Piękna wyspa, rozbitek i dzikus: dzieło Daniela Defoe to wytwór fantazji. Samotny żeglarz na odosobnionej wyspie istniał jednak naprawdę – tylko zupełnie gdzie indziej.

Był bankrutem w podeszłym wieku, a potrzebował pieniędzy. Jego córka chciała wyjść za mąż, ale kolejne firmy, które zakładał, bankrutowały. Poniósł porażkę jako producent pończoch i cegieł, perfumiarz, wydawca prasy, tajny agent i poborca podatkowy. Defoe, pobożny syn londyńskiego wytwórcy świec, często narzekał, że w swoim irytującym życiu był „13-krotnie bogaty, a potem znowu biedny”. Na jednej rzeczy jednak znał się naprawdę dobrze: pisarstwie. Posiadał nieprzeciętną fantazję i zwinne pióro, potrafił zręcznie łączyć ze sobą odrobinę faktów i wątków prawdziwych i mnóstwo zmyślonych. A przede wszystkim miał niewiarygodne wyczucie tego, co chcieli czytać ludzie. Ten czołowy felietonista swoich czasów napisał kilkaset pamfletów i traktatów religijnych, paszkwili i satyr politycznych, tworząc pod jednym ze 198 pseudonimów.

W jego dorobku nie było jednak powieści, gdy w dojrzałym wieku 59 lat zaczął pisać przygodową opowieść, jakiej jeszcze Anglia, ba, cała Europa wcześniej nie czytała. Przesłanie jego książki było krótkie: „Pomóż sobie sam, potem pomoże ci Bóg!”. Tytuł, dla odmiany, był długi: Życie i osobliwe przypadki Robinsona Crusoe z miasta York, żeglarza: Który przez dwadzieścia osiem lat zamieszkiwał na bezludnej wyspie na wybrzeżu amerykańskim, w pobliżu ujścia rzeki Orinoko, na której wybrzeże został wyrzucony przez morze po rozbiciu się statku, z którego tylko on jeden z całej załogi uszedł z życiem. Wraz z relacją jego cudownego uratowania przez piratów. Spisaną przez niego samego.

Zobacz galerię!

Rzecz jasna nie istniał żaden Robinson, który mógłby coś takiego spisać – Defoe wymyślił swojego bohatera. Nie istniała także wyspa, na której nadzy kanibale pożerali swoich wrogów, i nie było Piętaszka, posłusznego dzikusa, którego Robinson mógłby wychować na bogobojnego protestanta. Naprawdę jednak istniał szkocki marynarz Alexander Selkirk, który okres od 1704 do 1709 r. przeżył samotnie na odległej wyspie Más a Tierra na Pacyfiku. Wróciwszy do Londynu w 1711 r., stał się on nad Tamizą tematem numer jeden. Należy założyć, że Defoe spotkał tego marynarza i przepytał go.

Co w pełnej przygód historii, którą potem napisał, jest prawdą, skąd pochodzą jego informacje, na kim wzorowane były postaci – pozostaje do dziś przedmiotem sporów uczonych.