Żaden reżim nie zdołał złamać Witolda Pileckiego. Bohater na zawsze pozostanie symbolem niezłomności
Witold Pilecki dobrowolnie przekroczył bramę największej fabryki śmierci, by później, po przetrwaniu nazistowskiego piekła, zostać zamordowanym przez komunistyczny aparat państwa, któremu całe życie pragnął służyć. Fasadowy proces i egzekucja miały służyć wymazaniu jego nazwiska z kart historii. Paradoks i zarazem sprawiedliwość dziejowa polegają jednak na tym, że władza ludowa poniosła na tym polu porażkę. Choć do dziś państwo polskie poszukuje szczątków bohatera, to jego świadectwo okazało się trwalsze niż betonowe mury więzienia na Rakowieckiej.

Spis treści:
- Ziemianin, mąż, żołnierz
- Wrzesień 1939 i narodziny Polskiego Państwa Podziemnego
- Ochotnik do Auschwitz
- Powrót na front
- Powrót i aresztowanie
- Wykonanie wyroku i zacieranie śladów
W historii XX-wiecznej Europy zapisało się wiele postaci tragicznych, bohaterów wojennych oraz ofiar totalitarnych reżimów. Rzadko jednak zdarza się, aby wszystkie te elementy splotły się w jednym życiorysie. Nie bez powodu brytyjski historyk Michael Foot określił go mianem jednego z sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej.
Ziemianin, mąż, żołnierz
Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu – miejscowości w Karelii, niedaleko jeziora Ładoga. Syn Juliana Pileckiego i Ludwiki z domu Osiecimskiej wychowywał się w rodzinie o głębokich tradycjach patriotycznych. To właśnie w domu rodzinnym młody Witold uczył się, że miłość do ojczyzny to nie tylko wzniosłe hasła, ale przede wszystkim gotowość do czynu i służby.
Lata młodości Pileckiego zbiegły się w czasie z burzliwym okresem odzyskiwania przez Polskę niepodległości. Pierwsze szlify bojowe i doświadczenie wojskowe zdobywał w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Jednak w okresie dwudziestolecia międzywojennego, gdy Polska powróciła na mapę Europy, szukał stabilizacji. Prowadził majątek i angażował się w życie lokalnej społeczności.
7 kwietnia 1931 roku w Ostrowi Mazowieckiej ożenił się z Marią Ostrowską. Pilecki był człowiekiem mającym wszystko do stracenia – kochającą rodzinę, majątek, pozycję społeczną. A jednak, gdy wybiła godzina próby, nie wahał się ani chwili, by postawić wszystko na szali w obronie wyższych wartości.
Wrzesień 1939 i narodziny Polskiego Państwa Podziemnego
Okres stabilizacji w jego życiu zakończył się wraz z wybuchem II wojny światowej. Gdy Niemcy najechali Polskę, Witold Pilecki natychmiast stanął do obrony kraju. Jako dowódca plutonu kawalerii brał udział w ciężkich walkach z nacierającymi siłami nazistowskich Niemiec. Choć polska kawaleria odnosiła lokalnie znaczne sukcesy taktyczne, ogólna sytuacja na froncie, miażdżąca przewaga technologiczna i liczebna wroga, a wreszcie inwazja sowiecka ze wschodu sprawiły, że regularna wojna obronna była skazana na niepowodzenie.
Koniec otwartych działań wojennych i demobilizacja polskiej armii, która nastąpiła 6 października 1939 roku, nie oznaczały dla Pileckiego końca walki. Wielu żołnierzy szukało dróg ucieczki na Zachód, by tam dołączyć do odtwarzanych sił alianckich. Pilecki wybrał trudniejszą drogę – pozostał w okupowanym kraju, by budować zręby konspiracji. Był jednym ze współzałożycieli Tajnej Armii Polskiej, jednej z pierwszych wojskowych organizacji podziemnych. To on stanowczo forsował ideę zjednoczenia rozdrobnionych grup ruchu oporu pod jednym dowództwem, co ostatecznie zaowocowało włączeniem TAP w struktury Armii Krajowej. W działalności konspiracyjnej zaczął posługiwać się wieloma pseudonimami. W dokumentach i relacjach przewijają się najczęściej: „Witold”, „Druh” i „T-IV”.
Ochotnik do Auschwitz
W połowie 1940 roku niemieckie dowództwo uruchomiło obóz koncentracyjny Auschwitz, pierwotnie przeznaczony do przetrzymywania i powolnego mordowania polskiej inteligencji, elit politycznych i wojskowych. Z biegiem czasu obóz ten rozrastał się, pochłaniając coraz więcej ofiar, w tym wielu żołnierzy podziemia. Polskie dowództwo wojskowe pilnie potrzebowało wiarygodnych informacji o tym, co dokładnie dzieje się za drutami kolczastymi kompleksu w Oświęcimiu.
Plan pozyskania informacji zakładał, że ktoś musiał dać się dobrowolnie aresztować i trafić do obozu. Witold Pilecki zgłosił się do tego zadania jako ochotnik. We wrześniu 1940 roku celowo wszedł w „kocioł” jednej z warszawskich łapanek, pozwalając na swoje zatrzymanie. Znalazł się w piekle jako jeden z pierwszych kilku tysięcy więźniów, przebywając w KL Auschwitz aż do końca kwietnia 1943 roku.
Konspiracja w obozie
Będąc w obozie, natychmiast przystąpił do budowy tajnej siatki – Związku Organizacji Wojskowej. ZOW miało za zadanie podtrzymywać więźniów na duchu, chronić ich przed załamaniem moralnym, organizować i sprawiedliwie dzielić dodatkową żywność, a także zdobywać ciepłą odzież na zimę. Co najważniejsze, struktury organizacji przygotowywały szczegółowe plany operacyjne i taktyczne dotyczące zorganizowania zbrojnej ucieczki więźniów, a docelowo – całkowitego odbicia obozu. Plan wyzwolenia został przemycony na zewnątrz i uzyskał wstępną aprobatę komendanta głównego AK, generała Tadeusza Komorowskiego „Bora”.
Niestety, plany zbrojnego powstania w obozie natrafiły na mur obiektywnych trudności wojskowych. Alianci wykazali niechęć do podjęcia operacji bombardowania infrastruktury obozowej i linii kolejowych, a lokalne oddziały AK były zbyt słabo uzbrojone w stosunku do stacjonującego wokół Oświęcimia garnizonu SS. Po zapoznaniu się z tymi faktami, Pilecki musiał zaakceptować odmowę dowództwa Armii Krajowej w kwestii wsparcia ataku z zewnątrz. Nie zmieniło to jednak faktu, że ZOW utrzymywał obóz w stanie gotowości, zakładając, że więźniowie i tak zerwaliby się do walki, gdyby Niemcy zdecydowali się na całkowitą likwidację Auschwitz.
Ucieczka
Wiosną 1943 roku Gestapo obozowe wpadło na trop organizacji. Kolejni bliscy współpracownicy Pileckiego byli rozstrzeliwani. Pozostanie w obozie oznaczało pewną śmierć, która w tamtym momencie nie przyniosłaby już żadnych korzyści taktycznych. Dlatego na przełomie kwietnia i maja 1943 roku Pilecki wraz z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim podjął zakończoną sukcesem próbę ucieczki z Auschwitz.
Powrót na front
Po opuszczeniu nazistowskiego piekła, natychmiast wrócił do struktur AK. 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybuchło powstanie warszawskie, rotmistrz dołączył do Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Został przydzielony do I Obwodu „Radwan”, obejmującego Śródmieście. W trakcie dramatycznych walk został dowódcą kompanii w zgrupowaniu „Chrobry II”, a dokładnie – w strukturach I batalionu „Lecha Żelaznego”.
Zgrupowanie utrzymywało swoje pozycje aż do ostatecznego upadku zrywu, skutecznie odpierając zmasowane ataki niemieckiej piechoty i czołgów. Po kapitulacji podzielił los tysięcy żołnierzy i trafił do niemieckiej niewoli, lądując ostatecznie w oflagach. Koniec wojny zastał go na Zachodzie. Dla wielu Polaków był to czas radości z pokonania III Rzeszy. Dla Pileckiego jednak szybko stało się jasne, że jedna tyrania została zastąpiona drugą.
Powrót i aresztowanie
Gdy Polska znalazła się w strefie wpływów Stalina, żołnierze AK z dnia na dzień stali się „wrogami ludu”. Rząd RP na Uchodźstwie potrzebował własnej siatki wywiadowczej w kraju, która mogłaby dokumentować sowieckie zbrodnie i terror Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Mimo oczywistego ryzyka, 28 grudnia 1945 roku Pilecki wrócił do Polski, by organizować wywiad. Bezpieka aresztowała go prawdopodobnie 8 maja 1947 roku. Trafił do jednego z najstraszniejszych miejsc powojennej Polski – do więzienia na ulicy Rakowieckiej w Warszawie.

Komunistyczni śledczy z Urzędu Bezpieczeństwa poddali go brutalnym przesłuchaniom. Nadzór nad śledztwem sprawował pułkownik Józef Różański, uznany za jednego z najokrutniejszych funkcjonariuszy aparatu terroru. Jego metody opierały się na łamaniu kości, zrywaniu paznokci, wielodniowym pozbawianiu snu i psychicznym dręczeniu.
Pokazowy proces
Po trwającym miesiącami śledztwie, rotmistrz stanął przed sądem. Proces Pileckiego i siedmiu osób aresztowanych wraz z nim przed Wojskowym Sądem Rejonowym rozpoczął się 3 marca 1948 roku. Rozprawa ta była niczym innym, jak pokazowym procesem, który nie miał nic wspólnego z praworządnością.
Oskarżonym postawiono absurdalne zarzuty przygotowywania zbrojnych zamachów, szpiegostwa na rzecz obcych mocarstw i prób obalenia ustroju. Pilecki ze spokojem i godnością konsekwentnie zaprzeczał tym sfałszowanym oskarżeniom. Jego argumenty i składane zeznania w ogóle nie były jednak brane pod uwagę przez sędziów. Co więcej, w procesie całkowicie zabroniono mu składania szerszych wyjaśnień, a o powołaniu jakichkolwiek świadków obrony nie mogło być nawet mowy.
15 marca 1948 roku Witold Pilecki i jego bliski współpracownik – Tadeusz Płużański – zostali skazani na karę śmierci. Wyrok Płużyńskiego zmieniono później na dożywotnie pozbawienie wolności. Pileckiemu Bierut odmówił prawa łaski.
Wykonanie wyroku i zacieranie śladów
25 maja 1948 roku, godzinie 21:30, rotmistrz Witold Pilecki został zamordowany pojedynczym strzałem w tył głowy. Pocisk wystrzelił etatowy kat i funkcjonariusz UB, Piotr Śmietański.
Działania reżimu nie skończyły się na zbrodni sądowej. W logice totalitarnej konieczne było także zniszczenie pamięci o zmarłym. Ciało bohatera nie zostało wydane rodzinie. Wywieziono je potajemnie w środku nocy. Komuniści starali się wymazać go z kart historii tak skutecznie, że miejsca pochówku rotmistrza nie odnaleziono do dziś. Historycy i badacze podejrzewają, że jego szczątki spoczywają w jednej z bezimiennych mogił zbiorowych, prawdopodobnie na tzw. Łączce Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Jednak dotychczasowe intensywne prace ekshumacyjne i badania genetyczne nie przyniosły ostatecznego potwierdzenia.
Źródło: National Geographic Polska
Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

