Wyścig, który przetrwał wojny i zmiany epok. Wielka Warszawska jest ikoną stolicy
Do polskich kin kilka dni temu trafił film „Wielka Warszawska”, opowiadający historię młodego dżokeja i świata wyścigów konnych. Choć fabuła jest fikcyjna, twórcy wyraźnie inspirowali się jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń sportowych w kraju. Wielka Warszawska to bowiem nie tylko wyścig, lecz część historii stolicy i tradycji, która przetrwała wojny, zmiany ustrojowe i przemiany obyczajowe. Skąd wzięła się jej legenda?

Tor Służewiec w Warszawie od dekad pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc polskiego sportu i życia towarzyskiego. Położony wśród zieleni, z charakterystycznymi modernistycznymi trybunami i rozległymi terenami wyścigowymi, jest przestrzenią, gdzie elegancja spotyka się z emocjami sportowej rywalizacji.
Kompleks o powierzchni około 138 hektarów należy do największych tego typu obiektów w Europie i do dziś zachowuje historyczny układ architektoniczny. To właśnie tutaj rozgrywany jest dziś wyścig, który od lat uznawany jest za najważniejsze wydarzenie sezonu wyścigów konnych w Polsce – Wielka Warszawska. Historia tego prestiżowego wydarzenia nie zawsze była jednak związana ze Służewcem, a na przestrzeni lat jego lokalizacja zmieniała się wraz z burzliwymi losami stolicy.
Wielka Warszawska – początki najważniejszej gonitwy w Polsce
Historia Wielkiej Warszawskiej sięga końca XIX wieku i od początku była związana z ambicją stworzenia w Polsce wyścigu na poziomie europejskim. Pierwszą edycję rozegrano 27 października 1895 roku na Polu Mokotowskim w Warszawie z inicjatywy Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Królestwie Polskim – organizacji, która odegrała kluczową rolę w rozwoju nowoczesnej hodowli koni pełnej krwi angielskiej na ziemiach polskich.
Wzorowano się na prestiżowych gonitwach zachodnich, przede wszystkim paryskim Grand Prix de Paris, a z czasem wyścig zaczął pełnić funkcję międzynarodowej gonitwy porównawczej, w której ścierały się linie hodowlane i potencjał najlepszych stajni. Historyczne zwycięstwo odniósł koń Aschabad, dosiadany przez jeźdźca Wiksa w barwach hrabiego Ludwika Krasińskiego – jednego z najważniejszych mecenasów polskiego wyścigowego świata przełomu wieków. Ten triumf uznaje się za symboliczny początek ponadstuletniej tradycji wydarzenia.
Losy wyścigu odzwierciedlały jednak burzliwą historię regionu. W latach 1905-1912 gonitwa została zawieszona z powodu ograniczenia finansowania przez władze rosyjskie, co pokazuje, jak silnie sport był uzależniony od realiów politycznych zaborów. Po krótkim powrocie w 1913 roku przerwała ją I wojna światowa. W 1917 roku polskie środowisko wyścigowe przeniosło zawody do Odessy, gdzie organizacją zajmował się Fryderyk Jurjewicz – postać tak zasłużona dla rodzimej hodowli koni, że w okresie międzywojennym jego imieniem nazwano Wielką Warszawską. Był to czas, gdy wyścigi konne pełniły nie tylko funkcję sportową, ale też reprezentacyjną, stając się elementem tożsamości elit II Rzeczypospolitej.
Po II wojnie światowej wyścig reaktywowano najpierw w Lublinie jako Wielką Nagrodę Lubelską, a w latach 1946-1948 przeniesiono go na warszawski Służewiec – nowoczesny tor, który stał się powojennym centrum polskiego turfu. Dystans ustabilizował się na 2400 metrów, czyli klasycznej trasie sprawdzającej zarówno wytrzymałość, jak i taktykę. Od tamtej pory gonitwa stała się najważniejszym wyścigiem porównawczym w kraju, w którym rywalizują najlepsze konie sezonu (trzyletnie, jak i starsze), a jej prestiż buduje ciągłość tradycji przerwanej jedynie przez wielkie wydarzenia historyczne.
Dlaczego Wielka Warszawska to legenda polskich wyścigów?
Wielka Warszawska od dekad funkcjonuje w świadomości kibiców jako wydarzenie o randze wykraczającej poza zwykłą gonitwę sportową. W świecie turfu porównuje się ją do paryskiego Prix de l’Arc de Triomphe czy niemieckiego Preis von Europa, gdyż jest polskim wyścigiem referencyjnym, w którym spotykają się najlepsze konie różnych roczników, często także rywale trenowani za granicą.
To właśnie ta otwarta formuła sprawia, że wielu znawców uznaje ją za bardziej wymagającą sportowo niż Derby. Nie wszystkie wybitne konie są gotowe na start w derbowej gonitwie jako trzylatki, ponieważ dojrzewają później, wracają po kontuzjach lub dopiero jesienią osiągają pełnię możliwości. Wielka Warszawska staje się więc miejscem ostatecznej weryfikacji klasy, gdzie czempioni potrafią pokonać nawet zwycięzców „Błękitnej Wstęgi”, a różnice wieku i doświadczenia dodają rywalizacji wyjątkowej dramaturgii. Gonitwa rozgrywana jest co roku na przełomie września i października, tradycyjnie zamykając sezon wyścigowy w Polsce, co dodatkowo wzmacnia jej symboliczne znaczenie jako finału całorocznej rywalizacji.
O potędze legendy decydują również jej bohaterowie. To właśnie w tej gonitwie błyszczały konie, które później stawały się filarami polskiej hodowli, a nazwiska wybitnych dżokejów, trenerów i właścicieli zapisały się w historii toru. Rekord toru na dystansie 2400 metrów (2:40,3) ustanowił w 2011 roku Intens, a wynik ten do dziś pozostaje punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń. Wśród trenerów absolutnym rekordzistą pozostaje Andrzej Walicki z dziesięcioma triumfami, natomiast wśród jeźdźców Jerzy Jednaszewski, który wygrał ją ośmiokrotnie. Takie statystyki budują ciągłość pokoleń, mitologię toru i sportową pamięć środowiska.
Jednocześnie Wielka Warszawska to zjawisko społeczne i kulturowe. Dzień wyścigu od lat ma charakter święta z atmosferą dawnej Warszawy – eleganckie stylizacje, kapelusze, muzyka nawiązująca do międzywojnia, pokazy i konkursy tworzą klimat, który odróżnia to wydarzenie od zwykłego dnia na torze. Trybuny wypełniają zarówno znawcy, jak i osoby przychodzące tu raz w roku właśnie na to jedno wydarzenie. Kultowy status oddaje nawet popkultura – w serialu „Jan Serce” padło zdanie: „W życiu prawdziwego warszawiaka liczą się tylko trzy daty: Powstania, urodzin i Wielkiej Warszawskiej”. To pokazuje, że gonitwa stała się symbolem miasta, tradycji i wyścigowej pasji.
Źródła: Tor Służewiec, Legendy Polskiego Jeździectwa, Polska Cyfrowa Biblioteka Jeździecka
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.


