Polak oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Pokonał Bałtyk w niesamowitym tempie
Maciek Rutkowski, wielokrotny mistrz świata i Polski w windsurfingu, we wrześniu ubiegłego roku przepłynął Bałtyk ze Szwecji do Polski. Trasę pokonał w rekordowym czasie, pędząc po wodzie z prędkością dochodzącą do 60 kilometrów na godzinę. Dziś może świętować po raz kolejny – jego niewiarygodny czas został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa.

Rutkowski pokonał Bałtyk w rekordowym czasie 8 godzin 28 minut, a cała trasa liczyła 227,5 km. Jego rekord został właśnie oficjalnie uznany przez Guinness Book of Records w kategorii „Najszybsze przepłynięcie Morza Bałtyckiego na desce windsurfingowej (mężczyzna)”.
Długie procedury Księgi Rekordów Guinnessa
Na wpis Polak musiał jednak poczekać aż 10 miesięcy, a rezultat starań wcale nie był oczywisty.
– Czekaliśmy tak długo, że mentalnie chyba się pogodziłem z tym, że tego rekordu wcale może nie być. Dla mnie i całego teamu to coś zupełnie nowego. Musieliśmy spełnić bardzo wiele wymagań. Wydaje Ci się, że możesz nie sprostać instytucji owianej taką legendą, do której tak trudno się dostać. Kiedy dowiedziałem się, że mamy to, byłem w szoku, bo, mimo że o to walczyliśmy, mentalnie po prostu starałem się nie nastawiać, że rekord na pewno będzie mój – komentuje Maciek Rutkowski.
Kulisy Misji Bałtyk: 7 wywrotek, foka, kontenerowce i wyścig z czasem
W trakcie ustanawiania rekordu, 18 września 2025 roku, Polak mierzył się z falami sięgającymi 3 metrów i silnym wiatrem. Jego prędkość wynosiła momentami nawet 60 km na godzinę. To był najbardziej wymagający i niebezpieczny wyścig, z jakim dotąd zmierzył się Rutkowski, który na co dzień ściga się w Pucharze Świata PWA (Professional Windsurfing Association).

– Po kilku godzinach zaczął wyłączać mi się układ nerwowy. Były takie momenty, że nie wiedziałem, gdzie mam płynąć. Widzisz gorzej, odczuwasz gorzej. Musisz się zmuszać, żeby pić. Fale z trzech stron. Musisz się zmuszać, żeby jeść. Zaczęły mnie łapać skurcze w kilku miejscach na raz. Było dużo ciężej niż myślałem. Jak zobaczyłem Rozewie to się rozpłakałem – opowiadał na mecie Maciek Rutkowski.
Gdyby nie brak dostatecznie silnego wiatru na samym początku próby, Rutkowski, jak sam szacuje, mógłby pokonać Bałtyk nawet w 6,5 godziny. Jednym z kluczowych czynników przy wyborze terminu była właśnie pogoda. Jak opowiadał windsurfer, wiatry muszą być dostatecznie silne i koniecznie zachodnie. Najlepsze warunki zaczynają się jesienią, ale trzeba się „wstrzelić” także w odpowiednio długi dzień.

Nie tylko sport – charytatywny cel wyprawy Maćka Rutkowskiego
Maciek Rutkowski płynął nie tylko z myślą o rekordzie. W trakcie trasy odbywała się zbiórka na pomoc chorej Malwince – córce Bartka Marszałka, jedynego Polaka startującego w Mistrzostwach Świata Formuły 1 na wodzie. W chwili dotarcia Maćka na metę widzowie wpłacili blisko 70 tysięcy złotych. Łącznie zebrano ponad 120 tysięcy złotych. Spalone przez Maćka Rutkowskiego kilokalorie zostały pomnożone przez trzy – i taką sumę sam dorzucił do zbiórki.

