To polski szlachcic wymyślił struny z metalowym oplotem, które zmieniły muzykę. Niezwykłe historyczne śledztwo na UW
Co łączy koncerty fortepianowe Chopina, skrzypcowe wirtuozerstwo Vivaldiego i ciężkie riffy Metalliki? Wszystkie wykorzystywane przez artystów instrumenty, aby generować czyste i głębokie basy, wykorzystują struny z metalowym oplotem. Choć wynalazek ten zrewolucjonizował światową muzykę ponad 300 lat temu, jego twórca pozostawał anonimowy. Zmieniło to dopiero naukowe śledztwo przeprowadzone na Uniwersytecie Warszawskim.

Odkrycie dr Emily Peppers zrewolucjonizowało światową muzykologię. Okazuje się, że za fundamentalną zmianą w budowie instrumentów stoi człowiek całkowicie zapomniany – wszechstronnie uzdolniony wynalazca, wywodzący się prosto z serca Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Dlaczego kiedyś basy brzmiały fatalnie?
Kiedyś osiągnięcie niskich, basowych tonów było logistycznym koszmarem. Lutnicy z XVII wieku musieli polegać na strunach wytwarzanych z materiałów organicznych – głównie z preparowanych jelit zwierzęcych.
Aby uzyskać odpowiednio niski dźwięk, struna musiała być ekstremalnie gruba i długa. Jak tłumaczy dr Emily Peppers, muzykolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, do stworzenia jednej grubej struny basowej trzeba było jelit z nawet 60 owiec. Takie konstrukcje brzmiały jednak głucho, były bardzo sztywne i błyskawicznie się rozstrajały. Instrumentom strunowym brakowało głębi, która mogłaby wypełnić większe przestrzenie.
Tajemniczy „Goretsky” i śledztwo w archiwach
Z historycznych zapisków oksfordzkiego badacza Roberta Boyle’a (uznawanego za ojca nowoczesnej chemii) wiadomo było jedynie tyle, że w połowie XVII wieku niejaki „Goretsky” wynalazł rewolucyjne struny do lutni – owinięte srebrnym drutem. Nikt jednak do tej pory nie potrafił zidentyfikować, kim był ten człowiek.
Na trop wpadła dopiero dr Peppers. Badaczka przeczesywała europejskie archiwa, szukając osób, których nazwisko Anglicy mogli fonetycznie zapisać jako „Goretsky”. Przełom nastąpił w warszawskim Archiwum Głównym Akt Dawnych. To tam odkryła listy pisane z Oksfordu do księcia Bogusława Radziwiłła. Ich autorem okazał się Olbrycht Górecki – polsko-litewski szlachcic, poliglota i polimata.
Górecki (żyjący w latach ok. 1621–1684) był weteranem z czasów powstania Chmielnickiego i zagorzałym kalwinistą. To prawdopodobnie prześladowania religijne w Rzeczypospolitej zmusiły go do emigracji. Przez Holandię trafił w 1654 roku do Anglii, gdzie wsiąkł w oksfordzkie środowisko wybitnych intelektualistów (Respublica Literaria). Zafascynowany nauką, przesiadywał w pierwszych brytyjskich kawiarniach, gdzie przy dawce kofeiny debatowano o gęstości materii, fizyce i akustyce.
To luksusowa moda zmieniła muzykę
Górecki dokonał genialnego w swojej prostocie transferu technologii. Jako zamożny emigrant miał dostęp do technik hafciarskich, w których używano ekstremalnie cienkiego, srebrnego drutu (o średnicy mniejszej niż ludzki włos). Wówczas wykorzystywano go wyłącznie do produkcji luksusowej odzieży – przetykano nim pasy kontuszowe czy damskie rękawiczki. Szlachcic wpadł na pomysł, by tym cienkim srebrem ciasno owinąć tradycyjną strunę z jelita.
– Skoro z debat w kawiarniach wiedział, że gęstość jest najważniejsza dla uzyskania niskiego dźwięku, owinął strunę tak ciasno, jak to możliwe – tłumaczy badaczka z UW. Dodanie metalu drastycznie zwiększało gęstość struny i obniżało jej częstotliwość, nie pozbawiając jej jednocześnie naturalnej elastyczności.
Rewolucja potrzebowała czasu
Jak każda innowacja, wynalazek Góreckiego początkowo spotkał się z pewnym oporem. Nowe, metaliczne struny miały inną wagę i stawiały palcom inny opór, co zmuszało muzyków do modyfikacji latami wyuczonych technik gry.
Złoty wiek dla tego wynalazku nadszedł pod koniec XVII i na początku XVIII wieku. To wtedy słynny francuski kompozytor Jean de Sainte-Colombe zaczął używać ich w swojej violi da gamba. Sam Antonio Stradivarius – znany włoski lutnik – eksperymentował z różnymi splotami oplotów w swoich legendarnych instrumentach.
Wynalazek polsko-litewskiego szlachcica sprawił, że dźwięk instrumentów stał się donośniejszy, pozwalając przenieść muzykę z małych, kameralnych saloników do potężnych sal koncertowych. Do dziś stosuje się go nie tylko w gitarach, ale i wiolonczelach, skrzypcach czy fortepianach.
Źródło: naukawpolsce.pl
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.

