Reklama

Gdy naukowcy lub dziennikarze chcą dobitnie pokazać, jak niebezpieczne są kosmiczne kolizje, zawsze pojawia się ten jeden przykład. 66 milionów lat temu w rejon określany dzisiaj jako Półwysep Jukatan w Meksyku uderzyła mierząca od 10 do 15 km średnicy planetoida z zewnętrznego Układu Słonecznego.

Planetoida, która zabiła dinozaury

Ta ogromna, kosmiczna skała uderzyła w Ziemię z prędkością ponad 20 km/s, a samo uderzenie można porównać do eksplozji 100 teraton trotylu. Fala uderzeniowa i gorąca plazma o temperaturze ponad 10 000°C rozprzestrzeniły się błyskawicznie, niszcząc wszystko w promieniu tysięcy kilometrów. Wysokie na setki metrów tsunami uderzyło w wybrzeża obu Ameryk. Sama planetoida oraz skały w miejscu uderzenia odparowały, wyrzucając w atmosferę biliony ton pyłu, siarki i pary wodnej. To wywołało tzw. zimę nuklearną, której skutkiem było zatrzymanie fotosyntezy, pożary i kwaśne deszcze. W krótkim czasie wyginęło 75% ziemskiego życia, w tym wszystkie nielatające dinozaury.

Nawet jeśli wydarzenie to miało miejsce 66 milionów lat temu, wciąż robi wrażenie. Nic dziwnego, że odkąd mamy urządzenia zdolne monitorować przestrzeń wokół Ziemi, znaczna część pracy badaczy skupia się na odnajdywaniu źródeł i oceny możliwych trajektorii kosmicznych obiektów mogących zagrozić naszej planecie.

Dzięki nieustannemu monitorowaniu nieba wiemy, ile takich obiektów jest i gdzie się znajdują. Na całe szczęście wiemy też, że w tej chwili żaden z nich nie zbliża się do naszej planety. – Większe obiekty są rzadkie, jednak te największe przewyższają rozmiarem skałę, która 66 milionów lat temu doprowadziła do wyginięcia nieptasich dinozaurów. Na szczęście wiemy, gdzie się znajdują oraz że nie zbliżają się do Ziemi – napisał w artykule opublikowanym na łamach IFL Science astrofizyk i popularyzator nauki dr Alfredo Carpineti.

Prędkość i kąt uderzenia

Naukowiec podkreśla, że rozmiar kosmicznej skały nie jest jedynym czynnikiem decydującym o długofalowych zniszczeniach wywołanych uderzeniem planetoidy. Wyjaśnia, że 35,65 miliona lat temu dwie planetoidy o średnicy kilku kilometrów uderzyły w Ziemię w odstępie zaledwie 25 000 lat – i nie doprowadziły do globalnej katastrofy. Istotne są również prędkość i kąt uderzenia, skład planetoidy i przede wszystkim miejsce kolizji. Mniej tragiczne w skutki jest uderzenie w ocean, znacznie bardziej – jak miało to miejsc w przypadku planetoidy, która doprowadziła do wymarcia dinozaurówuderzenie w skały osadowe bogate w siarkę i węgiel. Powstałe wówczas aerozole siarczanowe blokują światło słoneczne na dziesiątki lat.

– Istnieją cztery obiekty bliskie Ziemi (tzw. NEO, Near Earth Object) o średnicy większej niż 10 kilometrów. Są tak duże, że ich uderzenie prawdopodobnie oznaczałoby nasz koniec. Choć obecnie nie stanowią zagrożenia, planetoidy znajdują się pod wpływem grawitacji planet, a te obiekty mają 50-procentowe prawdopodobieństwo, że w ciągu miliarda lat staną się bardziej niebezpieczne – wyjaśnia astrofizyk.

O jakich obiektach mówi?

  • 1036 Ganymed, odkryta 23 października 1924 skalista planetoida z grupy Amora o średnicy około 35 kilometrów. Jej minimalna odległość przecięcia orbity z Ziemią (MOID) wynosi 134 odległości Ziemia–Księżyc, czyli 0,34 jednostki astronomicznej (AU). Podkreślmy, że obiekt o MOID mniejszym niż 0,05 AU (czyli 7,5 miliona kilometrów) uznawany jest za potencjalnie niebezpieczny (PHO). 1036 Ganymed znajduje się siedem razy dalej niż ten próg, więc możemy się czuć bezpiecznie.
  • 3552 Don Quixote, planetoida o pochodzeniu kometarnym z grupy Amora. Średnica Don Quixote to 19 kilometrów, a MOID wynosi 0,33 AU
  • 433 Eros, kolejna planetoida należąca do grupy Amora, czyli planetoid zbliżających się w obiegu wokół Słońca do orbity Ziemi. Eros był jednym z celów badań sondy NEAR, która przeleciała w pobliżu planetoidy 19 września 2000 r. 31 stycznia 2012 r. planetoida znalazła się w odległości 26,7 milionów kilometrów (0,178 AU) od Ziemi. Było to jej najbliższe przejście od 1975. Podobnie blisko Ziemi znajdzie się ponownie w 2056 r.
  • 4954 Eric, planetoida o średnicy około 10 km, również należąca do grupy Amora.

Czy w takim razie nic nam nie zagraża? Sprawa nie jest taka prosta.

Zabójcy miast

– Największą znaną obecnie potencjalnie niebezpieczną planetoidą jest 4179 Toutatis o średniej średnicy 2,5 kilometra i MOID wynoszącym 0,0064 AU. To około 2,5 razy więcej niż odległość Ziemia–Księżyc. NASA szacuje, że wciąż brakuje nam około 5 procent wszystkich NEO większych niż 1 kilometr, ale aktywnie ich poszukujemy. Zaledwie kilka miesięcy temu przekroczyliśmy próg 40 tys. znanych obiektów bliskich Ziemi. Mimo to wiele z nich wciąż pozostaje nieodkrytych – twierdzi dr Carpineti.

Jednak to wcale nie planetoidy zdolne zniszczyć całą Ziemię najbardziej niepokoją ekspertów. Większe obawy budzą tzw. „zabójcy miast”, czyli obiekty o średnicy około 140 metrów, które mogłyby spowodować lokalne zniszczenia. – Odkryliśmy niemal 12 tys. z szacowanych 25 tys. takich obiektów. Wiele wciąż pozostaje niewykrytych, co czyni je poważnym zagrożeniem – napisał ekspert.

Wynika to z faktu, że wciąż nie mamy wydolnego systemu powstrzymywania takich zjawisk. Rzecz jasne misja DART NASA, która miała przetestować tzw. impaktor kinetyczny, przyniosła znakomite rezultaty. Ale tego typu impaktor nie zadziała w każdej sytuacji. Poza tym żadna tego typu misja nie czeka na start. – Jedyną realną ochroną jest wczesne wykrycie zagrożenia i odpowiednio długi czas na reakcję. Astronomowie nieustannie obserwują niebo – miejmy nadzieję, że nie znajdą niczego naprawdę niebezpiecznego – podsumowuje astrofizyk.

Źródło: IFLScience

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
Reklama
Reklama
Reklama