Reklama

Obecnie na świecie używa się – łącznie z komunikacją migową – około 7,5 tysiąca języków. Wydaje się to ogromną liczbą, ale w perspektywie historycznej stanowi to zaledwie ułamek ludzkiej komunikacji. Aby odtworzyć to, jak mówili nasi przodkowie, naukowcy cofnęli się w czasie o 12 tysięcy lat.

Ponieważ z tamtego okresu nie zachowały się absolutnie żadne zapisane teksty, badacze połączyli dane etnograficzne, szacunki demograficzne i zaawansowane modele statystyczne. Ich wnioski, opublikowane właśnie w prestiżowym magazynie „Science”, odpowiadają na wiele pytań o ewolucji ludzkiej mowy. Jak to się stało, że zaczęliśmy „gadać” w tylu językach?

Zaskakująco cichy początek

Cofnijmy się do początku holocenu, około 10 tysięcy lat p.n.e. Populacja naszej planety liczyła wtedy zaledwie od 4,4 do 7 milionów ludzi – byli to niemal wyłącznie wędrowni łowcy-zbieracze. Co zaskakujące, świat przed rewolucją agrarną wcale nie był językową wieżą Babel. Z udostępnionych szacunków wynika, że posługiwano się wówczas od 4500 do 6200 językami, a więc było ich mniej niż występuje na świecie obecnie. Prawdziwa eksplozja różnorodności miała dopiero nadejść wraz z udomowieniem roślin i zwierząt.

Utracona „złota era” ludzkości

Rolnictwo zapewniło stały dostęp do żywności, co zapoczątkowało gigantyczny rozwój cywilizacyjny. Różnorodność językowa rosła przez tysiąclecia równolegle ze wzrostem liczby ludności.

Prawdziwa lingwistyczna „złota era” nastąpiła między 1000 a 3000 lat temu. Na Ziemi istniały wówczas dziesiątki tysięcy różnych języków – nawet dziesięciokrotnie więcej niż u zarania ludzkości. Dlaczego zatem tak zjawiskowe bogactwo tak szybko zniknęło?

To jednak nie europejski kolonializm – a przynajmniej nie tylko

Badacze bezlitośnie rozprawiają się z popularnym mitem. Choć europejski kolonializm zapoczątkowany 500 lat temu bez wątpienia zniszczył wiele rdzennych kultur, to wielkie wymieranie języków rozpoczęło się znacznie wcześniej. Było ono efektem brutalnej ekspansji pierwszych starożytnych imperiów i rosnących w siłę, scentralizowanych państw.

Podboje militarne, wytyczanie szlaków handlowych i narzucanie obcej kultury sprawiały, że mniejsze społeczności były wchłaniane, a ich ojczysta mowa – bezpowrotnie tracona na rzecz języka najeźdźców. Tego rodzaju prób, my Polacy, doświadczyliśmy na własnej skórze.

Ocaleni z wielkiej czystki

Jak zaznacza główny autor badania, dr Damián Blasi z Harvardu, języki, którymi posługujemy się dzisiaj przetrwały wcale nie dlatego, że skuteczniej opisywały rzeczywistość czy były łatwiejsze w nauce. Zdominowały one świat wyłącznie dlatego, że posługiwały się nimi populacje, które odniosły sukces demograficzny i militarny. Ewolucyjne prawo silniejszego zadziałało tu w czystej postaci.

Ta utrata wiąże się z jeszcze jednym. Wraz z wymarłymi językami przepadły unikatowe tradycje, wiedza o środowisku naturalnym, praktyki lecznicze i systemy wierzeń. Dzisiejsza mapa językowa świata nie jest więc odbiciem pełnego ludzkiego potencjału, ale raczej pomnikiem wystawionym cywilizacjom, które zdołały podbić resztę.

Źródło: Science

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...