Państwo żydowskie mogło powstać w Afryce. Plan niemal rozbił ruch syjonistyczny
Na początku XX wieku brytyjski rząd zaproponował utworzenie autonomicznej kolonii żydowskiej w Afryce Wschodniej. Theodor Herzl uznał ją za tymczasowe schronienie dla ludzi uciekających przed pogromami. Dla części syjonistów zgoda na ten plan oznaczała jednak zdradę marzenia o powrocie do Ziemi Izraela.

Spis treści:
- Państwo żydowskie w Afryce? Plan ugandyjski podzielił syjonistów
- „Spisek ugandyjski” i polityczny pakt Herzla z antysemitą
- Plan ugandyjski wygrał głosowanie, ale osłabił Herzla
Na początku XX wieku przyszłość ruchu syjonistycznego wcale nie wydawała się przesądzona. Jedna z najgłośniejszych propozycji zakładała utworzenie autonomicznego terytorium żydowskiego nie w Palestynie, lecz w brytyjskiej Afryce Wschodniej. Pomysł przedstawiony przez Theodora Herzla wywołał gwałtowny spór i niemal doprowadził do rozłamu w ruchu. Poniższy fragment pochodzi z książki Michaela Stanislawskiego „Syjonizm”, wydanej w Polsce w serii „Krótkie Wprowadzenie”.
Państwo żydowskie w Afryce? Plan ugandyjski podzielił syjonistów
Paradoksalnie, to właśnie ortodoksyjni syjoniści sprzymierzyli się z Herzlem w wielu sprawach kluczowych dla ruchu. Za znacznie większe zagrożenie uważali bowiem heretycki, w ich pojęciu, program społeczny i kulturowy socjalistów i syjonistów „duchowych”. Uwidoczniło się to szczególnie podczas awantury, do której doszło w trakcie VI Kongresu Syjonistycznego w Bazylei w 1903 roku, gdy Herzl przedstawił propozycję, jaką otrzymał niedawno od rządu brytyjskiego. Dotyczyła ona utworzenia autonomicznej kolonii żydowskiej w Ugandzie w Brytyjskiej Afryce Wschodniej — na obszarze niepokrywającym się z obecnym terytorium Ugandy.
Herzl odnosił się do tego pomysłu z wielkim entuzjazmem, uważając go za olbrzymi sukces dyplomatyczny: oto jedno z mocarstw uznaje w istocie ideę Judenstaat. Podczas obrad podkreślał wielokrotnie, że projekt ten jest w pełni zgodny z Programem Bazylejskim i wskazaniem tam Palestyny jako jedynej ojczyzny dla Żydów — postulatem, który sam też gorąco popierał. Kolonia w Ugandzie miałaby służyć jedynie jako tymczasowe schronienie dla prześladowanych Żydów, zwłaszcza z Cesarstwa Rosyjskiego. W tamtym czasie padli oni ofiarą największego pogromu od początku lat 80. XIX wieku — pogromu w Kiszyniowie w kwietniu 1903 roku. Według często przytaczanego sformułowania Nordaua Uganda miała być jedynie Nachtasyl — „noclegownią” dla Żydów zmuszonych do ucieczki przed oprawcami.
„Spisek ugandyjski” i polityczny pakt Herzla z antysemitą
Przytłaczająca większość delegatów z Europy Wschodniej — a także inni, w tym z Ameryki — widziała jednak w tym „spisku ugandyjskim” ostateczny dowód, jak dalece Herzl i Nordau są w istocie obojętni na to, co stanowi sedno sprawy żydowskiej. Ziemia Izraela była, jak wywodzili, jedyną możliwą lokalizacją historycznej i duchowej ojczyzny Żydów. Zgoda na Ugandę, nawet jako rozwiązanie tymczasowe, oznaczała wkroczenie na równię pochyłą i w konsekwencji samounicestwienie marzenia o Syjonie.

Na domiar złego, kilka miesięcy wcześniej Herzl spotkał się w Petersburgu z rosyjskim ministrem spraw wewnętrznych Wiaczesławem von Plehve, osławionym antysemitą, uosobieniem — w oczach rosyjskich syjonistów — znienawidzonego reżimu carskiego, który był odpowiedzialny, jak sądzili, za niedawną masakrę kiszyniowską. Sam Herzl uważał swoje działanie za przejaw realizmu politycznego. Jeśli nawet rząd rosyjski popierałby syjonizm tylko po to, by pozbyć się Żydów, których nienawidzi, to takie wsparcie mogłoby się tak czy inaczej okazać korzystne. Szczególne znaczenie miała tu historyczna rywalizacja między imperiami rosyjskim a osmańskim na Bliskim Wschodzie, w tym zwłaszcza o kontrolę nad „miejscami świętymi” w Palestynie.
Dla rosyjskich syjonistów realpolitik Herzla była jednak paktem z diabłem i to nie w interesie narodu żydowskiego, a dla własnej chwały. Kiedy więc projekt w sprawie Ugandy został formalnie poddany pod obrady VI Kongresu, demonstracyjnie opuścili salę, wywołując olbrzymi konflikt i narażając na niebezpieczeństwo los całego ruchu syjonistycznego. Po gorących pertraktacjach zgodzili się wrócić i poddać projekt pod głosowanie.
Plan ugandyjski wygrał głosowanie, ale osłabił Herzla
Co niezwykle istotne — i nie zawsze przedstawiane zgodnie z prawdą — przedstawiciele ortodoksyjnego ruchu Mizrachi zagłosowali za planem ugandyjskim. Choć codziennie modlili się o powrót Żydów do Ziemi Świętej i, jak można by sądzić, powinni najzacieklej sprzeciwiać się tej propozycji, uczynili to w geście lojalności wobec Herzla, a zarazem sprzeciwu — i lęku — wobec stronników Achada ha-Ama, socjalistów i innych świeckich syjonistów. Ostatecznie Herzl wygrał głosowanie stosunkiem 295 do 178 głosów, choć uchwała nie dotyczyła bezpośredniego poparcia propozycji, a jedynie wysłania do Afryki Wschodniej „komisji badawczej”. Jej zadaniem było ocenienie panujących tam warunków i przedstawienie sprawozdania podczas następnego kongresu.
Mimo że propozycja przeszła, projekt ugandyjski znacznie osłabił pozycję Herzla w ruchu syjonistycznym, a na dodatek poważnie odbił się na jego zdrowiu. Theodor Herzl zmarł w Wiedniu niespełna rok później, 3 lipca 1904 roku, w wieku 44 lat. Nawet jego najzagorzalsi syjonistyczni przeciwnicy opłakiwali przedwczesne zakończenie tak niezwykłego życia. Bo jeśli nawet Herzl w Bazylei nie „stworzył państwa żydowskiego”, to właśnie on na idei odrzucanej przez innych jako naiwne marzenie zbudował wiarygodny i silny ruch polityczny. Żydzi znaleźli się od tej chwili w zupełnie innej rzeczywistości.
Fragment pochodzi z książki Michaela Stanislawskiego, „Syjonizm”, tłum. Maciej Potz, redakcja naukowa Katarzyna Czerwonogóra, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2025. Opublikowano za zgodą wydawcy. Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.


