Reklama

W gotyckich wnętrzach wrocławskiego ratusza panował półmrok rozświetlany czerwcowym słońcem wpadającym przez wysokie okna. Na ścianach – portrety dawnych rajców, pod sklepieniami – rozmowy prowadzone po polsku, francusku, angielsku i hindi. W tej historycznej przestrzeni, odbyła się ceremonia wręczenia Nagrody Benedykta Polaka.

Laureatami zostali: ojciec Symeon Czesław Stachera – franciszkanin, antropolog i badacz dialogu międzyreligijnego, profesor Jean Pierre Majoral – światowej sławy francuski chemik i pionier badań nad dendrymerami, oraz Mandar Shrikrishna Purandare – indyjski tłumacz, aktor, muzyk i ambasador kultury budujący od lat mosty między Indiami a Polską. Każdy z nich działa w innej dziedzinie, ale wszystkich łączy pasja poznawania świata i przybliżania ludziom tego, co pozornie odległe.

Fot. Marzena Hmielewicz
Fot. Marzena Hmielewicz

Franciszkanin, który opisał Azję przed Marco Polo

Patron nagrody, Benedykt Polak, żył osiem wieków temu, ale jego misja brzmi zaskakująco współcześnie. W połowie XIII wieku Europa żyła w strachu przed Mongołami. Niewiele wiedziano o potędze, która niczym burza przetaczała się przez stepy Azji i pustoszyła rubieże Europy. Ludzi ze wschodu, których początkowo nie znano nawet z imienia, nazwano Tatarami – wysłannikami z Tartaru, czyli z piekieł. Wielu współczesnych było przekonanych, że nadciąga apokalipsa. W 1245 roku papież Innocenty IV postanowił spróbować dyplomacji i wysłać na wschód misje, które dotrą do serca mongolskiego imperium i do wielkiego chana zawiozą list.

Jednak zadanie przerosło posłów – trzy papieskie misje zawiodły. Na czele czwartej wyprawy papież postawił leciwego Włocha Giovanniego da Pian del Carpine, 60-latka bez doświadczenia podróżniczego, ale z dobrymi pomysłami. Jednym z nich było to, by z papieskim listem udać się z Lyonu do Pragi szukając pomocy. Tam zaś poradzono mu by skierował się do… Wrocławia. Czy przyczyną było to, że Polacy mieli już swoje doświadczenia z tatarskimi najazdami, wschód rozumieli jak mało kto w Europie, a od pojmanych mongolskich jeńców uczyli się języka?

We Wrocławiu Włoch spotkał polskiego franciszkanina Benedykta Polaka, który wraz z jeszcze jednym Polakiem pochodzącym z Brzegu (którego w archiwach zachowała się tylko pierwsza litera imienia – C.) zorganizował misję dyplomatyczną. Wtedy wyprawa ruszyła z kopyta. Zatrzymała się na chwilę w Łęczycy, gdzie wspomogli ją Książęta Mazowieccy, wyposażając zakonników w informacje o Mongołach, kontakty, rekomendacje oraz... łapówki dla kolejnych mongolskich dostojników spotykanych po drodze. Jak żartują współcześni badacze, był to średniowieczny odpowiednik opłat tranzytowych. Bez takich prezentów dalsza podróż mogła okazać się niemożliwa.

Przed franciszkanami rozciągała się droga licząca około 20 tysięcy kilometrów. Przemierzyli Ruś Kijowską, dotarli nad Wołgę do obozu Batu-chana, następnie przez bezkresne stepy Azji ruszyli ku centrum mongolskiego świata. Po wielu miesiącach jazdy konnej dotarli do Syra-Ordy, wielkiej rezydencji nowego chana Gujuka, położonej niedaleko miejscowości Karakorum. Tam Benedykt Polak i Giovanni da Pian del Carpini przekazali papieski list i wysłuchali odpowiedzi przyszłego władcy imperium.

Benedykt Polak był tłumaczem, obserwatorem i kronikarzem. Dzięki jego zapiskom Europa po raz pierwszy otrzymała rzetelny opis ludów Azji, ich zwyczajów, religii, organizacji państwa i codziennego życia. Opisał dla Europy serce Azji na 50 lat przed Marco Polo.
Dlatego Nagroda Benedykta Polaka trafia dziś do ludzi, którzy podobnie jak jej patron nie boją się przekraczać granic. Niekoniecznie geograficznych. Czasem są to granice kultur, nauki, religii czy języka.

Człowiek, który nauczył się słuchać

Gdy ojciec Symeon Czesław Stachera odbierał nagrodę, wielu uczestników ceremonii miało wrażenie, że historia zatoczyła koło.
Tak jak Benedykt Polak jest franciszkaninem. Tak jak średniowieczny podróżnik większość życia spędził daleko od ojczyzny. I podobnie jak on próbował zrozumieć ludzi należących do innych kultur i religii.

Fot. Marzena Hmielewicz
Fot. Marzena Hmielewicz

Jego droga zaczęła się na Dolnym Śląsku, lecz szybko zaprowadziła go do Boliwii. Tam przez dziesięć lat pracował wśród Indian Aymara na surowym płaskowyżu Altiplano. Uczył się języka, poznawał miejscowe wierzenia, dokumentował tradycje i codzienność społeczności, które przez stulecia zachowały własną tożsamość. Aby lepiej zrozumieć ludzi, wśród których żył, ukończył studia antropologiczne, a badania terenowe prowadził właściwie każdego dnia.

Później trafił do boliwijskiej Amazonii. Tam franciszkanie prowadzili działalność duszpasterską, budowali drogi, mosty i domy dla najuboższych mieszkańców regionu. W miejscach, gdzie rzeki wyznaczały rytm życia, a do wielu osad można było dotrzeć wyłącznie łodzią, misjonarze stawali się jednocześnie inżynierami, lekarzami i nauczycielami.

Najbardziej niezwykły rozdział rozpoczął się jednak po przyjeździe do Maroka. W klasztornych archiwach ojciec Symeon natrafił na dokumenty, które przez stulecia pozostawały praktycznie nieznane. Były to listy i dekrety marokańskich sułtanów dotyczące obecności franciszkanów oraz relacji między chrześcijanami i muzułmanami. Przez dwa lata przepisywał je ręcznie, tłumaczył i analizował. Efektem była rozprawa doktorska przygotowana jednocześnie po hiszpańsku i arabsku. Odkrycie wywołało ogromne zainteresowanie w Maroku. Dokumenty poddano konserwacji, a badania polskiego franciszkanina uznano za ważny wkład w ochronę narodowego dziedzictwa. Król Maroka wręczył mu medal.

W jego opowieściach zawsze najważniejszy jest człowiek. Nic dziwnego więc, że podczas uroczystości we Wrocławiu laureat wspominał nie archiwa ani naukowe sukcesy, lecz ludzi spotkanych po drodze.

Fot. Marzena Hmielewicz
Fot. Marzena Hmielewicz

Chemik, który projektuje drzewa przyszłości

Na pierwszy rzut oka świat profesora Jean-Pierre’a Majorala wydaje się całkowicie odległy od doświadczeń misjonarza. Francuski uczony większość życia spędził w laboratoriach Tuluzy. To tam stworzył jedne z najbardziej zaawansowanych struktur molekularnych współczesnej chemii. Nazywają się dendrymerami. Samo słowo pochodzi od greckiego określenia drzewa. I rzeczywiście, pod mikroskopem przypominają rozgałęzione rośliny. Każda gałąź może zostać zaprojektowana z niezwykłą precyzją. Naukowcy potrafią kontrolować ich kształt, wielkość i właściwości niemal atom po atomie.

Dlaczego jest to ważne? Ponieważ takie struktury mogą działać jak mikroskopijne statki transportowe. W przyszłości mogą dostarczać leki bezpośrednio do komórek nowotworowych, wspomagać diagnostykę lub służyć jako nośniki substancji aktywnych biologicznie. Majoral opracował pionierskie metody syntezy dendrymerów fosforoorganicznych, które otworzyły nowe kierunki badań na styku chemii, biologii i medycyny. Jego dorobek obejmuje ponad sześćset publikacji i czterdzieści dwa patenty.

Podczas ceremonii wielokrotnie podkreślano także jego związki z Polską. Profesor współtworzył francusko-polskie laboratorium badawcze, działające przy Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych Polskiej Akademii Nauk w Łodzi. To właśnie tam od wielu lat prowadzone są polsko-francuskie badania nad dendrymerami oraz ich zastosowaniami w medycynie i nanotechnologii. Dzięki nim łódzki ośrodek stał się jednym z najważniejszych europejskich centrów badań nad tymi niezwykłymi strukturami molekularnymi.

Fot. Marzena Hmielewicz
Fot. Marzena Hmielewicz

Tłumacz kultur

Wśród laureatów szczególnie łatwo było dostrzec człowieka, który z uśmiechem i swadą przeskakiwał między językami. Mandar Shrikrishna Purandare przyjechał do Polski z indyjskiego stanu Maharasztra. Jest wykładowcą języka hindi, aktorem, muzykiem, tłumaczem i animatorem kultury. Sam określa się jako miłośnik ludzi, przyrody i sztuki. Trudno o trafniejsze podsumowanie jego działalności.

Od wielu lat związany jest z poznańskim środowiskiem teatralnym. Występuje na scenach zarówno w Polsce, jak i w Indiach. Fascynuje go teatr europejski, zwłaszcza dokonania Jerzego Grotowskiego. Jednocześnie pozostaje ambasadorem kultury indyjskiej nad Wisłą.
Jego działalność muzyczna przypomina podróż przez kontynenty. W projektach zespołu GānāVānā tradycyjne indyjskie instrumenty spotykają się z jazzem, muzyką improwizowaną i europejskim folklorem. Publiczność słyszy nie tyle koncert, ile rozmowę kultur prowadzoną za pomocą dźwięków.

Fot. Marzena Hmielewicz
Fot. Marzena Hmielewicz

Jeszcze ciekawsze są jego przekłady poezji Bolesława Leśmiana na języki hindi i marathi. To zadanie niemal karkołomne. Jak przełożyć na indyjski grunt poetycki świat pełen słowotwórczych eksperymentów, leśnych demonów i metafizycznych obrazów? Purandare pokazuje, że jest to możliwe. Dzięki jego pracy polska literatura trafia do czytelników oddalonych od nas o tysiące kilometrów. Podczas ceremonii przeczytał "Lokomotywę" Tuwima przetłumaczoną na język hindi. Owacjom nie było końca!

Osiemset lat temu Benedykt Polak wrócił z Azji z opowieścią o świecie większym niż wyobrażali go sobie jego współcześni. Dzisiejsi laureaci wracają ze swoich wypraw. Nie zawsze prowadzą one przez stepy Mongolii. Czasem biegną przez laboratoria, archiwa albo teatralne kulisy.
– Nagroda im. Benedykta Polaka służy podkreśleniu znaczenia badań i eksploracji we wszystkich dziedzinach – wyjaśniał w czasie ceremonii prof. Mariusz Ziółkowski, archeolog i przewodniczący Kapituły Nagrody Benedykta Polaka. – Co roku honorowani są nią polscy naukowcy oraz naukowcy z zagranicy współpracujący z polskimi. Nagroda przypomina o roli, jaką odegrała Polska w dziedzinie kontaktów międzykulturowych.

Organizatorzy: Oddział Polski The Explorers Club, Urząd Miejski Wrocławia, Starostwo Powiatowe w Łęczycy, Urząd Miejski w Łęczycy, Towarzystwo Naukowe Warszawskie.
Patronat honorowy: Prezydent RP
Patronat Medialny: National Geographic Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...