Według badań zachodnia muzyka staje się coraz prostsza. To dlatego świat pokochał Angine de Poitrine
Masz czasem wrażenie, że nowa piosenka w radiu brzmi niemal identycznie jak hit sprzed miesiąca? Jeśli tak, to twoja intuicja idzie w parze z twardymi dowodami. Włoski zespół naukowców przeanalizował ponad 20 000 utworów powstałych na przestrzeni ostatnich 400 lat. Wniosek jest nieubłagany: muzyka zachodnia przechodzi proces drastycznego upraszczania i ujednolicania. Ale nie wszyscy się uginają.

Spis treści:
- Naukowa mapa dźwięków: od barokowych klasyków do Ricka Astleya
- Muzyczna ciekawość upadła
- Dlaczego tracimy różnorodność?
- Bunt Angine de Poitrine
Otacza nas bezkresne Morze Przewidywalności, więc nic dziwnego, że przez lata – chociaż sami o tym nie wiedzieliśmy – czekaliśmy na taki zespół jak Angine de Poitrine. Odświeżające, nieszablonowe podejście kanadyjskiego duetu do kompozycji (i rozumienia muzyki jako takiej) udowodniło wielu zrezygnowanym słuchaczom, że jeszcze nie wszystko stracone. Podczas gdy zewsząd otacza nas powtarzalna muzyka AI, groteskowi artyści stali się jednym z ostatnich bastionów naszej wrodzonej kreatywności. Ale od początku. Czy naprawdę przechodzimy regres?
Naukowa mapa dźwięków: od barokowych klasyków do Ricka Astleya
Aby zrozumieć, co dzieje się z muzyką, włoscy badacze potraktowali każdy utwór jak cyfrową mapę połączeń. Zamiast słuchać, „widzieli” całe utwory zapisane w strukturze MIDI. Swoje wnioski opublikowali w prestiżowym czasopiśmie „Scientific Records”.
W ten sposób wyróżnili węzły (ang. nodes), czyli unikalne nuty, krawędzie (ang. edges), czyli przejścia między nutami (np. między nutą A i nutą H) i ich wagę (ang. weight), czyli liczbę powtórzeń danego przejścia; im częściej motyw wracał, tym grubsza stawała się linia na mapie.
Dane czerpano z plików MIDI, które stanowią cyfrową transkrypcję zapisu nutowego, precyzyjnie określając czas trwania i wysokość dźwięków. Wizualizację tych zależności można zobaczyć na poniższym schemacie:

Muzyczna ciekawość upadła
Badania wykazały, że utwory sprzed 400 lat charakteryzują się znacznie wyższą tzw. wydajnością ważoną (ang. weighted efficiency). Oznacza to, że muzyka klasyczna nie budowała narracji wokół kilku powtarzanych w kółko schematów. Przeciwnie – eksplorowała szerszy zakres kombinacji nut, co czyniło ją bogatszą, mniej przewidywalną i strukturalnie głębszą.
Współczesne gatunki, takie jak pop, rock, elektronika czy hip-hop, wykazują znacznie niższe wartości wydajności. Opierają się one na uproszczonych ścieżkach melodycznych i harmonicznych, w których dominują powtarzalne przejścia.
Kolejnym sygnałem alarmowym jest wzrost tzw. wzajemności (ang. reciprocity) – czyli szybkich, dwukierunkowych przeskoków między tą samą parą nut (np. z C do G i natychmiastowy powrót do C). To właśnie ten mechanizm sprawia, że współczesna muzyka wpada w ucho, ale jednocześnie staje się nużąca i wtórna.

Nie uchronił się nawet jazz
Co ciekawe, choć jazz tradycyjnie kojarzy się z ogromną złożonością i improwizacją, badania MIDI wykazują, że on również uległ trendowi spadku wydajności strukturalnej w ostatnich dekadach. Nawet gatunki uchodzące za elitarne nie uciekły przed ogólnym procesem upraszczania języka muzycznego.
Dlaczego tracimy różnorodność?
Naukowcy sugerują, że za ten stan rzeczy odpowiada sposób, w jaki konsumujemy muzykę. Zmiana jest drastyczna. Kiedyś, w erze przedtechnologicznej, muzyka była wydarzeniem na żywo – ograniczonym przez umiejętności wykonawcy i czas koncertu.
W erze zapisu jednak wszystko się zmieniło, a płyty i kasety oddały muzykę w ręce masowego odbiorcy. Ten jednak wciąż był przyzwyczajony do wielkich emocji związanych z konsumowaniem muzyki. Gwóźdź do trumny wbiła trwająca obecnie era algorytmów, w której streaming i media społecznościowe faworyzują muzykę prostą i przewidywalną.
Jeśli piosenka nie „złapie” słuchacza w ciągu pierwszych kilku sekund przewidywalną melodią, zostaje pominięta. To kształtuje nie tylko nasze gusta, ale i przyszłe trendy – twórcy podświadomie (lub celowo) upraszczają swoje dzieła, by dopasować się do dyktatury polubień.
Bunt Angine de Poitrine
To właśnie przez to kanadyjski duet Angine de Poitrine wygląda nie jako kolejny zespół, lecz jako błąd w systemie – romantyczny manifest humanizmu ukryty pod maskami kosmitów w kropki. Khn i Klek de Poitrine, tajemniczy muzycy z Quebecu, stworzyli wizerunek międzygalaktycznych podróżników, którzy tak bardzo pokochali ziemskiego rocka, że postanowili poddać go procesowi muzycznej dekonstrukcji.
Ich orężem jest math rock i skrajnie trudna w odbiorze sztucznej inteligencji mikrotonalność – co w ich przypadku sprowadza się do używania dźwięków pomiędzy tradycyjnymi progami gitary. Podczas gdy AI i algorytmy streamingowe opierają się na matematycznej powtarzalności i 12-tonowej skali (jak większość muzyki zachodniej), muzyka Angine de Poitrine jest dla nich nieczytelnym kodem. Dzięki polirytmii i nieregularnym metrom, duet ten zmusza nasz umysł do pracy, której algorytm (naśladujący przecież wyłącznie to, co już zostało przez ludzi stworzone) nigdy nie potrafiłby przewidzieć.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Pogromcy AI”
Internauci okrzyknęli Angine de Poitrine pogromcami AI, widząc w ich technicznej maestrii – m.in. wirtuozerskim wykorzystaniu dwugryfowej gitary domowej roboty i zapętlaniu dźwięku na żywo – dowód na najwyższy muzyczny kunszt. Choć ich kompozycje przypominają skomplikowane równania matematyczne, paradoksalnie pozostają pulsujące i taneczne.
To właśnie ten paradoks – połączenie kosmicznej groteski z surowym, ludzkim geniuszem – sprawił, że ludzie godzinami zachwycają się ich muzyką. Angine de Poitrine udowadniają, że w świecie zmierzającym ku muzycznej entropii, ratunek może przyjść z najbardziej nieoczywistej strony – od dwóch „kosmitów”, którzy musieli przypomnieć nam, że muzyka to nie tylko dane, ale przede wszystkim nieobliczalna, autentyczna ekspresja, której żadna maszyna nie zdoła w pełni podrobić. Póki co.
Źródło: Scientific Reports
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

