Patchworkowe rodziny sprzed pięciu tysiącleci. Taki typ relacji to żadna nowość
Współczesne rodziny patchworkowe mają dłuższą historię, niż sądziliśmy. Badania kopalnego DNA ujawniają, że już 5000 lat temu w Europie Środkowej więzi społeczne i adopcje były fundamentem społeczności. Do takich wniosków doprowadziły badania genetyczne.

Epoka neolitu stanowiła fundamentalny zwrot w historii ludzkości. Wówczas to społeczności porzuciły koczowniczy tryb życia na rzecz rolnictwa i hodowli zwierząt oraz zamieszkiwania stałych i coraz liczniejszych osad.
Taki sposób życia rozprzestrzeniał się w Europie już ponad 7 tys. lat temu. Między 3600 a 2800 rokiem p.n.e. w Europie Środkowej te wczesne społeczności rolnicze już nieco okrzepły. I zaczęły wznosić monumentalne konstrukcje z potężnych głazów, określane jako grobowce megalityczne.
Czym były megality?
Struktury megalityczne do dziś budzą podziw, a przez lata pozostawały zagadką dla archeologów. Badacze przeszłości zastanawiali się, kto dokładnie był w nich chowany i jak rozprzestrzeniała się idea ich budowy – czy poprzez migrację ludności, czy wymianę myśli.
Archiwum zapisane w kościach
Aby rozwikłać te tajemnice, międzynarodowy zespół naukowców, koordynowany przez Uniwersytet w Kilonii, przeprowadził analizy starożytnego DNA (aDNA) pobranego z kości 203 osób. Szczątki te pochodziły z sześciu kompleksów grobowych związanych z kulturą Wartberg oraz grupami zachodniej kultury pucharów lejkowatych, zlokalizowanych na terenach dzisiejszych Niemiec. Wyniki prac opublikowane w czasopiśmie „Science” rzucają nowe światło na strukturę społeczną tamtych czasów.
Rodzina jako wybór, a nie tylko biologia
Analizy wykazały, że osoby pochowane w tym samym grobowcu nie zawsze były ze sobą spokrewnione biologicznie. – Wygląda na to, że więzi społeczne również odgrywały rolę przy decydowaniu o tym, kto spocznie obok siebie w grobowcu. To zaskakujące. Badania grobowców megalitycznych w Irlandii czy Szwecji sugerują wspólne pochówki biologicznych rodzin nuklearnych – wyjaśnia współautorka badań, profesor Almut Nebel z Uniwersytetu w Kilonii.
W jej ocenie w badanych przez nią miejscach mamy ewidentnie do czynienia z grobami społeczności patchworkowych. Sugeruje to, że już 5000 lat temu więzi społeczne były zaskakująco elastyczne, a wspólny pochówek mógł wynikać z adopcji lub innych form pokrewieństwa społecznego.
Podróże bez koni. Neolityczni rekordziści
Badania ujawniły również, że neolityczne społeczności były znacznie bardziej mobilne, niż dotychczas sądzono. Przykładem jest młody mężczyzna pochowany w Sorsum, którego biologiczny ojciec spoczął w Niedertiefenbach – miejscu oddalonym o około 250 kilometrów. Tak znaczne odległości były pokonywane w ciągu zaledwie jednego pokolenia, co jest zdumiewające, biorąc pod uwagę, że nie wykorzystywano wówczas koni jako środka transportu
Mobilność jest kobietą
Dane wskazują, że bliscy krewni często żyli i umierali daleko od siebie, a szczególną mobilnością wykazywały się dziewczęta i kobiety. Wcześniejsze teorie zakładały znacznie mniejszy zasięg przemieszczania się jednostek w ciągu ich życia. Odkrycia te potwierdzają wizję neolitu jako epoki dużej ruchliwości, która sprzyjała budowaniu rozległych sieci kontaktów między oddalonymi od siebie grupami.
Architektura jako idea, nie geny
Kluczowym wnioskiem z badań jest też sposób, w jaki rozprzestrzeniała się architektura megalityczna. Porównanie DNA badanych grup z populacjami z Europy Zachodniej wykazało brak bezpośrednich powiązań genetycznych.
To każe nam sądzić, że zwyczaj budowania kamiennych monumentów nie był efektem masowych wędrówek jednego ludu, lecz rozprzestrzeniał się jako idea przekazywana kulturowo. Kilkadziesiąt lat temu forsowano teorię „megalitycznej religii”, którą mieli rozprzestrzeniać pradziejowi misjonarze. Wygląda na to, że nie ma ona wiele wspólnego z prawdą.
Źródło: Science
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. przewodniki turystyczne po Egipcie oraz popularnonaukowe książki: „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” i „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek.

