Reklama

Mars Sample Return miał być największym, najbardziej skomplikowanym i wielowątkowym programem naukowym w historii NASA. Pierwszym etapem programu było wysłanie na Czerwoną Planetę łazika Perseverance wraz z wiropłatem Ingenuity. Pod względem technologicznym – oba urządzenia są ogromnym sukcesem.

Misja Ingenuity została już zakończona, za to łazik nadal pobiera próbki gleby z delty dawnej marsjańskiej rzeki. Próbki te mogą odpowiedzieć na podstawowe pytanie, czy na Marsie istniało życie. Kłopot w tym, że nie ma jak ich przetransportować na Ziemię.

Misja za 11 miliardów dolarów

Architektura misji zmieniana była kilkukrotnie, a kaszty rozrosły się z około 4 miliardów dolarów w 2021 roku, do ponad 11 miliardów dolarów w 2024 roku. To było za dużo. Jeszcze za czasów administratora Billa Nelsona, NASA stwierdziła, że nie ma takich pieniędzy i zwróciła się o wsparcie do przemysłu z nadzieją, że uda się dokończyć misję taniej. W dodatku nowy budżet NASA został skrajnie okrojony, a największe cięcia dotknęły misji naukowych. Nowe finansowanie w przypadku MRS pozwala głównie na dalsze działanie Perseverance.

W międzyczasie Narodowa Chińska Agencja Kosmiczna (CNSA) intensywnie rozwija własną misję Tianwen-3, której celem jest sprowadzenie ponad 500 gramów marsjańskiego materiału na Ziemię już w 2031 roku. Wstępny projekt ładunku został ukończony, podobnie jak badania nad wyborem miejsca lądowania. Chińska misja ma pobrać próbki z powierzchni oraz z głębokości około 2 metrów, a także wykorzystać robotyczny helikopter do pobierania próbek w oddalonych miejscach.

Kosmos, polityka i pieniądze

Podobieństwo obu misji jest zbyt duże, by było przypadkowe. Faktem jest, że MRS został naprawdę dobrze wymyślony, a problemy zaczęły się w trakcie realizacji. Pierwszym, który zainicjował lawinę kolejnych, była napaść Rosji na Ukrainę. Jednym ze skutków było zerwanie współpracy pomiędzy Europejską Agencją Kosmiczną a Roskosmosem. A to właśnie Europejczycy i Rosjanie mieli zbudować łazik transportujący pobrane przez Perseverance próbki do stanowiska, z którego miały zostać wyniesione na orbitę. Po tym wydarzeniu program zaczął sypać się, jak domino. Aż wreszcie administracja Donalda Trumpa zdecydowała o jego zakończeniu.

Jednak wraz z informacją, że CNSA może rozpocząć swoją misję pobierania próbek już w 2028 roku, a dostarczyć je na Ziemię trzy lata później, temat MRS ponownie pojawił się w debacie publicznej.

Kto wygra nowy wyścig kosmiczny?

Scott Hubbard, były szef programu marsjańskiego NASA, twierdzi, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż próbki zbierane przez Perseverance zawierają ślady życia i dopiero analiza pobranego materiału pozwoli oceniać, jakie ryzyko toksyczne może czekać przyszłych astronautów.

Hubbard ostrzega, że Chiny mogą pokonać USA szybkim pobraniem próbek, które jednak nie będą tak wartościowe naukowo jak te wyselekcjonowane przez Perseverance. Jego zdaniem „Chinom bardziej zależy na nagłówkach niż na nauce”.

Chiny z całą pewnością chcą utrzeć nosa Amerykanom i naprawdę mają szansę wygrać nowy wyścig kosmiczny. Jednak naukowo też stają się potęgą. Wystarczy przejrzeć repozytoria artykułów naukowych, by przekonać się, że chińska nauka jest w absolutnej światowej awangardzie.

Źródło: Space.com

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Związana z magazynami portali Gazeta.pl oraz Wp.pl. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
Reklama
Reklama
Reklama