Kiedy Francja rządzona przez cesarza Napoleona III w kompromitujący sposób przegrywała wojnę z Prusami, w Paryżu zawrzało. Najpierw zlikwidowano cesarstwo i powołano republikę z Rządem Obrony Narodowej na czele. Niewiele to pomogło: wojska pruskie oblegały stolicę, a władze pogrążyły się w kapitulanckich nastrojach. Wówczas na ulicach doszło do rewolty. Różnorodne lewicowe grupy przejęły ośrodki władzy w mieście i proklamowały Komunę, rządy ludu. W gronie bojowników było wielu cudzoziemców, w tym blisko sześciuset Polaków (najwięcej, obok Belgów i Włochów). Znaleźli się wśród nich, pełniąc ważne funkcje dowódcze, m.in. nasi bohaterowie z powstania styczniowego: Jarosław Dąbrowski i Walery Wróblewski.

WIDEO…

player placeholder

Legenda „zbawcy Luwru”

Komunardzi zamierzali przeprowadzić radykalne socjalistyczne reformy i poprowadzić lud do skutecznego oporu przeciw Prusakom. Na drodze stanęli im jednak sympatycy starej władzy, nazywani Wersalczykami. Doszło do krwawych walk, w mieście panował chaos. Z głodu mieszkańcy jedli psy, koty, myszy i szczury.

100 lat temu Jan Parandowski napisał słynną „Mitologię”. Grecję pokochał dzięki podróżom

Kiedy w 1924 roku 29-letni Jan Parandowski publikował swoją „Mitologię”, nawet nie podejrzewał, że oddaje w ręce czytelników książkę, która stanie się lekturą szkolną dla pokoleń...

Parandowski

Komunardzi dewastowali kościoły, klasztory i relikty starej władzy. Gdy szala przechylała się na stronę Wersalczyków, grupa rewolucjonistów postanowiła podpalić pałace i urzędy, by zrobić z nich mur nie do przejścia dla wroga. Wśród wytypowanych placówek znalazł się także Luwr.
Komunardzi porozstawiali po muzealnych salach beczki wypełnione naftą.

Zobacz także:

Wiadomo, że „Mona Lisa” już wcześniej została ewakuowana. Czy jednak wszystkie skarby zabrano z Luwru? Wątpliwe. Wyglądało na to, że dla zdesperowanych rewolucjonistów arcydzieła nic nie znaczą. Gotowi byli puścić je z dymem, bo kojarzyły im się tylko z dawną władzą, wyzyskującą lud. W ostatniej chwili przeszkodził fanatykom Polak Florian (Florentyn) Trawiński. Ten syn powstańca styczniowego wychował się na emigracji we Francji. Też był komunardem, jednak przed wybuchem walk pracował w ministerstwie oświaty w departamencie sztuk pięknych. Miał więc większe pojęcie o znaczeniu zbiorów Luwru niż prości rewolucjoniści. Z grupą współpracowników Polak pozamieniał beczki z naftą na beczki z wodą. Dzięki temu Luwr ocalał, chociaż inne pałace stanęły w ogniu.

Bohaterski Florentyn Trawiński

Mimo desperackich zabiegów rewolucjonistów Komuna upadła. Wersalczycy zastosowali bezwzględne represje. Rozstrzelali dziesiątki tysięcy komunardów. Przetrwały do dziś makabryczne zdjęcia trupów komunardów, upakowanych w ciasnych, cienkich trumnach. Tylko podczas tzw. krwawego tygodnia, między 21 a 28 maja 1871 roku, Wersalczycy zabili 30 tysięcy osób. W tym wielu Polaków, których wręcz z miejsca brano za rewolucjonistów. Wystarczyło przyznać, że się jest Polakiem, by zginąć. Florentyn Trawiński jednak przeżył. Wersalczycy docenili bowiem jego rolę w ocaleniu Luwru. Co więcej, mianowali go jednym z kierowników muzeum.

Historia Polaka byłaby niezwykle krzepiąca, gdyby tylko była prawdziwa. O Trawińskim można przeczytać w wielu książkach i na rozmaitych stronach internetowych. Doczekał się nawet ufundowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej tablicy pamiątkowej na paryskim Domu Polskiego Kombatanta. Jednak dopiero kilka lat temu historyczka sztuki i dokumentalistka Mirosława Sikorska postanowiła sprawdzić, ile prawdy jest w tej opowieści o Polaku, który uratował Luwr.

3f6189179d43e0d1e2edec1e7e2cd6b39c7dd528-130ed41
Pałac w Tuileries zniszczony podczas Komuny Paryskiej. Fot. Hulton-Deutsch Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images

Wytężona praca, nie bohaterstwo

– Muszę wiele osób rozczarować. W archiwach nie znalazłam ani jednego dokumentu potwierdzającego taki wielki czyn polskiego emigranta we Francji. Choć zaczynając pracę nad tym tematem, nie miałam zamiaru obalać tego mitu – stwierdziła Sikorska w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Z opublikowanej przez Sikorską książki wynika, że nazwiska Trawińskiego nie ma na listach komunardów.

Miał wtedy zaledwie 21 lat, nie piastował żadnej ważnej funkcji, a po upadku Komuny zaczął pracę w policji jako tłumacz. Dopiero potem związał się z muzealnictwem, po latach zaproponowano mu posadę jednego z dyrektorów Luwru, a w 1892 roku został sekretarzem generalnym muzeów francuskich. Nie zapomniał przy tym o Polsce, m.in. promował artystów znad Wisły, tłumaczył dzieła polskich pisarzy. Napisał też przewodnik po Luwrze, przełożony na wiele języków. Zmarł w 1906 roku, w wieku 56 lat.

Co więc z legendą o zbawcy Luwru? – Mirosława Sikorska udowodniła niezbicie, że cała ta historia jest mistyfikacją, a rzeczywiste zasługi Florentyna Trawińskiego dla francuskich muzeów – późniejszej daty – nie nosząc znamion bohaterstwa, są rezultatem jego wieloletniej, uczciwej, wytężonej pracy – ocenił to w recenzji jej książki historyk sztuki dr hab. Bogusław Krasnowolski.

ŹRÓDŁA:

  • Urszula Kozierowska, Stanisław Kocik, „Polska- Francja: więzi odległe i bliskie”, Wydawnictwo Interpress, 1978,
  • Mirosława Sikorska, „Florentyn Trawiński – Zbawca Luwru. Fakty i mit”, Zakład Narodowy Rawiteum, 2018,
  • Mirosława Sikorska, Szymon Łucyk, „Nasz człowiek w Luwrze”, w: „Tygodnik Powszechny”, 11 października 2021

Nasz ekspert

Adam WęgłowskiAdam Węgłowski – dziennikarz i pisarz. Były redaktor naczelny magazynu „Focus Historia”, autor artykułów m.in. do „Przekroju”, „Ciekawostek historycznych”. Wydał serię kryminałów retro o detektywie Kamilu Kordzie, a także książki popularyzujące historię, w tym „Bardzo polską historię wszystkiego” oraz „Wieki bezwstydu”. Napisał też powieść „Czas mocy” oraz audioserial grozy „Pastor” – rozgrywający się na przełomie wieków XVII i XVIII w Prusach. W swoich rodzinnych stronach, na Mazurach, autor umiejscowił także powieści „Pruski lód ” oraz „Upierz”.
adam-weglowski-a96183c