Reklama

Spis treści:

  1. Technoskamieniałości – co to takiego i jak wpływają na Ziemię
  2. Plastik w zapisie kopalnym: nowoczesny krewny kerogenu
  3. Betonowa era – jak ludzkie miasta zostaną uwiecznione
  4. Cyfrowy ślad – co stanie się z elektroniką i e-odpadami
  5. Wieczne chemikalia: największe zagrożenie w geologii przyszłości

Za mniej niż dwa euro można kupić dziesięciopak najlepiej sprzedającego się długopisu na świecie. Odkąd wprowadzono go w latach 50., wyprodukowano niemal 150 miliardów Bic Cristali. To skrajnie zwyczajny przedmiot – znajdziesz go w większości szkół i miejsc pracy na całym globie.

A jednak kryje maleńki sekret. W jego końcówce znajduje się idealna kulka o średnicy 1 mm, wykonana z węglika wolframu. To właśnie ona sprawia, że długopis sunie gładko po kartce. Węglik wolframu nie występuje w naturze. Został opracowany tak, by był niemal tak twardy jak diament i prawdopodobnie równie trwały. Jest wyjątkowo odporny na zużycie, wysoką temperaturę, uderzenia i korozję.

Nie trafia jednak wyłącznie do długopisów. Używa się go także w kijach trekkingowych, stalowych „bottleneckach” do gitary, pociskach przeciwpancernych i ciężarkach wędkarskich. Za miliony lat fragmenty tych przedmiotów wciąż będą tkwiły głęboko w ziemi.

Technoskamieniałości – co to takiego i jak wpływają na Ziemię

Nie ulegną rozkładowi. Staną się geologicznym znacznikiem czasu, świadectwem obecności ludzkości na planecie. Długopis kulkowy jest technoskamieniałością – tak samo jak telefon, jego ładowarka, skórzane buty czy torebki herbaty wzmocnione plastikiem. Paleontolożka Sarah Gabbott wyjaśnia, że technoskamieniałość to wszystko, co zostało wytworzone przez człowieka, w tym nowe materiały, które sami stworzyliśmy.

Gabbott i geolog Jan Zalasiewicz z Uniwersytetu w Leicester opisują technoskamieniałości i ich wpływ na Ziemię w książce „Discarded: How Technofossils Will Be Our Ultimate Legacy”. Mogą one być tak małe, jak pojedyncza radioaktywna cząstka niesiona wiatrem znad poligonu testowego, ale też mieć rozmiar całego miasta, osuwającego się do morza po dekadach zmian klimatu. To, co je definiuje, to ludzki pierwiastek. Są unikatowe dla naszego gatunku i do bólu charakterystyczne dla naszych czasów. W bezprecedensowej epoce rzeczy wytwarzanych przez człowieka autorzy stawiają prowokujące pytanie: dokąd to wszystko trafi?

– W sercu tej książki jest opis świata, który tworzymy – tego, jak długo przetrwa i jak długo będzie niebezpieczny – mówi Zalasiewicz. „Discarded” to po części badanie paleontologiczne, a po części apel do działania. W ciągu ostatnich 70 lat ludzkość wyprodukowała tak wiele przedmiotów, że masa naszego „wytworu” przewyższa dziś masę świata żywego. Według niektórych miar znacznie przebija go także różnorodnością.

Część rzeczy z czasem się rozpadnie. Ubrania z włókien naturalnych mają na przykład znikomą szansę przetrwać miliony lat. Wiele z tego, co kupujemy, nie ulegnie jednak dezintegracji. Zamiast tego trafi do przyszłych zapisów kopalnych.

Plastik w zapisie kopalnym: nowoczesny krewny kerogenu

Nasze domy mogą stać przez stulecia. Pozostałości tuneli metra mogą przetrwać tysiąc lat. Plastikowe pojemniki na jedzenie na wynos nie zostaną przerobione przez bakterie w żyzną glebę. Złożone chemicznie hałdy elektroodpadów będą dalej krążyć po świecie, uwalniając ołów i arsen. Patelnie z powłoką nieprzywierającą mogą zatruwać organizmy żywe przez miliony lat. Takie dziedzictwo zostawi po sobie nasz wiek masowej konsumpcji – głęboko w zapisie kopalnym, długo po tym, jak znikną ci, którzy to wszystko kupowali i budowali.

Fikcyjna skamieniałość ze śladami przedmiotów higienicznych i kosmetyków.
Fikcyjna skamieniałość ze śladami przedmiotów higienicznych i kosmetyków./Fot. Sarah Gabbott

– To bardzo otrzeźwiające, gdy sobie to uświadomimy – mówi Zalasiewicz. W skali geologicznej plastik jest zjawiskiem niemal nowym. Od lat 50. ludzie wyprodukowali około 9 miliardów ton plastiku i nie wiemy, jak dokładnie będzie się on rozkładał. – Plastik to po prostu kolejny materiał organiczny – mówi Gabbott. – Tyle że organiczny wytworzony przez człowieka. Plastik, powstały z pozostałości dawnego życia, jest – podobnie jak wszystkie organizmy na Ziemi – zbudowany głównie z węgla. Aby zrozumieć, jak współczesny plastik może się rozpadać, badacze przyjrzeli się jego starożytnemu chemicznemu krewnemu: kerogenowi.

Kerogen to złożona biomakrocząsteczka występująca w skałach osadowych. Najpewniej powstała wskutek sprasowania materii organicznej. Bywa praktycznie nie do odróżnienia od niektórych nowoczesnych tworzyw. Szacuje się, że część kerogenu ma około 50 milionów lat. To sugeruje, że jego wytworzony przez człowieka odpowiednik – plastik – w sprzyjających warunkach może przetrwać co najmniej tak długo, na przykład na dnie oceanu. Dno mórz i oceanów jest zaśmiecone plastikowymi torbami, bojami i butelkami. Większość z nich rozpadła się na drobiny mikroplastiku.

Na przykład płatki lateksowej farby stanowią nieco ponad połowę mikroplastiku w oceanie. Część plastiku pozostaje na powierzchni, zbierając się w ogromne pływające wyspy śmieci. Większość jednak opada w głąb, gdzie staje się częścią potężnej warstwy plastiku opasującej planetę. Na dnie oceanu tworzywa przechodzą w plastiglomerat – nowy typ skały, w której plastik stapia się z drobnymi kamieniami i piaskiem.

Na wysypiskach panują gęsto upakowane i dość suche warunki. Sprawiają one, że wiele przedmiotów niemal się nie rozkłada. Nawet odpady spożywcze i skoszona trawa gniją tam znacznie wolniej, niż powinny. Na wysypiskach na całym świecie nasze wyrzucone ubrania mają szansę zostać uwiecznione w zapisie kopalnym. – W tej chwili produkujemy 100 miliardów sztuk odzieży rocznie – mówi Zalasiewicz. – Około 60 procent z nich to plastik. One przetrwają.

Betonowa era – jak ludzkie miasta zostaną uwiecznione

Oprócz warstwy plastiku ludzie wytworzyli jeszcze jedno zjawisko geologiczne. Gdyby je równomiernie rozłożyć, mogłoby opasać Ziemię dwumilimetrową skorupą. Tym zjawiskiem jest beton. Mieszanka cementu i piasku, którą wykładamy chodniki i parkingi oraz z której wznosimy domy, może się okazać równie trwała jak plastik. – Beton to klasyczna skała nowoczesności – mówi Zalasiewicz.

Podobnie jak naturalne skały, beton jest chemicznie obojętny. Nawet gdy się kruszy, nie zmienia składu otoczenia. Pod względem toksyczności autor uznaje go za mniejszy problem niż plastiki, toksyny czy substancje promieniotwórcze. Produkcja betonu pochłania jednak ogromne ilości energii. Większość ryzyka środowiskowego wiąże się więc z jego wytwarzaniem, a nie późniejszym rozpadem.

W przeciwieństwie do betonu z czasów starożytnych, współczesny beton nie jest wyjątkowo trwały. Skala jego użycia sprawia jednak, że część i tak pozostanie. Budynki z czasem się rozpadną, ale ich szczątki muszą gdzieś trafić. Jedne popłyną korytami rzek ku oceanowi. Inne osiądą na miejscu, tworząc nową, gęstą i geologicznie charakterystyczną warstwę kruszywa. I tam zostaną – ogromne hałdy ciężkiego, szarego piasku – przez miliony lat.

Nie każde miasto spotka ten los. Kilka centrów kultury może stać się megaskamieniałościami przyszłości. Miasta leżące na deltach już opadają – mówi Gabbott. – A ponieważ osadza się tam mnóstwo materiału, mają spore szanse, by ulec skamienieniu. Za tysiąc lat Nowy Orlean może istnieć już tylko jako chaotyczna plątanina dróg i budynków. Pogrzebany głęboko pod warstwami sprasowanego mułu będzie czekał na odkrycie przez archeologów.

Cyfrowy ślad – co stanie się z elektroniką i e-odpadami

Dla paleontologów przyszłości zagadką może być nagły wysyp czystego krzemu. Choć stanowi on 27 procent skorupy ziemskiej, sam w sobie występuje niezwykle rzadko. W połowie XX wieku metalurdzy nauczyli się wydobywać krzem z bardzo czystego kwarcu. To otworzyło drogę erze cyfrowej. Układy krzemowe są niewielkie, ale potężne. Napędzają smartfony, laptopy, centra danych, autonomiczne samochody i satelity.

Ich ślad w zapisie geologicznym będzie stosunkowo niewielki. Produkuje się około 30 tysięcy ton krzemu rocznie – znacznie mniej niż miliardy ton betonu. A jednak jest wszechobecny. Rozsiany po całej planecie, używany przez miliardy ludzi, zamknięty w plastiku i metalu – może dotrwać odległej przyszłości. Nawet bez swoich krzemowych serc urządzenia elektroniczne będą rozpoznawalne jako wyjątkowe obiekty. Staną się częścią dziedzictwa elektroodpadów – kategorii śmieci rosnącej w zawrotnym tempie.

W 2022 roku ludzkość wytworzyła ponad 62 miliony ton elektrośmieci. Choć część z nich da się recyklingować, około 80 procent trafia na wysypiska, gdzie prawdopodobnie pozostanie przez tysiące lat. Autorzy wyobrażają sobie przyszłych badaczy odkopujących setki podobnych obiektów – klawiatur. Regularnie fakturowane, oznaczone symbolami, staną się punktem odniesienia do odtworzenia technologicznej ewolucji. – Gdybyś znalazł same smartfony, trudno byłoby zrozumieć, czym są – mówi Gabbott. – Ale jeśli wcześniej natrafisz na maszynę do pisania, zobaczysz wzorce. – Interpretacja zależałaby też od tego, czy nasi potomkowie rozwinęli własną technologię – dodaje Zalasiewicz.

Fikcyjna skamieniałość ze śladami puszek po napojach i plastikowej pokrywki od kubka.
Fikcyjna skamieniałość ze śladami puszek po napojach i plastikowej pokrywki od kubka./Sarah Gabbott

Wieczne chemikalia: największe zagrożenie w geologii przyszłości

Nie wszystkie technoskamieniałości będą czytelne. Niektóre z najgroźniejszych są niewidoczne gołym okiem. Zarejestrowano ponad 350 tysięcy chemikaliów do zastosowań przemysłowych. Wiele z nich osiada w glebie i wodach gruntowych. Część jest silnie toksyczna. Pestycydy łatwo wiążą się z cząstkami osadu, trafiają do atmosfery i wracają na Ziemię wraz z deszczem. Dna jezior na całym świecie noszą dziś ślady takich warstw.

Za milion lat te wieczne chemikalia mogą znów się ujawnić i zatruć to, co przyjdzie po nas. PFAS to chemikalia wyjątkowo stabilne. Rozkładają się jedynie w ekstremalnie wysokich temperaturach. Teflon, używany do powlekania patelni, jest jednym z najbardziej znanych przykładów. Materiał ten może przetrwać dłużej niż metal, na którym się znajduje. Nie zgnije ani się nie rozpadnie, ale będzie stopniowo uwalniał drobiny do środowiska.

– Kiedyś wydawało mi się, że te zanieczyszczenia się rozpadną – mówi Zalasiewicz. – To się nie dzieje. One się kumulują. Trwałość rzeczy nie jest przypadkiem. Tworzyliśmy je tak, by były długowieczne. To być może główny przekaz „Discarded”: jednorazowość to mit. Każdy przedmiot, który znika z naszego życia, wyrusza w dalszą drogę. Te rzeczy nie znikają. – Pamiętam butelki na mleko z mojego dzieciństwa – mówi Zalasiewicz. – Zabierano je spod drzwi i używano ponownie. – Straciliśmy tamten świat. Ale nasze wzorce konsumpcji nie są niezmienne. Skoro raz się zmieniły, mogą zmienić się znowu.

Źródło: National Geographic

Reklama
Reklama
Reklama