Życie, jakie znamy, nie powstałoby bez Księżyca i bez niego nie przetrwa. Oto scenariusze katastrofy
Gdyby planeta wielkości Marsa określana jako Theia nie uderzyła w Ziemię u zarania dziejów naszej planety, co było bezpośrednią przyczyną powstania Księżyca, Ziemia nie byłaby tak przyjazna życiu i kto wie, czy teraz w ogóle byśmy istnieli. Gdyby Księżyc nagle zniknął, naszą planetę ogarnąłby chaos, który w niezbyt długim czasie zniszczyłby cywilizację.

Spis treści:
- Szybka jak Ziemia bez Księżyca
- Pływy oceaniczne
- Ukraść Księżyc
- Czy można zniszczyć Księżyc?
- Scenariusz końca świata
Ziemia nie zawsze miała Księżyc. Najszerzej akceptowana hipoteza mówi, że około 4,5 miliarda lat temu, u samego zarania Układu Słonecznego, obiekt mniej więcej wielkości Marsa, nazwany Theia, zderzył się z młodą Ziemią. Uderzając pod kątem, wzbił chmurę szczątków, które przez długi czas wirowały wokół nas niczym pierścienie wokół Saturna, by następnie złączyć się i stworzyć naszego naturalnego satelitę. To był naprawdę kluczowy moment w historii nie tylko samej planety, ale przede wszystkim życia, jakie na niej powstało.
Szybka jak Ziemia bez Księżyca
Gdyby Księżyc nigdy nie powstał, Ziemia byłaby zupełnie innym miejscem. W związku z tym, że nic nie spowalniałoby obrotu planety, doba trwałaby zdecydowanie krócej: nawet 5 do 10 godzin. Szybszy obrót powodowałby wiatry o prędkości 160–200 km/godz., smagające powierzchnię Ziemi. Oś nachylenia Ziemi chwiałaby się, prowadząc do dramatycznych zmian temperatur w skali tysięcy do milionów lat.
To pojawienie się Księżyca sprawiło, że obrót Ziemi wokół własnej osi wydłużył się z pierwotnych 5 godzin do obecnych 24. Księżyc ustabilizował też nachylenie osi naszej planety. Współczesne nachylenie, wynoszące 23,5°, daje Ziemi przewidywalny, dość stały klimat oraz pory roku. Bez Księżyca stabilizującego to nachylenie możliwe byłoby jego gwałtowne zmienianie się – od braku nachylenia – co oznacza brak pór roku, po bardzo duże nachylenie oznaczające ekstremalne warunki pogodowe, a nawet epoki lodowcowe.
Pływy oceaniczne
I jedna z najważniejszych kwestii – pływy oceaniczne powstające poprzez oddziaływanie grawitacyjne Księżyca. Odgrywają one kluczową rolę w regulacji ciepła w oceanach. Chłodniejsza, głębsza woda oceaniczna jest wciągana do zatok i ujść rzek podczas przypływu, gdzie się ogrzewa. Pływy mają również ogromny wpływ na wielkie prądy oceaniczne, a tym samym na cyrkulację oceaniczną. Te prądy z kolei wpływają na wiatry nad nimi, które odgrywają istotną rolę w regulowaniu klimatu obszarów przybrzeżnych. Nagłe zniknięcie sił pływowych napędzających te mechanizmy miałoby olbrzymi wpływ na rozprowadzanie ciepła i energii po planecie, zmieniając temperaturę i klimat w coś, co ledwo byśmy rozpoznali.
A co gdyby Księżyc nagle zniknął? W tym wypadku najlepszym scenariuszem dla nas byłoby, gdyby po prostu nagle wyparował. Choć należałoby to określić mianem „wyboru najmniejszego zła”.
Ukraść Księżyc
Zacznijmy od tego, że oceany na Ziemi miałyby znacznie mniejsze pływy – około jednej trzeciej obecnych. Pływy mieszają materiały w oceanach, co pozwala nadmorskim ekosystemom się rozwijać. Zwierzęta żyjące w tych środowiskach – kraby, małże, rozgwiazdy, ślimaki – polegają na pływach, aby przetrwać. Bez ekosystemów przybrzeżnych mogłoby to wywołać efekt domina dla innych zwierząt lądowych i morskich oraz doprowadzić do masowych wymierań.
Brak pływów to również brak stabilizacji klimatu. Temperatury na Ziemi stałyby się ekstremalne i nieprzyjazne życiu, jakie znamy. Utracilibyśmy też stale zimne regiony: bieguny, które zawierają olbrzymie ilości lodu. Lód by się stopił, a poziom oceanów wzrósłby, zmieniając linie brzegowe na całym świecie. Kraje takie jak Holandia znalazłyby się pod wodą. Poza tym nic nie stabilizowałoby osi obrotu Ziemi, a wahania mogłyby stać się ekstremalne i chaotyczne. W takim scenariuszu przewidywalne pory roku zniknęłyby, a bieguny mogłyby okresowo znajdować się na równiku. Rezultatem byłaby drastyczna zmiana warunków sprzyjających życiu, ponieważ dawniej przewidywalne środowisko stałoby się wrogie dla wielu form życia.
Czy można zniszczyć Księżyc?
Na całe szczęście żaden Gru nawet z milionem Minionków nie ukradnie Księżyca. Jednak zawsze istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Srebrny Glob zostanie zniszczony. Na całe szczęście my, Ziemianie, nie mamy broni zdolnej zniszczyć Księżyc.

Zacznijmy od tego, że Księżyc jest ogromny. Ma średnicę około 3474 km i masę 7,3 × 10²² kg. Energia potrzebna, by rozsadzić Księżyc, to rząd 10²⁹ dżuli. Czyli cały arsenał nuklearny znajdujący się na naszej planecie to o milion razy za mało. Gdyby jednak pojawiła się jakaś Gwiazda Śmierci i obrała za cel nasz Księżyc, scenariuszy jest klika. Jeśli Księżyc pękłby na klika dużych kawałków, te nadal krążyłyby wokół Ziemi i generowały nieustanne, trwające tysiąclecia bombardowania. Spadające na naszą planetę meteoryty wywoływałyby pożary, zasnuwały niebo popiołami podobnie jak erupcje wulkanów i w dość szybko doprowadziły do zniszczenia naszej cywilizacji. Nie oznacza to, że całe życie na Ziemi by wyginęło. Ale nasza cywilizacja nie miałaby szans.
Gdyby Księżyc został rozbity na małe części (jak w filmie „Niepamięć” i książce „7EW”), te utworzyłyby po pewnym czasie pierścień wokół Ziemi. Też przez tysiące lat spadałyby na Ziemię, choć wydarzenia jednorazowe mogłyby być mniej katastrofalne. Jednak w dłuższej perspektywie efekty byłby podobny.
Scenariusz końca świata
Na całe szczęście Gwiazda Śmierci nie istnieje. Istnieją za to całkiem pokaźne planetoidy. Powiedzmy, że w Księżyc uderzyłaby ogromna planetoida porównywalna z planetą karłowatą Ceres. W takiej sytuacji mówimy już o energiach rzędu ~10²⁸ dżuli dla prędkości ok. 20 km/s. Wartości te zbliżają się do energii wiązania grawitacyjnego Księżyca, a to oznacza, że w zależności od kąta i prędkości uderzenia planetoidy, Księżyc mógłby zostać częściowo, a nawet niemal całkowicie rozerwany. Powstałaby populacja dużych fragmentów poruszających się po orbitach okołoziemskich.
Przez kolejne tysiąclecia mieszkańcy Ziemi żyliby w nieustannym zagrożeniu. Część odłamków nieuchronnie spadałaby na powierzchnię planety, prowadząc do wielokrotnych uderzeń w skali globalnej, podczas gdy inne mogłyby utworzyć tymczasowy pierścień lub pas gruzu wokół Ziemi, który stopniowo by się rozpraszał. Jest to scenariusz, w którym świat w znanej nam formie miałby bardzo duże szanse przestać istnieć.
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

