Reklama

Łaźnie i sauny publiczne były kiedyś symbolem równości, a dzisiaj stają się luksusową rozrywką – chociaż towarzyszą ludzkości od niemal 10 000 lat . Tradycyjne kąpiele zmieniły się w ekskluzywne SPA, do których dostęp mają tylko nieliczni. Dlaczego idea łaźni miejskich – według niektórych – służy powszechnemu dobru? Czy powinniśmy je przywrócić?

Wspólne saunowanie i łaźnie publiczne mają bardzo długą tradycję

W Finlandii sauna, której historia sięga 7000 roku p.n.e., była centrum życia rytualnego i rodzinnego. W Japonii praktyka kąpieli w gorących źródłach onsen rozwinęła się ponad 2000 lat temu. W dawnych islamskich cywilizacjach – a także wśród rdzennych mieszkańców Meksyku, Ameryki Północnej czy na Wyspach Brytyjskich – kąpiele miały wymiar społeczny, religijny i zdrowotny. Takie miejsca nie tylko dbały o higienę mieszkańców, lecz także łączyły społeczności, umożliwiały odpoczynek i wymianę doświadczeń.

Czy wspólne kąpiele mamy „w genach”?

Łaźnie publiczne były nieodłącznym elementem krajobrazu miejskiego już od średniowiecza. W Polsce ich początki sięgają XIV wieku, kiedy to powstawały zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych ośrodkach. Nie służyły tylko do utrzymania higieny. Były okazją do rozmów, wymiany informacji czy zacieśniania więzi.

W wielu kulturach (np. w krajach nordyckich, Rosji, Japonii czy na Bliskim Wschodzie) publiczne łaźnie pełniły funkcję miejsc spotkań i integracji społecznej. Tak było również w Polsce – świadczą o tym liczne przekazy historyczne i dokumenty miejskie, które wskazują, że łaźnie cieszyły się ogromną popularnością wśród mieszkańców różnych stanów społecznych.

Znaczenie łazi w dawnej Polsce i Europie

Łaźnie miejskie często były budowane z inicjatywy władz lokalnych i stanowiły dobro wspólne – dostępne dla wszystkich obywateli za symboliczną opłatą. W średniowiecznym Krakowie funkcjonowało kilkanaście łaźni, a w XVIII-wiecznej Warszawie popularne były tzw. łaźnie wiślane – konstrukcje zanurzone w rzece, gdzie kąpiele odbywały się w bieżącej wodzie.

Podobne rozwiązania spotkać można było w innych europejskich krajach – od rzymskich term, przez fińskie sauny, po brytyjskie bathhouses czy tureckie hammamy. Wspólną cechą tych miejsc była egalitarność oraz postrzeganie kąpieli jako istotnej potrzeby społecznej, a nie luksusu. Pozwalały m.in. ograniczyć rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych.

Kiedy zaczęto odbierać nam łaźnie?

Z czasem łaźnie publiczne, pierwotnie będące dobrem wspólnym, zaczęły podlegać regulacjom i podziałom społecznym. W XIX-wiecznej Europie pojawiły się kąpieliska morskie, z których korzystali zarówno arystokraci, jak i przedstawiciele niższych warstw społecznych.

Jednak normy społeczne, takie jak konieczność zachowania skromności czy osobne godziny kąpieli dla kobiet, doprowadziły do segregacji płciowej i klasowej. Dostępność zależała często od statusu materialnego – klasa wyższa miała lepsze warunki, a klasa robotnicza musiała zadowolić się mniejszym komfortem. Z czasem podział zaczął się jeszcze bardziej pogłębiać.

Ceny, pruderyjność i powszechny dostęp do higieny zamknął łaźnie

Rewolucja sanitarna, wprowadzenie kanalizacji i instalacja bieżącej wody spowodowała, że coraz więcej osób mogło pozwolić sobie na prywatne łazienki. To stopniowo – razem z rosnącymi cenami – doprowadziło do upadku tradycyjnych łaźni miejskich.

Trzy grosze miały też zmiany kulturowe. Większy nacisk na prywatność spowodował, że wspólne „łaźniowanie” przestało być powszechną praktyką.

Nowoczesna kultura wellness i komercjalizacja kąpieli

To się jednak zmienia. Według raportu Global Wellness Institute, Polska oraz inne kraje regionu Europy Środkowej odnotowują rosnący popyt na usługi wellness, jednak są one coraz częściej poza zasięgiem osób o przeciętnych dochodach.

Powstają luksusowe SPA, termy, sauny czy obiekty „bioodnowy”. Nowoczesne centra wellness powstają często w zabytkowych budynkach dawnych łaźni, lecz ich charakter uległ radykalnej zmianie. Zamiast egalitarnych miejsc dla całej społeczności, mamy dziś do czynienia z obiektami nastawionymi na zysk i skierowanymi głównie do osób zamożnych.

Łaźnie jako dobro publiczne – czy powrót jest możliwy?

Pisarz Jamie Mackay zasugerował, że przywrócenie publicznych łaźni mogłoby pomóc mieszkańcom miast w walce z izolacją. To służące zdrowiu przestrzenie, w których ludzie bez przeszkód materialnych mogliby się spotykać. Uważa, że łaźnie to miejsca prawdziwie publiczne – przystępne cenowo i szeroko dostępne: w odróżnieniu od ekskluzywnych SPA i centrów odnowy biologicznej. Według niego publiczne kąpieliska są przestrzenią integracji międzypokoleniowej i bezpośrednio służą budowaniu „kapitału społecznego”.

W Polsce pojawiają się inicjatywy zmierzające do przywracania funkcji społecznej dawnych łaźni. Samorządy podejmują działania na rzecz tworzenia otwartych kąpielisk miejskich, rewitalizacji basenów czy integracji różnych grup wiekowych wokół wspólnych praktyk kąpielowych. Jednak aby powrót do idei łaźni jako dobra publicznego był realny, potrzebna jest zmiana myślenia o kąpieli jako o wartości społecznej, a nie wyłącznie komercyjnej.

– Sauna jest miejscem równości – przypomina na łamach The Conversation Dalva Lamminmäki, doktorantka z Uniwersytetu Wschodniej Finlandii. Dopiero współczesność wypaczyła jej pierwotny cel. Trudno się nie zgodzić, że w tym kontekście luksusowe łaźnie możemy uznać za przykład neoliberalnego komercjalizmu, który wypaczył pierwotną dostępność usługi i znacząco ją skomercjalizował.

Źródła: aeon.co, Complementary Therapies in Medicine, BBC, culture.pl, opendemocracy.net, Łaźnie w dawnej Polsce i konieczność ich wznowienia

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Reklama
Reklama
Reklama