Reklama

Henryk Brzuchaty, najpotężniejszy książę Śląska, trafił do niewoli za sprawą zdrady. Jego zaufany dworzanin Lutek, syn ściętego niegdyś marszałka, dopadł go bezbronnego w łaźni i wydał w ręce jego największego wroga, kuzyna Henryka III głogowskiego. Spętanego księcia przewieziono na zamek w Głogowie, gdzie zaczął się najmroczniejszy rozdział jego życia.

Henryka Brzuchatego po przybyciu wtrącono do lochu i zakuto w kajdany. Niewykluczone, że chwilowo umieszczono go w podziemnej wieży, do której z braku schodów spuszczono go po linie. Dla Henryka głogowskiego było to jednak zbyt mało. Człowiek, w którym krył się prawdziwy sadysta, postanowił zgotować kuzynowi cierpienie wykraczające poza zwykłe uwięzienie.

Gdy jego ofiara siedziała w ciemnicy, Głogowczyk osobiście nadzorował prace nad specjalną skrzynią. Już sam fakt, że książę poświęcił czas i uwagę zaprojektowaniu narzędzia tortur, pokazuje, jak bardzo zależało mu na zadaniu kuzynowi maksymalnego bólu.

Specjalna klatka

Skrzynię zbito z żelaza i drewna. Była tak ciasna, że gdy wepchnięto do niej jeńca, nie mógł on ani leżeć, ani siedzieć, ani się poruszać. Więzień miał do dyspozycji jedynie dwa bardzo wąskie otwory. Jeden służył do wypróżniania się, drugi do przyjmowania jedzenia.

Konstrukcję zaprojektowano tak, by zadać synowi Bolesława Rogatki maksimum cierpienia, a z każdą godziną w środku było tylko gorzej. Henrykowi nie pozwalano opuścić klatki nawet na moment. Jego męki potęgowała dodatkowo wyjątkowa tusza, bo to właśnie z jej powodu nazywano go Brzuchatym lub Grubym. Dla otyłego mężczyzny zamknięcie w ciasnej skrzyni musiało być katuszą nie do zniesienia.

To, co Głogowczyk robił z władcą Wrocławia, przypominało scenariusz mrocznego horroru. Nigdy wcześniej ani później żaden polski władca nie wpadł na równie diabelski pomysł, by skazać więźnia na takie piekło. Trudno dziś dociec, co kierowało Henrykiem głogowskim. Czy aż tak nienawidził kuzyna, czy czerpał przyjemność z zadawania cierpienia? A może po prostu nie znał innego sposobu, by zmusić rywala do ustępstw?

Ropiejące rany i robactwo

Choć Henryk głogowski nie chciał śmierci więźnia, to przetrzymując go w klatce siłą rzeczy przybliżał go do grobu. Warunki, w jakich gnił Henryk Brzuchaty, urągały ludzkiej godności. Rany księcia ropiały i gniły, wydzielając okropny odór. Na jego biodrach i barkach zalęgło się robactwo. Te makabryczne szczegóły pokazują, jak długo trwała jego gehenna.

Źródła nie są zgodne co do czasu uwięzienia w skrzyni, podając od trzech do nawet sześciu miesięcy. Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, były to miesiące nieustannego cierpienia.

W końcu zmaltretowany książę się złamał. Choć początkowo w ogóle nie zamierzał współpracować z dręczącym go kuzynem, jego odporność na fizyczne i psychiczne katusze miała swoje granice. Pragnąc przerwać gehennę, zgodził się podjąć rozmowy z Henrykiem głogowskim.

Do tej decyzji przyczynił się też całkowity brak pomocy z zewnątrz. W świetle źródeł absolutnie nikt nie wstawił się za uwięzionym. Zawiódł nawet jego brat Bolko, którego postawa pozostawiała wiele do życzenia, a także potężni sojusznicy, w tym czeski król Wacław II, zajęty wówczas bardziej sprawami swojego kraju niż losem śląskiego kuzyna.

Upokarzająca cena wolności

Brzuchaty zgodził się na wszystko, czego żądał kuzyn. Oddał Henrykowi głogowskiemu sporne miasta i zapłacił za siebie niebotyczny okup, który mocno nadszarpnął jego skarb. Na tym jednak się nie skończyło.

Zmuszono go dodatkowo do złożenia przysięgi, że nie będzie szukał zemsty na swoich oprawcach ani budował nowych fortyfikacji przy granicy z księstwem głogowskim. Zabroniono mu też wszczynania wojen z bratem Głogowczyka oraz z innymi wskazanymi książętami. Gwarancją układu byli liczni rycerze wrocławscy, którzy w razie jego złamania mieli osiąść w wyznaczonych zamkach.

Warunki te były dla Henryka Brzuchatego głęboko upokarzające. Po opuszczeniu więzienia wracał do mocno okrojonego księstwa, które przestało być największym na Śląsku. Jego dawną pozycję zajął teraz kuzyn z Głogowa, rosnący z każdym rokiem w siłę.

Wrak człowieka i bezkarny kat

Z więzienia wyszedł już zupełnie inny Henryk Brzuchaty, będący jedynie wrakiem dawnego człowieka. Załamany na duchu i wyniszczony fizycznie, nigdy nie odzyskał pełni zdrowia. Stracił ochotę na cokolwiek, a tym bardziej na uprawianie wielkiej polityki, która wcześniej była jego żywiołem.

Zmarł 22 lutego 1296 roku, nie przeżywszy nawet pięćdziesięciu lat. Biorąc pod uwagę niespożytą energię, jaką tryskał przed dostaniem się do niewoli, mógłby zapewne żyć jeszcze wiele lat, choćby dla swoich dzieci, z których część w chwili jego śmierci była niepełnoletnia. To tortury w żelaznej skrzyni odebrały mu siły i skróciły życie.

Jego kat tymczasem pozostał bezkarny. Henryk głogowski przeżył kuzyna o trzynaście lat i zmarł w 1309 roku jako najpotężniejszy książę na Śląsku, władca rozległych ziem rozciągających się od Głogowa po Poznań. Kronikarze odnotowali jego zgon bez żalu, a jedno ze źródeł pożegnało go suchym stwierdzeniem, że był „nieprzyjazny Polakom”.

Źródło: niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa „Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii” (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

okładka książki

Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...