Czy nowo odkryta kometa rozjaśni wiosenne niebo? Są duże szanse na kosmiczne widowisko
W połowie stycznia 2026 roku grupa czterech astronomów-amatorów korzystających ze zdalnie sterowanego teleskopu na pustyni Atakama, dostrzegła na nocnym niebie poruszającą się kometę. W pierwszych dniach kwietnia kometa ta przeleci w odległości zaledwie około 120 tys. km od powierzchni Słońca i jeśli przetrwa tę randkę, rozżarzy się tak bardzo, że może być widoczna na niebie nawet w ciągu dnia.

Spis treści:
Odkryta 13 stycznia tego roku kometa nosi nazwę C/2026 A1 (MAPS). Ten nowy, ekscytujący obiekt na nocnym niebie został odnaleziony dzięki znajdującemu się na Atakamie w Chile teleskopowi Schmidta. W momencie pierwszej obserwacji znajdował się 308 milionów km od Słońca. Jego słabe światło zaobserwowano w gwiazdozbiorze Gołębia.
Po zebraniu wystarczającej liczby obserwacji, astronomowie wyznaczyli orbitę, która wykazała, że kometa MAPS należy do rodziny tzw. komet Kreutza. To rodzina komet określanych jako „muskające Słońce”. Przechodzących ekstremalnie blisko naszej dziennej gwiazdy, a ich peryhelium leży niemal na poziomie fotosfery. Tak mała odległość od gwiazdy sprawia, że większość z nich nie przetrwa zbliżenia i całkowicie odparowuje. Nazwa tej grupy upamiętnia niemieckiego astronoma Heinricha Kreutza, który w 1888 roku jako pierwszy udowodnił wspólne pochodzenie tych obiektów.
Najbardziej widowiskowe z komet
Odkrycie to jest pod wieloma względem bezprecedensowe. Żadna nadlatująca kometa z grupy Kreutza nie została dotąd odkryta tak daleko od Słońca i z tak dużym wyprzedzeniem, bo aż 11,5 tygodnia przed osiągnięciem peryhelium. Poprzedni rekord należał do wspaniałej komety C/1965 S1 (Ikeya-Seki), odkrytej zaledwie 33 dni przed peryhelium.
Zacznijmy od tego, że komety Kreutza należą do grona najjaśniejszych i najbardziej widowiskowych komet, jakie kiedykolwiek obserwowano. – Na przestrzeni ostatnich 2000 lat niebo wielokrotnie zdobiły niezwykle widowiskowe komety. Pojawiały się bez zapowiedzi, jakby znikąd, świecąc bardzo blisko Słońca na niebie. Niektóre z nich stawały się na tyle jasne, że można je było zobaczyć w pełnym świetle dnia – napisał na łamach magazynu „The Conversation” profesor astrofizyki Jonti Horner.
Odniósł się tym samym do tzw. „Wielkich Komet”, czyli wyjątkowo jasnych i tworzących długi, efektowny warkocz obiektów widoczny na dużej części nieba. Niegdyś ich pojawienie się wieściło wojny i katastrofy. – Wielka Kometa z 1965 roku – C/1965 S1 (Ikeya-Seki) – była najjaśniejszą kometą XX wieku. Odkryta zaledwie miesiąc przed najbliższym przejściem obok Słońca, osiągnęła jasność porównywalną z pełnią Księżyca i była łatwo widoczna gołym okiem w ciągu dnia. Wielka Kometa z 1882 roku, C/1882 R1, była jeszcze bardziej imponująca. W szczytowym momencie była sto razy jaśniejsza od pełni Księżyca i przez kilka miesięcy olśniewała na niebie – wylicza prof. Horner.
Fragmenty jednej kosmicznej skały
Wszystkie te spektakularne obiekty z ostatnich dwóch tysięcy lat naszej historii mają – jak się okazało – wspólne pochodzenie. Prawdopodobnie w IV lub w III wieku przez naszą erą olbrzymie jądro kometarne, o średnicy przekraczającej 100 km, zbliżyło się niebezpiecznie blisko powierzchni Słońca. Jakiś czas po tym zbliżeniu, już daleko od Słońca, kometa rozpadła się na dwie główne części, odrzucając przy tym wiele mniejszych kawałków. 600 lat później fragmenty te powróciły w pobliże Słońca. Zachowane relacje z 363 roku n.e. sugerują, że na ówczesnym niebie można było dostrzec kilka jasnych komet, z których cześć była widoczna także za dnia. Te powracające fragmenty ponownie się rozpadły.

– W XI wieku dwa największe pozostałe fragmenty pradawnej megakomety pojawiły się ponownie, stając się Wielkimi Kometami z lat 1106 i 1138. I znów doszło do fragmentacji – a produkty tych rozpadów obserwowano jako kolejne komety na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci – wyjaśnia ekspert. Dodajmy, że Wielka Kometa z 1138 roku został połączona przez Wincentego Kadłubka z rokiem śmierci Bolesława Krzywoustego oraz uznana za znak nadchodzącego rozbicia dzielnicowego i upadku jedności państwa.
Rozżarzyć niebo
Obecnie rodzina komet Kreutza obejmuje ogromną liczbę mniejszych obiektów, które rozpadają się w drodze ku Słońcu, jak również większe fragmenty zdolne do stworzenia spektakularnego widowiska. Amerykańska sonda SOHO zarejestrowała tysiące takich małych obiektów o rozmiarach od kilku do kilkudziesięciu metrów. Większe fragmenty pojawiają się znacznie rzadziej.
Właśnie dlatego C/2026 A1 (MAPS) jest wyjątkowa. Fakt wczesnej detekcji wskazuje, że może być dużym fragmentem pierwotnego jądra. Dlatego, jeśli tylko zachowa spójność, może stać się na tyle jasna, by można było oglądać ją w ciągu dnia. Jeśli jądro komety zacznie się rozpadać podczas przejścia obok Słońca, kometa może się gwałtownie rozjarzyć. Późny rozpad mógłby więc okazać się najlepszym możliwym scenariuszem dla zapierającego dech w piersiach widowiska.
Niedługo po peryhelium kometa przesunie się na wieczorne niebo. Ze względu na swoją orbitę, podobnie jak inne komety Kreutza, będzie – niestety – znacznie łatwiejsza do obserwacji z półkuli południowej.
Źródło: The Conversation
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

