infekcji żołądkowo-jelitowych. Zdolność do szybkiej regeneracji mikrobioty mogła być czynnikiem decydującym o przeżyciu.

Najbardziej radykalną zmianę przyniosło ostatnie stulecie: dostęp do czystej wody, poprawa higieny i wynalezienie antybiotyków drastycznie ograniczyły ryzyka związane z infekcjami przewodu pokarmowego. W tej nowej rzeczywistości presja ewolucyjna, która faworyzowała posiadanie wyrostka, mocno się zmniejszyła.

Zatem wyrostek można porównać do trochę nieaktualnej polisy ubezpieczeniowej, która w bezpiecznych warunkach współczesności czasem bywa obciążeniem. Jednak nigdy nie wiadomo, kiedy jego supermoce mogą się przydać.

Źródło: The Conversation

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.
Magdalena Rudzka
Reklama
Reklama
Reklama