Reklama

Nad Polską szykuje się powtórka sytuacji sprzed niemal dokładnie roku, kiedy to nastąpiła deorbitacja członu rakiety Falcon 9 firmy SpaceX, a jej szczątki spadły m.in. w Komornikach pod Poznaniem. Tym razem w atmosferę wleci jednak obiekt cięższy, bo ważący (prawdopodobnie) aż 12 ton. Falcon 9 ważył 4 tony. Tak masywny obiekt najprawdopodobniej nie spali się w ziemskiej atmosferze do końca i jakieś jego fragmenty dotrą do powierzchni Ziemi. Deorbitacja nastąpi między innymi nad Europą, a wśród lokalizacji, nad którymi przelatywać będzie ZQ-3 R/B jest północno-wschodnia Polska.

Polska Agencja Kosmiczna, inne instytucje i pasjonaci śledzą chińską rakietę

W najnowszym, dzisiejszym komunikacie, POLSA pisze: „Szacujemy wejście obiektu ZQ-3 R/B w atmosferę Ziemi pomiędzy 2026-01-30 02:35 UTC i 2026-01-30 15:51 UTC. Środek okna niepewności wejścia w atmosferę szacowany jest obecnie na: 2026-01-30 09:13 UTC +/- 06:38 godz., i może ulec zmianie”. Czas UTC to godzina wcześniej niż w Polsce. „Trajektoria obiektu w obecnym momencie pozostaje zgodna z predykcjami, które mogą zmienić się m. in. ze względu na właściwości aerodynamiczne stopnia rakiety oraz niedawną aktywność słoneczną – śledzenie obiektu za pomocą sensorów optycznych i radarowych pozwala na zmniejszenie niepewności przewidywań. Krajowe służby i instytucje są na bieżąco informowane wg obowiązujących porozumień i procedur operacyjnych”. – pisze POLSA

Popularyzator astronomii, Karol Wójcicki, na swoim fanpage-u „Z głową w gwiazdach” przytacza najnowsze dane europejskiego systemu EU SST: „EU SST wyznacza obecnie centralny moment deorbitacji na piątek 30 stycznia około godziny 12:04 czasu polskiego, przy wciąż bardzo szerokim oknie niepewności – od około 05:04 do 19:04. To normalne na tym etapie: przy tak niskiej orbicie nawet niewielkie zmiany gęstości atmosfery (zależne m.in. od aktywności słonecznej) czasami potrafią przesuwać moment wejścia o wiele godzin”.

Komentarz Obserwatorium Astrogeodynamicznego Centrum Badań Kosmicznych PAN

Dla National Geographic sytuację komentuje dr Paweł Lejba, kierownik Obserwatorium Astrogeodynamicznego Centrum Badań Kosmicznych PAN w Borówcu. – Obiekt spadnie na ziemię, to pewne. Jego rozmiary i masa są na tyle duże, że nie wszystko ulegnie spaleniu w atmosferze. Najprawdopodobniej rozpadnie się na wiele fragmentów i część z nich się spali, a część spadnie. To zjawisko losowe, przypadkowe – mówi dr Lejba.

Dodaje, że sytuacja jest monitorowana przez wiele instytucji, nie tylko w Europie, m.in. amerykańską sieć sensorów Space Surveillance Network. Śledzenie takiego obiektu w czasie rzeczywistym jest jednak bardzo trudne. Teleskopy optyczne potrzebują czystego nieba, a dane radarowe są mniej dokładne. – Będą pojawiać się dokładniejsze dane, ale stuprocentowej pewności co do lokalizacji i czasu deorbitacji mieć nie będziemy – dodaje Paweł Lejba.

Wejście obiektu w ziemską atmosferę jest już nieuniknione i pozostaje uważnie śledzić napływające informacje. Najważniejszy moment wciąż przed nami, a tzw. „okno niepewności” będzie się zawężać, na podstawie kolejnych danych napływających do obserwatoriów.

Źródła: POLSA, Z Głową w Gwiazdach

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Dziennikarka „National Geographic Traveler" i „Kaleidoscope". Przez wiele lat również fotoedytorka w agencjach fotograficznych i magazynach. W National-Geographic.pl pisze przede wszystkim o przyrodzie. Lubi podróże po nieoczywistych miejscach, mięso i wino.
Reklama
Reklama
Reklama