Reklama

Spis treści:

  1. Tajemniczy obiekt nad Bałtykiem. Pilot poprosił o zgodę na otwarcie ognia
  2. BALTOPS ’83, cele ćwiczebne i wojskowe samoloty. Co znajdowało się w powietrzu?
  3. Czy tajemniczym obiektem mógł być balon meteorologiczny?
  4. Ślad na radarze nie musi oznaczać niezwykłego pojazdu
  5. Wojsko PRL miało procedury dotyczące UFO
  6. Czy Polska bada dziś niezidentyfikowane zjawiska powietrzne?
  7. Czy wojskowe archiwa skrywają kolejne raporty o UFO?

Już w czasach PRL piloci relacjonowali spotkania z niezidentyfikowanymi obiektami, czasem rejestrowanymi także przez radary. Nie oznacza to jednak, że znamy naturę tych zjawisk – ani że należy łączyć je z wizytami pozaziemskich cywilizacji.

Tajemniczy obiekt nad Bałtykiem. Pilot poprosił o zgodę na otwarcie ognia

Jeden z najbardziej spektakularnych przypadków zdarzył się 6 lipca 1983 roku nad Bałtykiem. Załoga wojskowego samolotu szkolno-treningowego TS-11 Iskra dostała zadanie przechwycenia celu powietrznego namierzonego przez radar. Kpt. Zbigniew Praszczałek i ppor. Marek Jacewicz zbliżyli się do niego na kilkaset metrów.

Pilot opisał czarny, podłużny walec o zaokrąglonych końcach, mający około sześciu metrów długości. Obiekt nie miał skrzydeł, usterzenia, widocznego napędu ani smugi. Dzisiejszemu czytelnikowi opis może przypominać osławionego „Tic Taca” obserwowanego przez amerykańskich pilotów w 2004 roku.

Płk Ryszard Grundman, wieloletni pilot i szef Służby Ruchu Lotniczego WLOP, opisał tę sytuację w wydanej w 1999 roku książce „Polscy piloci i UFO”, napisanej wspólnie z publicystą Bronisławem Rzepeckim. Grundman pisał, że informacje o incydencie otrzymał jeszcze w 1983 roku od płk. Jerzego Topolnickiego, którego określał jako ówczesnego szefa lotnictwa. Topolnicki miał wyjąć z sejfu raport Praszczałka. Według tej relacji obiekt wykonywał gwałtowne manewry, a pilot poprosił o zgodę na użycie broni. Otrzymał ją dopiero w chwili, gdy cel błyskawicznie znikał z pola widzenia.

BALTOPS ’83, cele ćwiczebne i wojskowe samoloty. Co znajdowało się w powietrzu?

Co mogła widzieć załoga Iskry? Najpierw trzeba sprawdzić bardziej przyziemne wyjaśnienia. 6 lipca kończyły się na Bałtyku ćwiczenia BALTOPS ’83 z udziałem okrętów i samolotów państw NATO. W rejonie działała też 19. Lotnicza Eskadra Holownicza w Słupsku, której samoloty Jak-40 przystosowano do holowania rękawów strzeleckich. Na poligonie Ustka–Wicko Morskie używano również sztucznych celów powietrznych.

Nie można zatem wykluczyć, że załoga zobaczyła element któregoś z prowadzonych wówczas ćwiczeń. Holowany rękaw lub sztuczny cel mógłby tłumaczyć nietypowy kształt obiektu, ale nie wszystkie szczegóły relacji pilota.

Czy tajemniczym obiektem mógł być balon meteorologiczny?

Innym kandydatem jest balon. W Łebie działała stacja aerologiczna, a radiosondaże wykonywano tam kilka razy na dobę. Mariusz Gieryk, kierownik Stacji Meteorologicznej w Łebie potwierdził, że w zależności od wiatru balon mógł przemieścić się nawet o kilkaset kilometrów. Zmiany kierunku wiatru na różnych wysokościach mogły też wpływać na tor jego lotu.

Żaden z tych tropów nie pasuje jednak bez zastrzeżeń. Zwykły balon nie wykonuje gwałtownych nawrotów, a holowany rękaw nie porusza się samodzielnie. Trzeba również pamiętać, że podane przez pilota rozmiary, odległość i prędkość nie były pomiarami instrumentalnymi.

Błąd w ocenie odległości wpływa na szacowaną wielkość i prędkość obiektu. Manewry własnego samolotu mogą natomiast potęgować wrażenie jego gwałtownego ruchu. To jedna z przyczyn, dla których niezidentyfikowane zjawisko powietrzne nie jest automatycznie dowodem na obecność „obcych”.

Ślad na radarze nie musi oznaczać niezwykłego pojazdu

Także radar nie rozstrzyga sprawy. Prof. Mateusz Pasternak, specjalista w dziedzinie radiolokacji z Wojskowej Akademii Technicznej, zwraca uwagę, że radary wojskowe z początku lat 80. były analogowe i podatne na zakłócenia, zjawiska atmosferyczne oraz fałszywe echa.

Jego zdaniem możliwa była sytuacja, w której radar śledził jeden cel, natomiast pilot podczas poszukiwania wzrokowego utożsamił z nim inny obiekt. Podobne problemy interpretacyjne pojawiają się również przy analizowaniu współczesnych obserwacji. Nawet opublikowany przez Pentagon raport obejmujący 144 obserwacje UFO nie pozwolił jednoznacznie wyjaśnić większości opisanych zdarzeń.

Wojsko PRL miało procedury dotyczące UFO

Wiemy natomiast, że wojsko stworzyło procedury dotyczące takich zdarzeń. Grundman cytuje pochodzące z 1984 roku „Zasady…” odnoszące się do „nietypowych obiektów latających”. Nakazywały one meldowanie obserwacji, śledzenie obiektów, zabezpieczanie materiałów oraz przekazywanie analiz do Sztabu Generalnego.

Sam fakt istnienia instrukcji nie świadczy o tym, że wojsko uważało obserwowane obiekty za pojazdy pozaziemskie. Pokazuje jednak, że niezidentyfikowane cele traktowano jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej. Podobne podejście widać dziś w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie wojsko zaczęło posługiwać się terminem UAP, czyli niezidentyfikowane zjawiska anomalne, a Pentagon powołał specjalne biuro zajmujące się ich analizą.

Czy Polska bada dziś niezidentyfikowane zjawiska powietrzne?

Czy podobne procedury obowiązują dzisiaj? W sierpniu 2026 roku MON poinformował autora artykułu, że nie posiada informacji o następcy dokumentu z 1984 roku. Dyrektor Archiwum Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie dr Danuta Maria Hać wskazała, że nie odnalazła w swojej placówce instrukcji ani materiałów szkoleniowych dotyczących sposobu postępowania po zaobserwowaniu niezidentyfikowanego obiektu latającego.

Temat powrócił jednak do debaty publicznej. Pod koniec 2025 roku do Sejmu trafiła petycja wraz z projektem ustawy dotyczącej monitorowania i analizowania UAP.

Czy wojskowe archiwa skrywają kolejne raporty o UFO?

Archiwum Grundmana nie dowodzi wizyt pozaziemskich. Pokazuje jednak, że polscy wojskowi spotykali cele, których nie potrafili od razu zidentyfikować, próbowali je przechwytywać i sporządzali na ich temat meldunki.

Nie jest to sytuacja wyjątkowa. W ostatnich latach także amerykańskie władze potwierdziły autentyczność kilku wojskowych nagrań przedstawiających niezidentyfikowane obiekty. Autentyczność nagrania lub meldunku nie przesądza jednak o naturze zarejestrowanego zjawiska. Jeśli relacje przytoczone przez Grundmana znajdują potwierdzenie w dokumentacji wojskowej, w polskich archiwach mogą nadal spoczywać raporty, które pomogłyby rozwiązać przynajmniej część tych lotniczych zagadek.

Źródło: Ryszard Grundman, Bronisław Rzepecki, Polscy piloci i UFO, Wydawnictwo „Czas UFO”, 1999.

Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz ekspert

Jacek Brzozowski

Publicysta i autor książek. Miłośnik historii, szczególnie jej niewyjaśnionych i zapomnianych epizodów, które stara się konfrontować z dokumentami archiwalnymi i materiałami źródłowymi. Autor nagradzanej akcji eksploracyjno-historycznej „Jezioro Tajemnic” oraz powieści inspirowanych autentycznymi wydarzeniami, m.in. „Obręcz. Gdynia 1959”, osnutej wokół niewyjaśnionego incydentu z obiektem NOL w gdyńskim porcie.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...