Reklama

Depopulacja coraz wyraźniej dotyka polskich miast średniej wielkości, które przez dziesięciolecia były naturalnymi centrami swoich regionów. Z prognozy ludności Głównego Urzędu Statystycznego na lata 2023–2060 wynika, że część z nich może stracić nawet jedną trzecią, a w skrajnych przypadkach niemal połowę mieszkańców

Ostrołęka i Łomża w cieniu wielkich metropolii

Pierwszy model wyludniania obejmuje miasta pozostające w cieniu dużych metropolii, a do najczęściej wskazywanych przykładów należy Ostrołęka. Dziś zamieszkuje ją mniej więcej 47,7 tys. osób, lecz statystycy zakładają, że w 2060 r. pozostanie ich zaledwie 31,5 tys. W praktyce oznacza to niemal 34-procentowy ubytek. W tym samym czasie miasto starzeje się w szybkim tempie, ponieważ osoby w wieku produkcyjnym i uczniowie ciągną na uczelnie oraz do pracy w Warszawie i Białymstoku, a nierzadko nie wracają już do rodzinnych stron.

Ostrołęka nie jest wyjątkiem. W Łomży, liczącej obecnie około 59 tys. mieszkańców, GUS prognozuje spadek do 41,8 tys. osób w 2060 r. Uwagę przykuwa zwłaszcza przewidywana piramida wieku: w perspektywie nieco ponad trzydziestu lat seniorów po 65. roku życia będzie tam ponad dwa razy więcej niż wszystkich dzieci i nastolatków razem wziętych.

Chełm i Zamość jako miasta peryferyjne

Drugi model to miasta peryferyjne, dla których najostrzejsze scenariusze rysują się na wschodzie kraju. Chełm, w którym mieszka dziś niespełna 58 tys. osób, może zredukować się do mniej więcej 32,5 tys. To ubytek sięgający 44%. Prognoza zakłada przy tym, że mieszkańcy w wieku 65 lat i starsi będą tam stanowić aż 41,1% populacji.

Podobnie jest w Zamościu. Na koniec 2024 r. mieszkało tam 59 tys. osób, a w rekordowym 1998 r. ponad 68 tys. Prognoza na 2060 r. mówi już tylko o około 35 tys. mieszkańców. To oznacza, że miasto mogłoby w ciągu niespełna dwóch pokoleń stracić niemal połowę swojej populacji.

Włocławek i Wałbrzych – dawne potęgi przemysłu

Trzeci model tworzą dawne potęgi przemysłowe, w których wyludnianie postępuje niezależnie od położenia geograficznego. Odczuwają je miasta, których rozkwit przez lata napędzał przemysł. Włocławek w 2001 r. liczył około 121 tys. mieszkańców, w 2022 r. już 102 tys., a projekcja na 2060 r. schodzi do mniej więcej 62 tys. Analogiczną trajektorię przyjmuje Grudziądz: u progu XXI wieku miał około 100 tys. mieszkańców, dziś niespełna 90 tys., a w ciągu trzech dekad może osunąć się do około 63 tys.

Niepokoją także wyliczenia dla Wałbrzycha, kolejnego ośrodka poprzemysłowego. Tu z miejskich dokumentów opartych na danych GUS wynika, że do 2060 r. populacja może zmaleć o ponad 41% w porównaniu z 2022 r.

Łódź traci najwięcej mieszkańców w Polsce

Co niezwykle istotne, kryzys ten przestał omijać największe aglomeracje. Przykładem tego jest Łódź. Choć mówimy o pięknym i potężnym mieście wojewódzkim, cierpi ono na klasyczny syndrom ośrodka poprzemysłowego, z którego przez lata masowo odpływali młodzi obywatele. W swoim demograficznym szczycie w 1988 roku Łódź liczyła przeszło 854 tys. mieszkańców (jeszcze niedawno była 2. największym miastem w Polsce po Warszawie).

Dziś, według danych GUS, liczba ta spadła poniżej 660 tys., a długoterminowe prognozy ostrzegają, że do 2060 roku w mieście może mieszkać już niespełna pół miliona osób. Miasto stara sobie tym radzić długoterminowymi inwestycjami w nowe miejsca pracy czy naukę, ale czy to się uda – czas pokaże. Jestem łodzianinem, więc trzymam za to kciuki.

Czy czeka nas wyludnienie?

Opisywane zjawiska wpisują się w szerszy trend. Według GUS do 2060 r. liczba ludności Polski może zmniejszyć się o ponad 7 mln, a udział osób w wieku 65 lat i więcej wzrośnie do około 32,6%. Eksperci podkreślają, że wyludniania średnich miast nie wynika wyłącznie z migracji, ale też z niskiej dzietności i starzenia się populacji, co ogranicza naturalną odnowę demograficzną.

W praktyce sprawi to, że kraj przestanie być… wydajny – po prostu zabraknie rąk do pracy. Nadzieją dla ekonomistów stają się napływający do kraju imigranci, którzy żyjąc i pracując w Polsce – i asymilując się z osobami urodzonymi w jej granicach – „dorzucą” się trochę do systemu. Czeka nas jednak wiele pracy i to my zdecydujemy, skąd mają do nas przyjechać. Z bliska i o podobnym języku czy z bardzo daleka?

Źródła: GUS, Polski Instytut Ekonomiczny, PAP

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...