Puls zagłady. Naukowiec odkrył, że największe katastrofy na Ziemi powtarzają się w tajemniczym rytmie
Czy mieszkamy na zegarze, który bezlitośnie odlicza czas od jednej do drugiej globalnej katastrofy? Kiedy wybija pełna godzina, oceany tracą tlen, wulkany zalewają kontynenty lawą, a życie masowo wymiera. Brzmi to jak gotowy scenariusz filmu katastroficznego, ale analizy geologiczne sugerują, że nasza planeta naprawdę może posiadać taki niszczycielski mechanizm. Tylko… dlaczego?

Patrząc na historię naszej planety, wielkie kataklizmy wydają się zjawiskami całkowicie losowymi. Kiedy miliony lat temu tereny dzisiejszej Polski zalewało prehistoryczne morze, a później wielokrotnie pokrywał je potężny lądolód, powszechnie uważano to za efekt chaotycznych sił natury. Jednak od dekad część naukowców podejrzewała, że w tym geologicznym chaosie może być ukryty jakiś głębszy porządek.
Najnowsze badanie potwierdza te przypuszczenia. Ekstremalne erupcje wulkaniczne, dramatyczne wahania poziomu mórz i masowe wymierania gatunków nie są odizolowanymi incydentami. Układają się w fascynujący, choć przerażający cykl trwający 27,5 mln lat.
Uśpiony potwór budzi się regularnie?
Geolog prof. Michael Rampino z Uniwersytetu Nowojorskiego ponownie przeanalizował dane dotyczące 89 największych zjawisk geologicznych z ostatnich 260 mln lat. Wykorzystał do tego zaktualizowane skale czasu i nowoczesne metody statystyczne. Wyniki opublikowano właśnie w czasopiśmie „Evolving Earth”. Są niezwykle intrygujące – i nieco przerażające.
Dowody na istnienie cyklu trwającego około 27,5 mln lat stają się coraz silniejsze. Na czym dokładnie polega ten rytm? Zamiast pojedynczych, rozsianych w czasie incydentów, badacz dostrzegł wyraźne skupiska zjawisk. Okazuje się, że masowe wymierania gatunków, drastyczne spadki poziomu tlenu w oceanach i potężne wylewy lawy bazaltowej mają tendencję do występowania niemal w tym samym czasie. Ziemia przypomina więc potężny organizm, który w regularnych odstępach czasu przechodzi gwałtowną, geologiczną przebudowę.
Co napędza ten ziemski zegar?
Skoro katastrofy są ze sobą powiązane, to co je powoduje? Badacze uważają, że systemy ziemskie okresowo reagują na ten sam mechanizm fizyczny. Wyróżnia się tu dwie główne koncepcje:
- pulsowanie płaszcza Ziemi. Powolna konwekcja (ruch gorących skał) głęboko pod naszymi stopami może ulegać cyklicznym zmianom. Te głębokie zaburzenia, jak pęczniejący bąbel, regularnie przebijają się ku górze, wywołując wulkanizm i intensyfikując ruchy płyt tektonicznych;
- naprężenia skorupy. Zmiany orbity Ziemi wpływają na klimat, co powoduje okresowe, gigantyczne przemieszczenia wody i lodu. Ten nacisk na powierzchnię może subtelnie modyfikować naprężenia w skorupie ziemskiej, uwalniając kumulowaną energię w postaci aktywności wulkanicznej i sejsmicznej.
Kosmiczny taniec w Drodze Mlecznej
Rampino analizuje również przyczyny zewnętrzne – szczególnie skupia się na gwiazdach. Nasz Układ Słoneczny podczas swojej podróży wokół centrum Drogi Mlecznej cyklicznie przecina dysk galaktyczny (równik Galaktyki). Czas tych przejść intrygująco pokrywa się z ziemskimi katastrofami.
Dlaczego tak się dzieje? Zmiana oddziaływania grawitacyjnego podczas przekraczania dysku może zaburzać Obłok Oorta, który wysyła w stronę Ziemi deszcz komet. Inną, choć wysoce kontrowersyjną hipotezą, jest oddziaływanie nagromadzonej tam ciemnej materii, która przechwytywana przez Ziemię mogłaby generować we wnętrzu planety potężne ilości ciepła.
Naukowa rewolucja wymaga ostrożności. Nie powinniśmy jeszcze panikować
Choć statystyka wydaje się spójna, warto zachować chłodny umysł badacza. Zapisy geologiczne są z definicji niekompletne, a datowanie warstw skalnych sprzed setek milionów lat – obarczone błędem. Obecnie brakuje twardych, fizycznych dowodów, które bezsprzecznie łączyłyby np. ruch w Galaktyce z aktywnością wulkanów na Ziemi.
Samo odkrycie budzi więc w środowisku akademickim zdrowe wątpliwości, bo wymaga zmiany myślenia o geologii. Jeśli jednak powtarzalny cykl zostanie ostatecznie potwierdzony przez kolejne niezależne badania, zmieni to naszą perspektywę. Ziemia przestanie być postrzegana jako arena losowych katastrof, a stanie się obiektem precyzyjnie zsynchronizowanym z potężnym, kosmicznym zegarem. Być może jednak wszystko jest chaosem.
Źródło: Evolving Earth
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

