Planetoida „zabójca miast” o włos minie Księżyc. Teleskop Jamesa Webba bacznie ją obserwuje
Gdy w 2024 roku naukowcy obliczyli trajektorię nowoodkrytej planetoidy 2024 YR4, wstrzymali oddech. Szansa na to, że „zabójca miast” uderzy w Księżyc wynosiła 4,3%, a w Ziemię 3,1% – był to absolutny astronomiczny rekord. Planetoida tej wielkości mogłaby zniszczyć całe miasta, zyskała więc miano jednego z najgroźniejszych obiektów bliskich Ziemi.

Zainteresowanie mającą ok. 60 metrów średnicy planetoidą 2024 YR4 – której nadano wiele mówiący przydomek „Zabójca miast” – wzrosło po odkryciu jej realnego ryzyka kolizji z Ziemią lub Księżycem w 2032 roku. Najnowsze obserwacje prowadzone przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba pozwoliły jednak naukowcom z NASA wykluczyć możliwość astronomicznej katastrofy. Jednak może odbyć się to na kosmiczne „żyletki”.
Kosmiczny wyścig z czasem i technologią
Chociaż ryzyko kolizji z Ziemią zostało zdementowane już jakiś czas temu, to ciągle niepewne były losy naszego satelity. Gdyby rzeczywiście doszło do zderzenia, wybuch na Księżycu mógłby być widoczny z Ziemi gołym okiem, a w przestrzeń kosmiczną zostałoby wyrzucone nawet 100 milionów kilogramów materiału.
Przez wiele miesięcy orbita 2024 YR4 była niepewna – aż do lutego 2026 roku. Wtedy do akcji wkroczył Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST). Choć planetoida była praktycznie niewidoczna z Ziemi i dla innych obserwatoriów, Webb dzięki swoim instrumentom podczerwonym uchwycił ją na granicy możliwości technologii. I trochę nas uspokoił.
Naukowcy mogą odetchnąć – 2024 YR4 minie Księżyc
Obserwacje potwierdzone w marcu 2026 roku przez NASA i ESA ostatecznie wykluczyły możliwość uderzenia planetoidy. Teleskop Webba wykazał, że przeleci ona obok Księżyca w odległości 21 200 kilometrów – bliżej, niż krążą niektóre sztuczne satelity Ziemi. To odsunęło ryzyko katastrofy: szansa na zderzenie spadła z 4,3% do zera, a Ziemia pozostaje poza zasięgiem zagrożenia na setki tysięcy kilometrów.
Jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba zdołał to zaobserwować?
JWST to nie tylko „najpotężniejsze oko ludzkości” w kosmosie, ale też najbardziej precyzyjne narzędzie do przewidywania trajektorii kosmicznych pocisków. Obserwacje 2024 YR4 to jeden z najtrudniejszych eksperymentów w historii astronomii – naukowcy musieli wytropić niemal niewidzialny obiekt i przewidzieć jego położenie z dokładnością do tysięcy kilometrów na siedem lat do przodu. Dzięki technologii projektu NASA, ESA i CSA umieszczonego 1,5 mln kilometrów od Ziemi (bo tym właśnie jest Teleskop Webba) udało się rozwiać globalne obawy i przetestować realne scenariusze ochrony planetarnej.
Czy na pewno nie ma zagrożenia?
2024 YR4 zostaje pod lupą. W 2028 roku JWST ponownie przyjrzy się jej trajektorii, a doświadczenia zdobyte podczas tych obserwacji będą fundamentem metod monitorowania zagrożeń kosmicznych. Dziś wiemy, że skuteczna ochrona Ziemi wymaga ścisłej współpracy naukowców i rozwoju narzędzi takich jak JWST – bez nich żyjemy w niepewności. Teraz jednak zarówno Księżyc, jak i Ziemia są bezpieczne. Nauka pokonała strach.
Źródło: NASA, LiveScience, ESA
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

