Reklama

Meteoryty są nieocenionym źródłem wiedzy dla planetologii, bo pozwalają badać procesy, które kształtowały planetoidy, a pośrednio także planety skaliste. A meteoryt „Drelów”, który spadł 18 lutego 2025 roku, to jedno z najważniejszych tego typu wydarzeń w Polsce. To dopiero 13. oficjalnie potwierdzony upadek meteorytu w naszym kraju. Wydarzenie zostało zarejestrowane i przeanalizowane dzięki inicjatywie krajowej sieci amatorskich stacji bolidowych Skytinel. Szybka i skoordynowana akcja badaczy i pasjonatów pozwoliła na odnalezienie ponad 70 fragmentów „Drelowa” o łącznej masie 3,9 kg. Zostały one poddane kompleksowym badaniom laboratoryjnym, których wyniki właśnie poznaliśmy.

Jak „namierzano” meteoryt?

Dzięki nagraniom z dziesięciu stacji sieci Skytinel (m.in. w Bodzentynie, Warszawie i Olsztynie), zespół pod kierownictwem Mateusza Żmii zdołał dokładnie wyznaczyć trajektorię lotu meteorytu. Ustalono, że zaczął świecić na wysokości 82,5 km, poruszając się z prędkością 13 km/s, a na wysokości 19,5 km uległ gwałtownej fragmentacji pod wpływem ciśnienia aerodynamicznego przekraczającego 4 MPa.

Kluczowym elementem badań było przeprowadzenie symulacji „ciemnej fazy lotu”, która nastąpiła już po rozpadzie na kawałki. Tu pomógł prof. Szymon Kozłowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Symulacja, uwzględniająca silny wiatr, pozwoliła wyznaczyć obszar spadku o długości około 10 km. A to już szybko doprowadziło do odnalezienia pierwszych fragmentów oraz tzw. masy głównej (czyli największego fragmentu) o wadze 517 g.

Uczestnicy i metody badań

Badania prowadzono wieloma metodami. Analizowano minerały pod mikroskopem, badano skład chemiczny i izotopowy, mierzono własności magnetyczne, sprawdzano obecność krótko żyjących radionuklidów oraz wykonywano pomiary w podczerwieni.

W projekcie uczestniczyli badacze z kilku ośrodków, a po stronie polskiej ważną rolę odegrał Uniwersytet Śląski w Katowicach, gdzie prowadzono część analiz i gdzie znajduje się jeden z opisanych okazów.

Co wykazały analizy laboratoryjne?

„Drelów” okazał się chondrytem zwyczajnym typu L6 i przybył do nas z pasa planetoid między Marsem a Jowiszem. Jest skałą silnie przeobrażoną cieplnie. W mniej „spalonych” meteorytach dobrze widać chondry, czyli drobne kuliste struktury powstałe na bardzo wczesnym etapie historii Układu Słonecznego. W Drelowie większość z nich została już zatarta przez późniejsze ogrzewanie. Zachowały się tylko nieliczne relikty dawnych struktur, w tym duży makrochondr o rozmiarze 4,9 mm. To ważna wskazówka, że materiał przeszedł długą i intensywną przebudowę we wnętrzu ciała macierzystego.

Minerały we wnętrzu meteorytu "Drelów". Fot. Bischoff et.al/Meteoritics & Planetary Science
Minerały we wnętrzu meteorytu "Drelów" / fot. Bischoff et.al/Meteoritics & Planetary Science.

Drugim kluczowym wynikiem jest rozpoznanie skutków silnego szoku, czyli gwałtownego uderzenia. Widoczne są ciemne żyły szokowe przecinające wnętrze meteorytu. To pasma materiału, który został lokalnie stopiony i przekształcony podczas zderzenia. W ich pobliżu naukowcy wykryli minerały wysokociśnieniowe, takie jak maskelynit i wadsleyit. Są to minerały powstające w warunkach bardzo dużego ciśnienia, więc ich obecność stanowi dowód na dawne kosmiczne kolizje.

Wyjątkowa wartość naukowa „Drelowa” wynika z faktu, że jest to tzw. meteoryt z rodowodem – jeden z zaledwie około 50 obiektów na świecie o dokładnie wyliczonej orbicie przed wejściem w atmosferę. Meteoryt nie tylko wzbogaci kolekcje muzealne – jest także ważnym obiektem w badaniach nad ewolucją wczesnego Układu Słonecznego i procesami kształtującymi planety.

Źródło: Nauka w Polsce, Meteoritics & Planetary Science, Skytinel.com

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.
Magdalena Rudzka
Reklama
Reklama
Reklama