Grób tego psa otoczony był kultem przez stulecia. Jego kości zdradziły jeszcze inną tajemnicę
W Australii archeolodzy natrafili na niezwykły pochówek. W grobie psa dingo znaleziono dary w postaci muszli, które składano nawet kilkaset lat po śmierci czworonoga. O bliskiej relacji ludzi ze zwierzęciem świadczą też niezwykłe ślady na jego kościach.

Dingo, w języku rdzennej ludności Barkindji nazywany garli, zajmuje w tej kulturze miejsce szczególne. Choć w Europie dingo często postrzega się jako „dzikie psy”, w dawnej Australii były one istotami, które żyły obok ludzi jako członkowie wspólnoty.
Te czworonogi z wyglądu są bardzo podobne do psów domowych. Ich sierść koloru brązowego lub żółtawego jest krótka. Ważą około 20 kg. Trwa dyskusja, kiedy pojawiły się w Australii. Z nowych analiz wynika, że już ponad 3300 lat temu.
Badania dowodzą, że dingo nie były zwierzętami tolerowanymi w pobliżu obozowisk, ale relacja z ludźmi była od wieków bardzo bliska. Świadczy o tym również nowe znalezisko.
Pies na drodze
Odkrycia dokonano w zachodniej części stanu Nowa Południowa Walia. Szczątki znajdowały się w wykopie szykowanym na potrzeby budowy drogi na terenie Parku Narodowego Kinchega, w pobliżu jezior Menindee nad rzeką Baaka (Darling). Zlokalizował je członek lokalnej starszyzny.
Świadectwo czułości zapisane w kościach
Szczegółowa analiza szkieletu psa nazwanego przez badaczy Garli ujawniła poruszającą historię empatii. Zwierzę dożyło zaawansowanego wieku (4–7 lat), mimo że w ciągu życia odniosło poważne obrażenia: miało połamane żebra i nogę, co mogło być wynikiem kopnięcia przez kangura.

Fakt, że kości te zrosły się i zagoiły, świadczy o tym, że ludzie musieli opiekować się rannym zwierzęciem. Dostarczali mu pożywienia i chronili je, gdy nie było w stanie samo polować.
Dodatkowo jego zęby były mocno starte, co sugeruje długie życie u boku człowieka i spożywanie pokarmów dostarczanych przez opiekunów. Dzięki datowaniu radiowęglowemu ustalono, że dingo został pochowany między 963 a 916 lat temu.
Rytuał karmienia przodka
Garli po śmierci nie został po prostu zakopany lub porzucony. Jego zwłoki złożono z szacunkiem w specjalnie przygotowanym kopcu wykonanym z licznych muszli.
Przez kolejne stulecia lokalna społeczność dodawała do grobu muszle małży rzecznych. Zdaniem współcześnie żyjącej w okolicy rdzennej ludności, są to świadectwa honorowania dingo jako przodka. Praktyka ta była podtrzymywana przez wiele pokoleń, co pokazuje, że więź ze zwierzęciem nie skończyła się wraz z jego zgonem.
Tradycja, która przetrwała wieki
Najnowsze badania potwierdzają to, co lud Barkindji przekazywał w swoich tradycjach ustnych od tysiącleci: dingo były kochane i cenione. – Wiemy, że dingo były oswajane i żyły u boku ludzi jako część społeczności. Ta analiza szczegółowo ukazuje głębię tej relacji – powiedział główny autor badania i specjalista ds. dingo, dr Loukas Koungoulos z Uniwersytetu Australii Zachodniej.
Podczas wykopalisk archeolodzy z Uniwersytetu w Sydney ściśle współpracowali z Radą Starszych z Menindee – pobliskiej miejscowości. Po zakończeniu analiz, zgodnie z tradycją, szczątki dingo ponownie zakopano w czasie uroczystego obrzędu.
Źródło: Australian Archaeology
Nasz autor
Szymon Zdziebłowski
Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. przewodniki turystyczne po Egipcie oraz popularnonaukowe książki: „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” i „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek.

