Reklama

Od lat międzynarodowy zespół działający w ramach Leonardo da Vinci DNA Project (LDVP) próbuje pozyskać materiał genetyczny jednego z najsłynniejszych artystów wszech czasów – Leonarda da Vinci. Celem takiego działania jest potwierdzenie autorstwa spornych dzieł, a nawet zrozumienie biologicznych podstaw geniuszu renesansowego mistrza. Badacze opublikowali właśnie swoje najnowsze ustalenia na platformie bioRxiv w formie preprintu, czyli wstępnej wersji artykułu naukowego, zanim przeszła pełny proces recenzji.

Skąd czerpać DNA mistrza?

Najprostszym sposobem pobrania materiału genetycznego Leonarda byłoby sięgnięcie do jego grobu. To wydaj się oczywiste. Jednak jego domniemane miejsce pochówku w Amboise we Francji zostało naruszone na początku XIX wieku. A to znacznie utrudnia, a nawet uniemożliwia pozyskanie wiarygodnych próbek jego DNA z kości, jeśli w ogóle jakiekolwiek przetrwały.

Poza tym urzędnicy odpowiedzialni za grobowiec poinformowali zespół LDVP, że ewentualny dostęp do grobowca będzie im udzielony dopiero po wcześniejszym wyizolowaniu przypuszczalnego DNA Leonarda z innych źródeł. Dlatego badacze postawili na próby pozyskania DNA mistrza z przedmiotów, z którymi miał do czynienia za życia.

DNA z obrazu i listu

Leonardo da Vinci nie pozostawił po sobie potomków. Dlatego naukowcy postanowili spróbować swoich sił w pozyskaniu śladów genetycznych mistrza z kilku obiektów. Były to:

  • rysunek „Holy Child” („Święte Dziecię”). ). Jest to szkic czerwoną kredą na papierze, datowany na około 1472–1476 r., którego autorstwo jest przedmiotem sporu. Mógł go wykonać Leonardo lub jego uczeń. DNA pobrano z powierzchni rysunku (zarówno z przodu, jak i z tyłu) za pomocą minimalnie inwazyjnej metody podobnej do tej używanej w testach na COVID-19;
  • listy napisane w XV wieku przez Frosino di ser Giovanni da Vinci, krewnego dziadka Leonarda. Jeden z listów zawierał dużą ilość ludzkiego DNA osadzonego w woskowej pieczęci. Listy zbadano metodą wymazu na sucho. Ich analiza miała na celu dostarczenie materiału porównawczego dla męskiej linii rodowej.

Haplogrupa z Toskanii i ślad pomarańczy

W wyniku sekwencjonowania metagenomu, z rysunku Holy Child oraz z listów Frosino pozyskano sekwencję chromosomu Y. Wszystkie te próbki należały do haplogrupy E1b1b. To ważne odkrycie, ponieważ ta linia genetyczna jest powszechna w Toskanii, regionie, z którego pochodziła rodzina da Vinci. Wyniki te sugerują, że DNA na dziele Holy Child może być DNA samego Leonarda, choć nie jest to dowód ostateczny. Z kolei w liście wykryto też ślady DNA pasożyta malarii (Plasmodium spp.)

Haplogrupa E1b1b jest szeroko rozpowszechniona w Europie Południowej i może pochodzić od każdego, kto dotykał dzieła przez 500 lat. Jednak spójne występowanie tego „sygnału” genetycznego na niezależnych próbkach artefaktów i dokumentów rodzinnych wzmacnia hipotezę wspólnego rodowego DNA .

Co ciekawe, w rysunku „Święte Dziecię” znaleziono DNA pomarańczy słodkiej (Citrus sinensis). Drzewa cytrusowe symbolizowały władzę i były pielęgnowane w ogrodach Medyceuszy, pod których mecenatem pracował Leonardo.

Czy to dzieła da Vinciego? DNA odpowie

To odkrycie łączy rysunek z historycznym kontekstem renesansowej Florencji. Badacze zrzeszeni w LDVP mają nadzieję, że jeśli uda się potwierdzić sekwencję chromosomu Y Leonarda (np. na podstawie analizy kości lub włosów), to DNA z dzieł sztuki będzie można do niej dopasować. A to umożliwiłoby w przyszłości sprawdzenie, czy dzieła przypisywane mistrzowi faktycznie wykonał on sam. Przed naukowcami i historykami sztuki jest jednak jeszcze długa droga...

Źródła: bioRxiv, Science

Nasz autor

Szymon Zdziebłowski

Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.
Reklama
Reklama
Reklama