Tragiczny koniec dynastii nie pozostawia żadnych złudzeń. Anastazja Romanowa padła ofiarą brutalnego mordu
Anastazja Romanowa, czwarta córka cara Mikołaja II, na pewien czas stała się największą zagadką XX wieku. Tuż po jej śmierci zaczęły krążyć plotki, że dziewczyna miała przeżyć własną egzekucję z rąk bolszewików. W tym kontekście tajemnicza Anna Anderson, podająca się za wielką księżną, stała się wodą na młyn dla zwolenników tezy o ucieczce Romanowej. Jednak DNA nie kłamie. W 2008 roku udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że wszystkie carskie córki zginęły w piwnicy domu Ipatiewa.

Spis treści:
17-letnia Anastazja Romanowa zginęła tragicznie w 1918 roku, ale dla wielu pozostała żywa aż do 1984 roku. Teza o ucieczce wielkiej księżna była narracyjnym majstersztykiem, który mistrzowsko wykorzystywał historyczne luki. Nie jest więc specjalnie zaskakujące, że nawet niektóre osoby z bliskiego otoczenia carskiego dworu uwierzyły Annie Anderson, a właściwie – Franciszce Szankowskiej. Być może była ona genialną oszustką, choć wydaje się prawdopodobne, że należy ją postrzegać raczej jako głęboko zaburzoną kobietę, która uwierzyła we własne urojenia.
Narodziny czwartej córki
Kiedy 18 czerwca 1901 roku, w Peterhofie, urodziła się Anastazja, Imperium Rosyjskie wstrzymało oddech. Nie z zachwytu, a z niepokoju. Car Mikołaj II i caryca Aleksandra Fiodorowna mieli już trzy córki – Olgę, Tatianę i Marię. Zgodnie z prawem, które w XVIII wieku wprowadził car Paweł I, sukcesja tronu mogła przebiegać jedynie w linii męskiej. Rosja potrzebowała carewicza – stabilizatora dynastii w burzliwych czasach. Narodziny czwartej dziewczynki były dla dworu i opinii publicznej politycznym rozczarowaniem.
Niesforna Anastazja
Mimo początkowego rozczarowania, Anastazja stała się najbardziej wyrazistą i zapamiętaną z sióstr. Jej narodziny nie rozwiązały dynastycznego kryzysu, za to wprowadziły do surowej etykiety dworskiej element humoru i chaosu.
Ostatnia z linii wielka księżna od najmłodszych lat wyróżniała się na tle swoich bardziej ułożonych sióstr. Była uroczym, a przy tym także trudnym do opanowania dzieckiem. Jej kuzynka, księżniczka Nina Gieorgijewna, w swoich wspomnieniach użyła nawet sformułowania, że Anastazja bywała „złośliwa aż do granic zła”.
Kiedy się bawiła, to do upadłego, kiedy dokuczała, robiła to z premedytacją. Niejednokrotnie podkładała nogę służącym lub wspinała się na drzewo i odmawiała zejścia. Jej impulsywność doskonale oddaje anegdota o śnieżce. Podczas pobytu w polskiej posiadłości rodziny Anastazja, chcąc zyskać przewagę w bitwie na śnieżki, umieściła wewnątrz kuli ciężki kamień. Rzuciła nim w swoją starszą siostrę, Tatianę, z taką siłą, że ta upadła na ziemię, tracąc na chwilę świadomość.
Surowe wychowanie
Gdy mowa o carskich dzieciach, wyobraźnia podsuwa obraz dorastania w niewyobrażalnym luksusie. Jednak wbrew powszechnym wyobrażeniom, wychowanie wielkich księżnych było surowe.
Anastazja dzieliła pokój z Marią. Ich sypialnia była urządzona ascetycznie. Dziewczynki spały na twardych, wojskowych łóżkach polowych, co miało hartować kręgosłupy i charaktery, a rano brały zimne kąpiele.
Opiekunka młodszego brata
W 1904 roku urodził się Aleksiej, upragniony carewicz. W miarę dorastania Anastazja stała się jedną z najważniejszych osób w życiu chorego na hemofilię chłopca. Rozumiała go bez słów. Kiedy Aleksiej cierpiał z powodu krwotoków wewnętrznych, a ból przykuwał go do łóżka, to właśnie ona potrafiła go rozśmieszyć, odwracając jego uwagę od cierpienia.
Egzekucja carskiej rodziny

Koniec beztroskiego dzieciństwa wielkiej księżnej nastąpił, gdy wybuchła I wojna światowa. Abdykacja Mikołaja II w marcu 1917 roku, była szokiem. Rodzina z dnia na dzień stała się więźniami we własnym domu. Romanowowie najpierw zostali przeniesieni do Tobolska na Syberii, a następnie do Jekaterynburga. Jednak nawet w trudnych warunkach aresztu domowego Anastazja nie straciła ducha. Relacje z tego okresu mówią o tym, że wciąż dokuczała strażnikom, organizowała domowe teatrzyki i była spoiwem, które trzymało morale rodziny w ryzach.
Dom Ipatiewa
Wiosną 1918 roku Romanowowie trafili do domu inżyniera Ipatiewa w Jekaterynburgu. Warunki były tu znacznie gorsze niż w Tobolsku. Okna zamalowano wapnem, wokół domu wzniesiono podwójną palisadę. Strażnicy byli wulgarni i brutalni.
Egzekucja bez procesu
Gdy Lenin doszedł do władzy, postanowił wykorzenić ostatnich z linii Romanowów bez procesu. W nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku, około północy, komendant domu obudził całą rodzinę i nakazał zejście do piwnicy z powodu rzekomych zamieszek w mieście. Romanowowie wypełnili polecenie. Nagle do pomieszczenia wkroczył pluton egzekucyjny. Komendant odczytał wyrok. Chwilę później padły strzały. Ci, którzy przeżyli, zostali dobici bagnetami.
Teza o ucieczce
Leninowi zależało, by utrzymać śmierć Romanowów w tajemnicy. Jednak mieszkańcy Jekaterynburga słyszeli strzały, a ich uwadze nie umknął też fakt, że nagle dom Ipatiewa opustoszał. Jakiś czas później, pojawiły się pogłoski o ucieczce jednej z córek cara. Nagle w Europie zaczęły pojawiać „cudownie ocalone” księżne. Jedną z nich była kobieta, która przedstawiała się jako Anna Anderson.
Według jej relacji, podczas wynoszenia ciał do ciężarówki jeden z żołnierzy miał zauważyć, że Anastazja wciąż oddycha. Nie wrzucił jej do szybu kopalnianego, a ukrył w wozie, przykrywając plandeką. Później miał wywieźć ranną Anastazję na zwykłym, chłopskim wozie do bezpiecznej Rumunii.
Tam rzekomo żyli razem jako para. Wybawiciel miał jednak zginąć w ulicznej bójce. Osamotniona, zniszczona psychicznie i fizycznie Anastazja, nie mając środków do życia ani ochrony, postanowiła udać się do Berlina, by szukać pomocy u swojej ciotki, księżniczki Ireny.
Anna Anderson nie była cudownie ocaloną Anastazją
Spośród dziesiątek kobiet, które podawały się za Anastazję, tylko Anna Anderson zdołała przekonać do swojej opowieści niektórych z otoczenia cara. Jej historia zaczęła się 17 lutego 1920 roku, w Berlinie. Młoda kobieta skoczyła z mostu Bendler do kanału Landwehr. Została uratowana i trafiła do szpitala psychiatrycznego w Dalldorf. Nie miała dokumentów ani nie mówiła. Na jej ciele widoczne były liczne blizny. Gdy w końcu przemówiła, wyznała, że nazywa się Anastazja Nikołajewna Romanowa.
Swoją deklarację poparła znajomością szczegółów z życia dworu i carskiej rodziny i wiarygodnie brzmiącą historią ocalenia. Nie można też nie wspomnieć, że wykazywała fizyczne podobieństwo do najmłodszej wielkiej księżnej.
Sądowa batalia
Sprawa Anny Anderson (takie nazwisko przybrała, by móc wyrobić dokumenty) trafiła do niemieckich sądów w 1938 roku i ciągnęła się aż do lat 70., stając się najdłuższym procesem cywilnym w historii Niemiec. Stawką było uznanie jej tożsamości i prawo do spadku po Romanowach.
W czasach przed erą DNA, antropologia i biometria były szczytem techniki kryminalistycznej. Jednym z najmocniejszych dowodów przedstawionych w sądzie był „test ucha”. Kształt małżowiny usznej jest unikatowy dla każdego człowieka. Biegli sądowi porównali zdjęcia Anastazji i Anny Anderson. Znaleźli 17 punktów zgodności anatomicznej. W innej ekspertyzie lewe ucho Anderson otrzymało ocenę 5, co oznaczało idealne dopasowanie. Dla wielu prawników i badaczy był to twardy dowód, ważniejszy niż zawodna pamięć świadków.
Przeciwnicy Anny Anderson wytoczyli jednak potężne działo. Wynajęci przez rodzinę Hesse prywatni detektywi ustalili, że w tym samym czasie, gdy Anderson pojawiła się w Berlinie, zaginęła polska robotnica fabryczna – Franciszka Szankowska. Kobieta pochodziła z Pomorza i pracowała w fabryce amunicji, gdzie uległa wypadkowi. Miała historię chorób psychicznych.
Ostateczna weryfikacja
Po śmierci Anderson w 1984 roku, wydawało się, że zagadka pozostanie nierozwiązana. Jednak w szpitalu w Virginii odnaleziono próbkę jej tkanki pobraną podczas operacji w 1979 roku. W 1994 roku przeprowadzono badania mitochondrialnego DNA. Porównano je z próbką od księcia Filipa, wnuka siostry carycy Aleksandry. Wynik: brak zgodności. Anna Anderson nie była spokrewniona z Romanowami. Co więcej, jej DNA pasowało do Karla Mauchera, krewnego Franciszki Szankowskiej.
Równolegle toczyła się sprawa szczątków w Jekaterynburgu. W 2007 roku, niedaleko pierwszego masowego grobu, odkryto drugie, mniejsze miejsce pochówku. Znaleziono tam 44 fragmenty spalonych kości. Badania DNA potwierdziły, że to szczątki carewicza Aleksieja i jednej z córek Mikołaja II. Bilans ciał zaczął się zgadzać, a teza o ucieczce Anastazji została naukowo obalona.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

