Reklama

W ostatnich latach lekarze w Chinach obserwowali niepokojący wzrost liczby pacjentów cierpiących na specyficzne schorzenie: uporczywe nadciśnienie wewnątrzgałkowe połączone z wirusowym zapaleniem przedniego odcinka błony naczyniowej oka (POH-VAU). Objawy były gwałtowne – ekstremalnie wysokie ciśnienie w oku i bolesny stan zapalny, który nie reagował na standardowe leki przeciwwirusowe.

Na tropie ukrytego zabójcy

Początkowo pacjenci byli medyczną zagadką. Testy na obecność typowych wirusów, takich jak opryszczka czy półpasiec, regularnie dawały negatywne wyniki. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy zespół naukowców wykorzystał mikroskopy elektronowe do zbadania tkanek usuniętych podczas operacji okulistycznych.

Badacze dostrzegli cząsteczki o wielkości zaledwie 25 nanometrów, które do złudzenia przypominały wirusa CMNV (Covert mortality nodavirus). Aby zyskać pewność, zastosowano specjalne przeciwciała znakowane złotem, które wiążą się wyłącznie z tym konkretnym patogenem. Wynik był porażający: sekwencjonowanie genetyczne wykazało 98,96% zgodności z wersją wirusa atakującą zwierzęta morskie. To pierwszy udokumentowany przypadek, gdy wirus typowo wodny wywołuje specyficzną chorobę u człowieka.

Czynniki ryzyka: kuchnia i praca bez rękawiczek

Jak wirus, który zazwyczaj infekuje krewetki, znalazł się w ludzkim oku? Odpowiedź przyniosły wywiady z 70 pacjentami zdiagnozowanymi w latach 2022–2025. Niemal 75% badanych przyznało, że regularnie miało kontakt z surowymi owocami morza. Wielu z nich dodawało również, że przetwarzało produkty morskie bez rękawic ochronnych. Część pacjentów deklarowała ponadto częste spożywanie surowych zwierząt wodnych (np. w formie sushi lub sashimi).

Aby potwierdzić hipotezę o zoonozie, naukowcy przeprowadzili badania na myszach. Gryzonie zainfekowane wirusem CMNV rozwinęły identyczne objawy jak ludzie – w tym charakterystyczny wzrost ciśnienia wewnątrzgałkowego, co ostatecznie potwierdziło patogenny charakter wirusa.

Problem nie dotyczy tylko Chin, wirus dotarł do Europy

Choć najwięcej przypadków odnotowano w Chinach, wirus CMNV nie zna granic. W ramach badania przeprowadzono globalny przegląd, który wykazał obecność patogenu w 49 różnych gatunkach morskich, w tym w krabach i mięczakach. Wirusa znaleziono w wodach Azji, Afryki, Europy, obu Ameryk, a nawet Antarktydy.

Co ciekawe, wirusy z rodziny Nodaviridae są niezwykle odporne na warunki środowiskowe. To pozwala im przetrwać w transporcie międzynarodowym owoców morza, nawet w niskich temperaturach.

Jak się chronić? Nauczyliśmy się podczas pandemii

Naukowcy sugerują, że zrozumienie drogi wnikania patogenu przez system węchowy lub bezpośredni kontakt z błonami śluzowymi otwiera nowe drogi profilaktyki. Najważniejszym wnioskiem jest jednak powrót do podstaw higieny, które tak skrupulatnie opanowaliśmy podczas pandemii koronawirusa.

– Jedną z lekcji wyciągniętych z COVID-19 jest wartość higieny rąk. Sugerujemy, aby częste mycie rąk i stosowanie środków dezynfekujących stało się obowiązkową rutyną dla osób mających kontakt z surowymi owocami morza – piszą autorzy badania opublikowanego w czasopiśmie „Nature Microbiology”.

Źródło: Nature Microbiology

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama