Superkomputer rozegrał Mistrzostwa Świata 2026 tysiąc razy. Znamy nowego mistrza i króla strzelców
Mistrzostwa Świata w 2026 roku są turniejem bez precedensu. Aż 48 drużyn mierzy się ze sobą na stadionach w USA, Kanadzie i Meksyku. Zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek – a ten już za nami – brytyjscy naukowcy postanowili zapytać swojego superkomputera o to, kto wygra. Zaawansowana, specjalnie zaprojektowana sztuczna inteligencja rozegrała cały turniej tysiąc razy, wyłaniając faworytów.

Badacze z brytyjskiego Uniwersytetu w Liverpoolu stworzyli nowoczesny model predykcyjny oparty na uczeniu maszynowym. To nie jest zwykły kalkulator statystyczny. System, który w przeszłości bezbłędnie przewidział drugie miejsce Anglii na Euro 2024, otrzymał potężną aktualizację. Jak tłumaczy dr Benjamin Holmes, maszyna szacuje nie tylko indywidualne umiejętności poszczególnych piłkarzy, ale przede wszystkim to, jak będą oni ze sobą współpracować na boisku.
Co więcej, algorytmy wzięły pod uwagę symulacje prawdopodobnych kontuzji, zawieszeń za kartki, a nawet fizyczne warunki panujące na stadionach – w tym wysokość nad poziomem morza i lokalną pogodę. W turnieju rozgrywanym na tak rozległym i zróżnicowanym klimatycznie obszarze Ameryki Północnej takie detale mogą ostatecznie decydować o zwycięstwie.
Dwa ośrodki, jeden faworyt. Kto zdobędzie puchar Mistrzostw Świata 2026?
Kto zatem ma największe szanse na zwycięstwo? Wnioski płynące z brytyjskich symulacji warto zestawić z niezależnymi wyliczeniami, których dokonali eksperci z Uniwersytetu w Innsbrucku. Analiza porównawcza obu źródeł zdradza fascynującą spójność – oba naukowe modele wskazują na tego samego faworyta: Hiszpanię. Nawet pomimo niedawnego, bardzo przeciętnego meczu z Wyspami Zielonego Przylądka.
Według superkomputera z Liverpoolu, Hiszpania ma aż 26,1% szans na zdobycie tytułu mistrza świata. Drugie miejsce przypadło Anglii (17%), trzecie Francji (13,5%), a tuż za podium uplasowała się reprezentacja Argentyny (12,4%). Z kolei model z Innsbrucka jest nieco ostrożniejszy w pompowaniu balonika, ale zachowuje identyczny układ sił na szczycie: daje Hiszpanom 14,5% szans, a na kolejnych miejscach umieszcza niezwykle wyrównane ekipy Anglii i Francji (po 12,4%) oraz Niemiec (11,2%).
Jeśli wizja sztucznej inteligencji się spełni, 19 lipca 2026 roku zobaczymy dokładną powtórkę z finału Euro 2024: starcie Anglii z Hiszpanią. Zanim to jednak nastąpi, Anglicy będą musieli przejść morderczą ścieżkę w fazie pucharowej, eliminując po drodze m.in. Meksyk, Brazylię (w ćwierćfinale) oraz Portugalię.

Czarny koń turnieju i walka o Złotego Buta
Komputerowe symulacje wyłoniły też spore niespodzianki – chociaż nie dla tych, którzy uważnie oglądali europejskie eliminacje do Mistrzostw. Największym „czarnym koniem” zbliżającego się turnieju okazała się Norwegia, której brytyjski superkomputer dał 3,6% szans na wygranie całego mundialu.
To właśnie w jej szeregach gra główny faworyt do zdobycia Złotego Buta – Erling Haaland. Maszyna daje mu 19% szans na tytuł króla strzelców, przewidując, że Norweg, podobnie jak Hiszpan Mikel Oyarzabal, ustrzeli około 5,2 gola w całych mistrzostwach. Z tą ostatnią predykcją byłbym jednym ostrożny – Hiszpan w trakcie meczu z potężnymi Kabowerdeńczykami stał się pierwszym piłkarzem od 1966 roku, który rozegrał pierwsze 30 minut meczu nie dotykając piłki ani razu. Może oszczędzał siły, ale...
Nieco niżej plasuje się Anglik Harry Kane z 12,2% szans. Z kolei na przeciwległym biegunie statystyk znalazła się Jordania (najmniejsze szanse na puchar) oraz Szkocja, której przypisano marginalne szanse na poziomie 0,2%.
Czy bezduszna matematyka obrabuje nas z piłkarskich emocji? Zdecydowanie nie. Jak trzeźwo przypomina prof. Andreas Groll, współautor badania z Innsbrucka, w tak ogromnych i nieprzewidywalnych turniejach szansa na zwycięstwo absolutnego faworyta rzadko kiedy przekracza barierę 20%. Oznacza to statystycznie, że z ogromnym prawdopodobieństwem wynoszącym 80%, puchar na koniec i tak podniesie zupełnie inna drużyna. Skuteczność komputera z poprzedniego turnieju daje jednak do myślenia, prawda? Ciekawe, czy odbije się to na popularności zakładów u bukmacherów.
Źródło: University of Liverpool, Daily Mail
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

