Reklama

Epidemia wywołana przez wirusa Bundibugyo stała się największym ogniskiem eboli w historii Demokratycznej Republiki Konga. Tylko w ostatnim tygodniu objętym pełnymi danymi WHO potwierdzono 641 nowych zakażeń i 282 zgony. Organizacje medyczne alarmują, że bez natychmiastowego zwiększenia pomocy liczba ofiar będzie nadal szybko rosła.

Największa epidemia eboli w historii DRK. Liczba zakażeń rośnie z tygodnia na tydzień

Pierwszy alarm dotyczący skupiska przypadków nieznanej choroby o wysokiej śmiertelności WHO otrzymała 5 maja 2026 roku. Zachorowania wykryto w strefie zdrowia Mongbwalu w prowincji Ituri, na północnym wschodzie Demokratycznej Republiki Konga. W ciągu czterech dni zmarło tam czterech pracowników ochrony zdrowia.

Badania laboratoryjne wykazały, że chorobę wywołuje wirus Bundibugyo, jeden z wirusów powodujących ebolę. Władze DRK oficjalnie ogłosiły wybuch epidemii 15 maja, a dwa dni później Światowa Organizacja Zdrowia uznała ją za zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.

Skala zakażeń rosła niezwykle szybko. Według najnowszego szczegółowego raportu WHO, obejmującego dane do 30 lipca, w DRK potwierdzono 3605 przypadków i 1587 zgonów. Oznacza to śmiertelność na poziomie około 44 proc. Wyzdrowiało 651 pacjentów.

Epidemia przekroczyła już rozmiary największego wcześniejszego ogniska eboli w DRK z lat 2018–2020. Wówczas potwierdzono 3323 zakażenia. Nie jest jednak największą epidemią eboli w skali świata – pozostaje nią katastrofa w Afryce Zachodniej z lat 2013–2016, podczas której odnotowano ponad 28 tys. przypadków.

ebola drk 2026
Pracownicy współpracującej z UNICEF-em inicjatywy U-Report informują mieszkańców targowiska Alanine w Gomie o sposobach przenoszenia się wirusa Ebola. Działania edukacyjne i zaangażowanie lokalnych społeczności mają kluczowe znaczenie dla wykrywania zakażeń i przerywania łańcuchów transmisji. Demokratyczna Republika Konga, 24 czerwca 2026 r. Fot. Daniel Buuma/Getty Images

W ciągu siedmiu dni zachorowało ponad 600 osób

Dane WHO pokazują, jak gwałtownie rozwija się sytuacja. W ciągu siedmiu dni poprzedzających 30 lipca w DRK potwierdzono 641 nowych zakażeń i 282 zgony. Aktywne ogniska występowały w 33 strefach zdrowia.

Od początku epidemii przypadki pojawiły się w 49 strefach położonych w pięciu prowincjach: Ituri, Kiwu Północnym, Kiwu Południowym, Górnym Uele i Tshopo. Zdecydowanie najtrudniejsza sytuacja panuje w Ituri, gdzie odnotowano 88 proc. wszystkich potwierdzonych zakażeń.

Najwięcej przypadków wykryto w strefach zdrowia Bunia, Rwampara, Mongbwalu i Nizi. Są to obszary, w których trwające konflikty, słaba infrastruktura oraz duża mobilność mieszkańców poważnie utrudniają prowadzenie badań, izolowanie chorych i monitorowanie osób mających z nimi kontakt.

Zakażenia związane z ogniskiem w DRK wykryto również w Ugandzie. Pojedynczych pacjentów ewakuowano i leczono w Niemczech oraz we Francji. WHO podkreśla jednak, że w ostatnim okresie dalszy gwałtowny wzrost liczby przypadków dotyczył przede wszystkim DRK.

Chorzy nie trafiają do systemu odpowiednio wcześnie

Jednym z największych problemów jest wykrywanie chorych dopiero wtedy, gdy ich stan staje się ciężki. Lekarze bez Granic informują, że 90 proc. pacjentów przyjętych do prowadzonego przez organizację ośrodka leczenia eboli w Bunii nie figurowało wcześniej na liście kontaktów osób zakażonych.

Oznacza to, że znaczna część łańcuchów transmisji pozostaje niewidoczna dla służb sanitarnych. Osoby, które miały kontakt z chorymi, powinny być obserwowane przez 21 dni, czyli przez maksymalny okres wylęgania wirusa. Jeżeli nie zostaną odpowiednio wcześnie zidentyfikowane, mogą przemieszczać się między miejscowościami i korzystać z placówek medycznych nieprzygotowanych do przyjmowania pacjentów z ebolą.

– Reakcja na sytuację jest coraz szersza, ale nadal nie dociera do społeczności wystarczająco szybko, by przerwać łańcuchy zakażeń – ostrzega dr Philippa Boulle, zastępczyni dyrektora medycznego Lekarzy bez Granic.

„Reakcja na sytuację jest coraz szersza, ale nadal nie dociera do społeczności wystarczająco szybko, by przerwać łańcuchy zakażeń”
dr Philippa Boulle, zastępczyni dyrektora medycznego Lekarzy bez Granic

Jej zdaniem nie wystarczy rozbudowa laboratoriów i punktów przesiewowych. Konieczna jest również ścisła współpraca z lokalnymi społecznościami. Brak zaufania do instytucji i ekip medycznych może prowadzić do ukrywania chorych, unikania testów lub organizowania pogrzebów bez zachowania zasad bezpieczeństwa.

Wirus Bundibugyo jest szczególnie trudnym przeciwnikiem

Ebola nie przenosi się w taki sposób jak grypa czy COVID-19. Do zakażenia dochodzi przede wszystkim przez bezpośredni kontakt z krwią oraz innymi płynami ustrojowymi chorej lub zmarłej osoby, a także z zanieczyszczonymi przedmiotami, takimi jak pościel, ubrania czy sprzęt medyczny. Chory zaczyna zakażać po wystąpieniu objawów.

Okres wylęgania trwa od dwóch do 21 dni. Pierwsze symptomy – gorączka, osłabienie, bóle mięśni, głowy i gardła – mogą przypominać malarię, grypę lub inne częste w regionie infekcje. Następnie pojawiają się wymioty, biegunka, wysypka oraz zaburzenia pracy wątroby i nerek. Krwawienia nie występują u wszystkich pacjentów.

Problemem jest również brak zatwierdzonej szczepionki i swoistego leczenia przeciwko wirusowi Bundibugyo. Preparaty używane podczas epidemii wywołanych przez wirusa Ebola-Zaire nie mają potwierdzonej skuteczności wobec obecnego patogenu. Trwają badania nad kandydatami na szczepionki, a w DRK rozpoczęto próbę kliniczną dwóch terapii: przeciwciała monoklonalnego MBP134 oraz remdesiwiru.

Podstawą leczenia pozostaje intensywna terapia wspomagająca, między innymi nawadnianie, wyrównywanie poziomu elektrolitów i leczenie powikłań. Im wcześniej pacjent trafi pod opiekę lekarzy, tym większe ma szanse na przeżycie.

Ebola może też pozostawać w niektórych płynach ustrojowych ozdrowieńców przez długi czas. W przeszłości doprowadziło to do ponownego pojawienia się wirusa po latach.

Ebola uderzyła w region wyniszczony przez konflikty i inne epidemie

Wschodnia część DRK od lat zmaga się z działalnością grup zbrojnych, przymusowymi przesiedleniami oraz ograniczonym dostępem do opieki medycznej. Ataki i niestabilna sytuacja bezpieczeństwa utrudniają zespołom medycznym docieranie do niektórych miejscowości.

Jednocześnie mieszkańcy chorują na malarię, odrę i cholerę, a wiele dzieci cierpi z powodu niedożywienia. Strach przed ebolą może sprawiać, że pacjenci przestają zgłaszać się do placówek medycznych również z innymi chorobami. Prowadzi to do dodatkowych zgonów, których nie uwzględniają statystyki samej epidemii.

Lekarze bez Granic skierowali do walki z epidemią ponad 1400 pracowników. Organizacja prowadzi siedem ośrodków leczenia eboli i ponad 15 oddziałów izolacyjnych, dysponujących łącznie przeszło 480 łóżkami. Jej zespoły przyjęły ponad 1300 pacjentów.

Nadchodząca pora deszczowa może jeszcze bardziej ograniczyć dostęp do odległych miejscowości. Zalane lub nieprzejezdne drogi utrudnią transport próbek, leków i personelu. Dr Boulle ostrzega, że każdy stracony dzień pozwala wirusowi wyprzedzać działania ratunkowe.

Czy epidemia eboli zagraża Polsce i Europie?

Mimo dramatycznego rozwoju epidemii w DRK ryzyko dla ogółu mieszkańców Polski i Europy pozostaje bardzo niskie. Taką ocenę podtrzymuje Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Ebola nie przenosi się przez zwykłe przebywanie w tym samym pomieszczeniu ani podczas kontaktu z osobą, która nie ma jeszcze objawów.

Możliwe są jednak pojedyncze przypadki importowane, zwłaszcza wśród pracowników medycznych i humanitarnych działających bezpośrednio w regionie epidemii. Tak było w przypadku pacjentów przetransportowanych z DRK do Niemiec i Francji. Odpowiednia izolacja, środki ochrony osobistej i śledzenie kontaktów znacznie ograniczają prawdopodobieństwo dalszej transmisji w Europie.

CDC odradza obecnie podróże do prowincji Ituri i Kiwu Północne, z wyjątkiem wyjazdów związanych z pomocą humanitarną. W przypadku Górnego Uele i Tshopo zaleca rezygnację z podróży, które nie są konieczne.

Wcześniejsze epidemie pokazały, że ebolę można zatrzymać, ale wymaga to szybkiego wykrywania zakażeń, izolowania chorych, bezpiecznych pochówków i współpracy z mieszkańcami.

Źródło: WHO; Lekarze bez Granic

Nasz ekspert

Łukasz Załuski

Od ponad 20 lat opowiada o świecie – jego historii, nauce i miejscach, do których warto wyruszyć z otwartą głową. Jest redaktorem naczelnym „National Geographic Polska” oraz National-Geographic.pl. Wcześniej kierował m.in. „Focusem”, „Focusem Historia” czy „Sekretami Nauki”, konsekwentnie rozwijając tematykę popularnonaukową i podróżniczą. Jest inicjatorem projektu pierwszej naukowej rekonstrukcji wizerunków władców z dynastii Jagiellonów. Po godzinach miłośnik gimnastyki sportowej, książek kryminalnych i europejskich stolic.
Łukasz Załuski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...