Kołyma stała się piekłem Stalina. System łagrów działał bezlitośnie
Kołyma, mimo że jest przede wszystkim nazwą geograficzną, w zbiorowej pamięci narodów dawnego bloku wschodniego zapisała się przede wszystkim jako metonimia obszaru, który przez ćwierć wieku stanowił jedno z najbardziej przerażających ogniw systemu gułagów. To właśnie tam, na terenach dzisiejszego obwodu magadańskiego, przymusowi robotnicy wykuwali w wiecznej zmarzlinie fundamenty stalinowskiego imperium.

Spis treści:
- Złoto, Dalstroj i początek zbrodniczego systemu
- Wydobycie za wszelką cenę
- Droga Kości, czyli najdłuższy cmentarz świata
- Mroczna strona nauki
- Blatni, polityczni i system kontroli
- Los Polaków w obozach Kołymy
- Miasta widma
Obozy pracy przymusowej powstały już na początku sowieckich rządów. Władze ZSRR kierowały tam głównie politycznych przeciwników. Zbrodnicza machina szybko zaczęła się rozrastać, aż w końcu osiągnęła niebotyczne rozmiary. Jednym z jej kluczowych trybów stał się system łagrów w Jakuckiej ASRR.
Złoto, Dalstroj i początek zbrodniczego systemu
Pod koniec lat 20. XX wieku Związek Radziecki znajdował się w fazie pogoni za zachodnią technologią. Aby sfinansować wielką industrializację, Stalin potrzebował twardej waluty, którą światowe rynki finansowe przyjęłyby bez pytań. W 1928 roku ekspedycja Jurija Bilibina potwierdziła istnienie gigantycznych złóż złota w dorzeczu Kołymy. To, co dla geologów było triumfem, dla setek tysięcy ludzi miało stać się wyrokiem śmierci.
Ogromnym wyzwaniem dla tego przedsięwzięcia była sama lokalizacja. Eksploatacja naturalnych bogactw w regionie, do którego nie prowadziły żadne drogi, gdzie zima trwa osiem miesięcy, a ziemia twardością przypominała beton, wydawała się niemożliwa. Władze Związku Radzieckiego znalazły jednak rozwiązanie tego problemu.
13 listopada 1931 roku OGPU powołało Dalstroj – organizację będącą czymś w rodzaju hybrydy przedsiębiorstwa górniczego i absolutnej dyktatury wojskowej, która otrzymała pod zarząd obszar o powierzchni blisko 3 milionów kilometrów kwadratowych. Twór ten nie podlegał zwykłym prawom gospodarczym. Jego nadrzędną misją było dostarczenie złota za wszelką cenę. Fundament tego systemu stworzył Eduard Berzin, pierwszy dyrektor.
Wydobycie za wszelką cenę
W początkowym okresie łagry Kołymy miały jeszcze charakter „produkcyjny”. Więźniowie byli traktowani jak zasób, który należy eksploatować, ale o który trzeba minimalnie dbać, by był wydajny. Wprowadzano nawet systemy premiowe i skracanie wyroków za przekraczanie norm. Ta faza skończyła się jednak gwałtownie wraz z nadejściem wielkiej czystki, kiedy terror NKWD uległ szczególnemu wzmożeniu.
Złoto na Kołymie wydobywano w sposób absolutnie prymitywny. Przez większość lat działalności Dalstroju, mimo propagandowych haseł o mechanizacji, głównymi narzędziami pracy pozostawały kilof, łopata, taczka i tzw. butara – prymitywne urządzenie do płukania złota. Więźniowie musieli najpierw przebić się przez warstwę torfu i ziemi, by dotrzeć do złotonośnych piasków ukrytych głęboko pod wieczną zmarzliną.
Praca odbywała się w systemie dwuzmianowym, po 12 godzin. Zimą, gdy ziemia była zamarznięta na kość, używano materiałów wybuchowych lub palono ogniska, by choć odrobinę roztopić grunt. Dopiero po 1946 roku na szerszą skalę zaczęły pojawiać się maszyny, często pochodzące z amerykańskich dostaw w ramach ustawy Lend-Lease, co paradoksalnie splatało historię zachodniej pomocy z historią radzieckiego niewolnictwa.
Droga Kości, czyli najdłuższy cmentarz świata
Jednym z najbardziej przerażających „osiągnięć” Dalstroju jest Trakt Kołymski (R504), łączący Magadan z Jakuckiem. Droga ta, o długości ponad 2000 kilometrów, była jedyną arterią zasilającą system obozowy. Jej budowa w ekstremalnie trudnym terenie – przez góry, bagna i rzeki – kosztowała życie dziesiątek tysięcy ludzi.
Nazwa „Droga Kości” nie jest jedynie metaforą. W warunkach wiecznej zmarzliny kopanie grobów było zadaniem niemal niemożliwym dla skrajnie wycieńczonych więźniów. Ciała robotników zmarłych przy budowie często układano bezpośrednio w nasypie drogi, przykrywając je kolejnymi warstwami żwiru i piasku.
Mroczna strona nauki
W systemie Kołymy istniały miejsca, gdzie okrucieństwo wobec więźniów przekraczało wszelkie możliwe granice. Jednym z nich był Butugyczag. Znany jako „Dolina Śmierci”, stał się poligonem doświadczalnym dla radzieckiego programu atomowego. Wydobycie uranu, rozpoczęte tam po 1945 roku, odbywało się bez jakichkolwiek norm bezpieczeństwa.
Należy podkreślić, że nie tylko promieniowanie czyniło Butugyczag miejscem wyjątkowo mrocznym. Odkryte tam po latach ludzkie czaszki ze śladami precyzyjnych trepanacji sugerują istnienie tajnego instytutu pseudomedycznego. Według niektórych badaczy na więźniach przeprowadzano tam eksperymenty mające sprawdzić bezpośredni wpływ promieniowania na mózg i granice ludzkiej wytrzymałości.
Blatni, polityczni i system kontroli
Siły wydobywcze Dalstroju zasiliło tysiące więźniów, których liczba rosła z roku na rok. W 1932 roku w łagrach Kołymy pracowało ponad 11 tys. przymusowych robotników. Dziewięć lat później, było ich niemal 183 tys. Jak to możliwe, że garstka strażników mogła kontrolować tylu ludzi, którzy nie mieli już nic do stracenia? Ten mechanizm opierał się na precyzyjnie zaplanowanej socjologii obozów. System radziecki celowo mieszał więźniów politycznych z pospolitymi przestępcami, recydywistami i mordercami, znanymi jako blatnyje.
Kryminaliści byli traktowani przez administrację jako „społecznie bliscy”. Pełnili funkcje brygadzistów, kucharzy czy magazynierów. Ich zadaniem było terroryzowanie więźniów politycznych i wymuszanie na nich pracy ponad siły. To była klasyczna metoda „dziel i rządź”. Blatnyje często byli zwalniani z najcięższych zadań, a ich normę musieli wypracować wycieńczeni intelektualiści, urzędnicy czy chłopi.
Racje żywnościowe
Należy podkreślić, że fundament kontroli w gułagu stanowiło pożywienie. Racje żywnościowe były precyzyjnie zestopniowane w zależności od wyników pracy. System ten był de facto formą powolnej egzekucji, bo kalorie dostarczane w posiłkach były niemal zawsze niższe niż energia wydatkowana na mrozie przy ciężkiej pracy fizycznej.
Typowa dieta więźnia Kołymy składała się z:
- czarnego, gliniastego chleba, często z domieszką trocin – od 400 do 800 g dziennie;
- bałandy – rzadkiej zupy z przemarzniętych warzyw lub resztek ryb;
- kaszy – kilku łyżek gotowanego ziarna, często przypalonego.
Więźniowie, którzy nie wyrabiali narzuconej normy, trafiali na rację karną, na którą składało się 300 g chleba i kubek wrzątku. To oznaczało śmierć głodową w ciągu kilku tygodni.
Los Polaków w obozach Kołymy
Polacy zaczęli trafiać do obozów Kołymy po agresji ZSRR w 1939 roku. Pierwsza fala deportacji (1940–1941) objęła około 8–10 tys. osób, wysłanych bezpośrednio do kopalń złota. Byli to ludzie młodzi, często oficerowie, policjanci, ale także harcerze i studenci.
Polskie wspomnienia z tego piekła są pełne drastycznych opisów. Adam Kądziołka wspominał o braku wody pitnej, co zmuszało więźniów do jedzenia śniegu lub picia wody z beczek na nieczystości. Leonarda Obuchowska opisywała katorżniczą pracę w lesie przy -50 stopniach Celsjusza, gdzie każda chwila nieuwagi groziła odmrożeniem i amputacją. Ryszard Kaczorowski, późniejszy prezydent, przeżył Kołymę dzięki amnestii po układzie Sikorski-Majski, trafiając do Armii Andersa prosto z kopalni złota.
„Białe krematorium”, jak nazywali Kołymę polscy więźniowie, pochłonęło tysiące istnień, zanim nadeszła pomoc.
Miasta widma
Po śmierci Stalina w 1953 roku system zaczął się rozpadać. Masowe amnestie sprawiły, że obozy opustoszały, a Dalstroj został rozwiązany. Jednak infrastruktura pozostała. W latach 60. i 70. próbowano kontynuować wydobycie metodami przemysłowymi, budując nowoczesne miasta, takie jak Kadykczan.
Upadek ZSRR przyniósł kres tej sztucznej egzystencji. Kadykczan, niegdyś 15-tysięczny ośrodek, stało się miastem-widmem po awarii systemu grzewczego i zamknięciu kopalni w latach 90. Dziś jest to miejsce pielgrzymek eksploratorów wyludnionych miast, gdzie w opuszczonych szkołach wciąż leżą zeszyty uczniów, a na placach stoją niszczejące pomniki Lenina.
W samym Magadanie pamięć o przeszłości jest trudna i niejednoznaczna. Pomnik „Maska Boleści” Ernsta Nieizwiestnego, wzniesiony w 1996 roku, jest jednym z najważniejszych miejsc upamiętnienia w Rosji. Monumentalna betonowa twarz, z której oka płyną łzy w formie mniejszych masek, patrzy w stronę kopalń. Wewnątrz pomnika odtworzono celę więzienną, a na kamiennych blokach wokół wyryto nazwy najstraszniejszych obozów Kołymy.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

