REKLAMA

National Geographic 7/21

EPICKIE KRAJOBRAZY ze szmaragdowymi łąkami, sosnowymi lasami, szczytami pokrytymi czapami śniegu, wartkimi strumieniami z krystalicznie czystą wodą i malutkimi wioskami kamiennych domów o drewnianych balkonach, obok których stoją wysokie wieże obronne – oto obrazy charakterystyczne dla Tuszetii. Ten niewielki region Gruzji leży na terenie wysokiego Kaukaz, przy granicy z Czeczenią i Dagestanem. Kraina ma niecałe 1000 km2 powierzchni, ale w pionie rozpięta jest między 900 a 4500 m n.p.m. W dodatku przez sześć miesięcy w roku jest odizolowana od reszty świata, co sprawia, że zachowała swoje dziewicze piękno i jako jedno z najmniej ekologicznie zmienionych miejsc na Kaukazie została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ludzie pojawili się tu już 4 tys. lat temu, w epoce brązu, i od początku mierzyli się z surową naturą, która hartowała ich ciała i charaktery, czyniąc twardymi, wojowniczymi, ceniącymi tradycje i kochającymi swoją ziemię. Ich bogactwem i źródłem utrzymania od zawsze były owce, których stada z oddali przypominają rozrzucone po zielonych stokach białe korale. I właśnie Tuszetię widzianą z perspektywy pasterzy pokażemy Państwu w tym wydaniu National Geographic. Nasi autorzy przez kilka tygodni towarzyszyli im w przepędzaniu stada 250-kilometrową trasą z zimowych pastwisk w dolinie Sziraki na świeże wysokogórskie łąki, poddając się niezwykłej magii tej krainy. Reportaż pokazuje też dramatyczne doświadczenia Tuszetów zmagających się z atakami żywiołów. Oglądając kadry uchwycone przez fotografa, mamy wrażenie, że sami wędrujemy z tymi ludźmi i kibicujemy im w drodze do celu. Ich nieoczywiste dziś życiowe wybory zdeterminowała miłość do ziemi przodków. Góry nigdy pasterzy nie rozpieszczały, za to dzieliły się z nimi swoim pięknem, oferując niezwykłe doznania. Dziś takie doświadczenie to prawdziwa rzadkość. Spróbujmy to sobie wyobrazić.