Reklama

Spis treści:

  1. Serce a rytm dobowy
  2. Dlaczego jedna godzina snu może mieć znaczenie?
  3. Niedobór snu zwiększa ryzyko chorób serca
  4. Regularność też ma znaczenie
  5. Słuchajmy rytmu dobowego

Wielu z nas złorzeczy na senność i oszołomienie, które pojawiają się po zmianie czasu z zimowego na letni. Jak się okazuje, w tym okresie cierpi nie tylko nasz poziom energii. Zakłócenia snu i rytmu okołodobowego mogą odbijać się rykoszetem również na zdrowiu serca.

Serce a rytm dobowy

– Kiedy śpimy, nasze serce może odpocząć i przejść w tryb regeneracji. Wtedy cały układ sercowo-naczyniowy się naprawia i regeneruje – mówi prof. Kelsie Full, epidemiolożka behawioralna z Vanderbilt University Medical Center. – Jeśli więc nie śpimy dobrze, a nasz sen jest przerywany, dochodzi do upośledzenia lub rozregulowania pracy tego układu.

Układ sercowo-naczyniowy, podobnie jak reszta organizmu, funkcjonuje w oparciu o nasz rytm dobowy – wewnętrzny, 24-godzinny zegar regulujący procesy biologiczne. Jednak gdy wiosną następuje zmiana czasu, godziny naszej aktywności przestają współgrać z tym systemem, sterowanym przez naturalną długość dnia.

Jedna godzina może wydawać się niewielką zmianą, ale badania pokazują, że przejście na czas letni i rozregulowanie rytmu dobowego mogą mieć realne konsekwencje dla zdrowia serca. Oto jak zmiana czasu może wpłynąć na serce w pierwszych dniach po jej wprowadzeniu oraz w nadchodzących, bardziej słonecznych miesiącach.

Dlaczego jedna godzina snu może mieć znaczenie?

W Polsce czas letni obowiązuje od końca marca do końca października. Zegary przestawiamy wtedy tak, aby wiosną i latem lepiej wykorzystać światło dzienne w godzinach aktywności. Około jedna trzecia krajów na świecie stosuje podobne rozwiązanie, choć dokładne terminy się różnią. Coraz więcej badań sugeruje jednak, że zmiana czasu – zwłaszcza wiosenny „skok” wskazówek do przodu – może wywoływać szereg problemów zdrowotnych, w tym schorzenia serca.

Choć co jakiś czas pojawiają się badania wskazujące na wzrost liczby hospitalizacji z powodu zawałów serca dzień po wprowadzeniu czasu letniego, znacznie szersza analiza opublikowana w 2025 roku obala tę teorię. Analizując dane niemal 170 000 pacjentów, badacze nie stwierdzili istotnego wzrostu przypadków zawałów serca po zmianie czasu na letni.

Największe obawy budzą miesiące następujące po zmianie czasu. Choć początkowe uczucie zmęczenia zwykle ustępuje po dwóch–pięciu dniach — jak wyjaśnia prof. Susan Redline, specjalistka medycyny snu z Harvard Medical School — czas letni nie jest zjawiskiem, które zaczyna się i kończy w ciągu jednej doby.

– Kiedy dokonujemy tej jednogodzinnej zmiany, nasze organizmy wchodzą w stan przewlekłego rozregulowania — procesy fizjologiczne zachodzące w ciele nie są już zsynchronizowane z sygnałami środowiskowymi, do których należy m.in. naturalne światło słoneczne — mówi prof. Kelise Full. – W pewnym sensie pozostajemy więc w tej fazie rozregulowania przez osiem miesięcy.

Niedobór snu zwiększa ryzyko chorób serca

Utrata jednej godziny snu może wydawać się nieistotna, jednak ogólny niedobór snu zmusza serce do cięższej pracy, ponieważ zwiększa poziom hormonów stresu, podnosi ciśnienie krwi oraz nasila stany zapalne. To z kolei zwiększa ryzyko chorób serca, zawału serca i udaru. W jednym z badań wykazano, że spanie krócej niż sześć godzin na dobę wiązało się z 20-procentowym wzrostem ryzyka zawału serca.

Jedna utracona godzina snu prawdopodobnie nie wystarczy, by wywołać zawał serca, ale z czasem takie niedobory się kumulują. Jeśli przez dłuższy okres nie dbamy o odpowiednią higienę snu, może to wiązać się ze wzrostem masy ciała, częstszym występowaniem obturacyjnego bezdechu sennego, podwyższonym ciśnieniem krwi, a w konsekwencji zwiększać ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego. Badanie opublikowane w lutym 2026 roku wykazało, że krótszy czas snu wiązał się z występowaniem migotania przedsionków — nieregularnego rytmu serca, który może prowadzić do powstawania zakrzepów — u osób po pięćdziesiątce.

Regularność też ma znaczenie

Znaczenie ma nie tylko liczba godzin snu (lekarze zalecają co najmniej siedem godzin na dobę), lecz także jego regularność. Jedno z badań, prowadzone przez prof. Redline oraz zespół badaczy snu z Harvard Medical School, wykazało, że uczestnicy o nieregularnym harmonogramie snu mieli ponad dwukrotnie wyższe ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych — niezależnie od długości snu oraz wcześniejszych czynników ryzyka.

W badaniach obejmujących osoby w wieku 35 lat i starsze stwierdzono, że „ludzie, u których godziny snu z dnia na dzień różnią się nawet o jedną godzinę, ryzyko rozwoju chorób serca oraz różnych zaburzeń metabolicznych, w tym cukrzycy, jest wyższe o około 30–50 procent — mówi prof. Redline.

Taki stan pozostaje w sprzeczności z naszym rytmem dobowym, który reguluje czas przebiegu wielu procesów w organizmie, także w sercu. Skutki rozregulowania rytmu dobowego często przypominają konsekwencje złej jakości snu, jego niewystarczającej długości i nieregularności. Gdy czynniki te występują jednocześnie — jak często ma to miejsce w okresie obowiązywania czasu letniego — mogą dodatkowo potęgować negatywny wpływ na układ sercowo-naczyniowy.

Słuchajmy rytmu dobowego

Zakłócenie naturalnego cyklu snu i czuwania wpływa na zdolność organizmu do regulowania ciśnienia krwi i wiąże się ze wzrostem częstości chorób układu sercowo-naczyniowego. Wiemy też, że długotrwałe zaburzenia rytmu dobowego mogą mieć realne konsekwencje: badania pokazują, że osoby pracujące na nocne zmiany mają o 17 procent wyższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

Skutki te mogą nie być widoczne od razu, jednak regularny, wysokiej jakości i zgodny z rytmem dobowym sen jest kluczowy dla zdrowia serca – niezależnie od tego, czy konsekwencje jego braku ujawnią się po jednym dniu, czy dopiero po latach.

– Jeśli zauważysz, że podczas zmiany czasu na letni lub w ciągu całego tego ośmiomiesięcznego okresu naprawdę ciężko ci się wyspać, warto wiedzieć, że istnieją klinicyści i specjaliści od medycyny snu, którzy mogą pomóc. Konsultacja z nimi to naprawdę świetny pomysł – przekonuje prof. Kelise Full.

Źródło: National Geographic

Reklama
Reklama
Reklama