Reklama

Spis treści:

  1. Polska stacja działa na krańcu świata już od niemal 50 lat
  2. Na Antarktyce nie można pozostawić nawet śladu po budowie
  3. Cały budynek musiał zmieścić się w kontenerach
  4. Futurystyczny statek zawieszony nad ziemią
  5. W środku powstaną laboratoria, siłownia, sauna i szklarnia
  6. Kiedy nowa Polska Stacja Antarktyczna będzie gotowa?

Około 120 km od Półwyspu Antarktycznego i ponad 14 tys. km od Polski powstaje nowy dom dla polskich polarników. To budowa skomplikowana, wymagająca i ekstremalna pod niemal każdym względem. Prace mogą być prowadzone jedynie podczas krótkiego antarktycznego lata, a silne wiatry, osiągające prędkość ponad 150 km/h, regularnie zmuszają ekipę do przerywania robót i awaryjnego zabezpieczania placu budowy.

Polska stacja działa na krańcu świata już od niemal 50 lat

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego działa nieprzerwanie od 26 lutego 1977 roku. Całoroczna placówka badawcza znajduje się nad Zatoką Admiralicji na Wyspie Króla Jerzego, należącej do archipelagu Szetlandów Południowych.

Kompleks obejmuje 14 obiektów rozmieszczonych między Zatoką Arctowskiego, Zatoką Półksiężycową i Klifem Wydrzyków, a także dwie bazy terenowe: Lions Rump i Demay. Nadzór nad placówką sprawuje Instytut Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk.

W stacji prowadzone są badania z wielu dziedzin, m.in. oceanografii, geologii, geomorfologii, glacjologii, meteorologii, klimatologii, sejsmologii, geomagnetyzmu i ekologii. Polska placówka jest nie tylko laboratorium, ale także jednym z najważniejszych symboli polskiej obecności naukowej w Antarktyce.

Licząca niemal pół wieku infrastruktura przestała odpowiadać potrzebom współczesnej nauki i ludzi pracujących w ekstremalnych warunkach polarnych. Dlatego od kilku lat trwa gruntowna modernizacja całego kompleksu. O jej wcześniejszych etapach i planowanym wyposażeniu pisaliśmy w artykule o tym, jak Polska Stacja Antarktyczna zyskuje nowe laboratoria, kwatery i siłownię.

Nowy budynek główny zaprojektowała pracownia Kuryłowicz & Associates. Zobacz galerię wizualizacji poniżej.

Na Antarktyce nie można pozostawić nawet śladu po budowie

Jak wspomina prof. Ewa Kuryłowicz, współautorka projektu, pracę należało rozpocząć niemal od zera. W miejscu przeznaczonym pod nowy budynek nie istniała infrastruktura, na której mogliby oprzeć się projektanci.

– Nie istnieją tam żadne ujęcia wody pitnej – jedynym źródłem wody użytkowej jest naturalny staw powstały z topniejącego śniegu, a wodę pitną trzeba przywozić. Do tego dochodzi rygor, który brzmi niemal jak paradoks dla branży budowlanej: na wyspę nie wolno przywieźć żadnych roślin, a jednocześnie trzeba założyć, że nic – dosłownie nic – nie zostanie tam pozostawione po zakończeniu prac – opowiada projektantka.

Surowe wymagania wynikają z konieczności ochrony niezwykle wrażliwego antarktycznego ekosystemu. Na kontynent i otaczające go wyspy nie wolno wprowadzać obcych organizmów, nasion ani ziemi, a wszystkie odpady powstające podczas budowy muszą zostać usunięte.

Aby nowy kompleks odpowiadał rzeczywistym potrzebom naukowców, projektanci ściśle współpracowali z polarnikami z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN. Opracowano trzy wersje projektu, z których wybrano jedną. Stała się ona podstawą szczegółowego opracowania przygotowanego wspólnie z międzynarodową pracownią inżynierską Buro Happold.

Cały budynek musiał zmieścić się w kontenerach

Największym wyzwaniem – jak przyznaje prof. Kuryłowicz – nie było samo zaplanowanie funkcji obiektu. Choć projekt stacji badawczej działającej w warunkach polarnych jest skomplikowany, najtrudniejsza okazała się logistyka.

Wszystkie elementy konstrukcji musiały zostać dostarczone z Polski. Budynek należało więc podzielić na moduły na tyle niewielkie, aby można je było zapakować do standardowych kontenerów transportowych, przewieźć statkiem, a następnie zmontować na Wyspie Króla Jerzego.

Projektanci musieli również uwzględnić warunki klimatyczne, z którymi budynek powinien współpracować, zamiast jedynie się im przeciwstawiać. Należą do nich silne wiatry spływające z lodowca, intensywne opady śniegu, niskie temperatury, wilgoć i zasolenie powietrza.

Konieczne było także uwzględnienie obecności dzikich zwierząt zamieszkujących okolicę. Konstrukcja nie może przecinać ich naturalnych tras ani nadmiernie ingerować w otaczający ją teren.

Futurystyczny statek zawieszony nad ziemią

Efektem wszystkich tych ograniczeń jest budynek przypominający smukły statek unoszący się nad terenem. Całą bryłę podniesiono około trzech metrów nad grunt i osadzono na stalowej konstrukcji kratownicowej.

Dzięki temu woda, śnieg i powietrze mogą swobodnie przemieszczać się pod budynkiem, a oddziaływanie konstrukcji na kruche środowisko wyspy zostaje ograniczone. Nietypowy kształt ma również znaczenie aerodynamiczne. Przekrój poprzeczny budynku działa podobnie jak odwrócone skrzydło samolotu – napierający wiatr ma dociskać konstrukcję do podłoża, zamiast ją unosić.

Elewację tworzą prefabrykowane panele zawierające elementy drewniane oraz warstwy izolacji termicznej i akustycznej. Całość zabezpiecza wytrzymała metalowa okładzina odporna na silny wiatr, korozję wywołaną zasolonym powietrzem oraz uderzenia niesionych przez wichurę drobin lodu i innych odłamków.

To właśnie zewnętrzna powłoka nadaje budynkowi charakterystyczny złocisto-mosiężny odcień, dzięki któremu stacja kojarzy się bardziej z futurystyczną rzeźbą niż tradycyjną bazą badawczą.

W środku powstaną laboratoria, siłownia, sauna i szklarnia

Wnętrze ma trójdzielny układ przypominający w rzucie trójramienną gwiazdę. Zaplanowano w nim prywatne kwatery mieszkalne, pokoje gościnne, sale wykładowe, laboratoria oraz elastyczne przestrzenie przeznaczone do pracy i odpoczynku.

W budynku znajdą się również siłownia i sauna, szczególnie ważne dla osób spędzających wiele miesięcy w izolacji i trudnych warunkach atmosferycznych. Całoroczna praca na stacji wymaga nie tylko naukowców, lecz także lekarzy, informatyków, mechaników i kucharzy. Pokazuje to prowadzona regularnie rekrutacja do pracy w Polskiej Stacji Antarktyczne

Sercem stacji będzie dwukondygnacyjna przestrzeń wspólna. Jej wnętrze ma subtelnie nawiązywać do tradycyjnej stylistyki morskiej, a naturalne drewno i miękkie tkaniny mają sprawić, że pomimo surowego otoczenia budynek stanie się dla polarników prawdziwym domem.

Osobną przestrzeń przeznaczono na szklarnię. W naturalnie doświetlonym pomieszczeniu będzie można przez cały rok uprawiać świeże warzywa na potrzeby załogi. Szklarnia zapewni również namiastkę kontaktu z zielenią w miejscu, w którym roślinność jest bardzo skąpa.

Kiedy nowa Polska Stacja Antarktyczna będzie gotowa?

Prace nad nowym budynkiem głównym mają wejść w decydującą fazę podczas antarktycznego sezonu letniego 2026/2027. To właśnie wtedy warunki pogodowe i dłuższy dzień umożliwiają prowadzenie najbardziej intensywnych robót.

Realizacja planu nadal będzie jednak zależała od pogody, możliwości transportowych i przebiegu prac na miejscu. Na Wyspie Króla Jerzego nawet najlepiej przygotowany harmonogram może zostać w jednej chwili zatrzymany przez sztorm, śnieżycę lub wiatr przekraczający 150 km/h. Praca w takim miejscu wymaga doświadczenia i ciągłej ostrożności. O tym, jak niebezpieczna potrafi być codzienność polarników, opowiada reportaż „Antarktyda niegościnna i fascynująca”

Gdy budowa zostanie ukończona, polscy naukowcy otrzymają jeden z najnowocześniejszych i najbardziej niezwykłych budynków badawczych w Antarktyce – dom zaprojektowany tak, aby przetrwać na końcu świata, a jednocześnie pozostawić w jego przyrodzie możliwie najmniejszy ślad.

Źródło: Archiwum Biura Budowy

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i pisarka zajmującą się tematyką popularnonaukową, głównie kosmosem. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, przygodę z mediami rozpoczęła ponad 20 lat temu w redakcji „Życia Warszawy”. Poza pisaniem o polskiej i światowej nauce na łamach „National Geographic” współpracuje m.in. z „Wysokimi Obcasami” i kilkoma magazynami premium. Współautorka trzech bestsellerowych książek: „Człowiek – istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Pracuje w Centrum Badań Kosmicznych PAN i współpracuje z polskim Obserwatorium Cerro Murphy w Chile (OCM), którym zarządza CAMK PAN.
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...