Co się działo na dobę przez przewrotem majowym? Mija 100 lat od zamachu stanu w Polsce
Czy zamach majowy był od dawna zaplanowaną operacją wojskową, czy raczej decyzją podjętą pod wpływem politycznych wydarzeń ostatniej chwili? Spór o to, jak Józef Piłsudski wyobrażał sobie przejęcie władzy w maju 1926 roku, trwa od dziesięcioleci. Analiza źródeł pokazuje jednak, że wiele utrwalonych w historiografii opinii opierało się na niepewnych przekazach, a rzeczywiste motywy i okoliczności decyzji Marszałka były znacznie bardziej złożone.

Spis treści:
- Spór historyków o plan zamachu
- Skąd wzięła się legenda o przygotowanym zamachu
- Piłsudski do ostatniej chwili liczył na rozwiązanie legalne
- Rząd Witosa jako punkt zwrotny
- Strach przed represjami wobec piłsudczyków
- Wiara Piłsudskiego w autorytet i własne zwycięstwo
- Polska tuż przed przewrotem – zwyczajny dzień
- Warszawa 11 maja – miasto plotek, demonstracji i napięcia
- Kawiarnie jako centrum politycznych plotek
- Rząd nie przewidywał zamachu
- Wieczór 11 maja – rosnące podejrzenia władz
Od wielu już lat trwa dyskusja na temat tego, jak Józef Piłsudski wyobrażał sobie przejęcie władzy. Trudności z odpowiedzią na to pytanie brały się stąd, że próby rekonstrukcji wizji zamachu były podejmowane na podstawie nie zawsze wiarygodnych, a poza tym często tylko pojedynczych przekazów źródłowych.
Spór historyków o plan zamachu
W starszej literaturze historycznej obowiązywał pogląd, że Józef Piłsudski zamierzał przeprowadzić pełnoformatową operację militarną z udziałem pułków zgromadzonych w podwarszawskim Rembertowie. Miało się to stać jakoby na mocy rozkazu ministra Żeligowskiego z 18 kwietnia 1926 roku, nakazującego koncentrację wojsk pod dowództwem Piłsudskiego pod pretekstem przeprowadzenia manewrów.
Ale takiego rozkazu nie było i być nie mogło. Trudno sobie wyobrazić prowadzenie manewrów przez osobę prywatną. Poza tym w pierwszych dniach maja na rembertowskim poligonie nie stacjonowały pułki, które można by było kojarzyć z Piłsudskim. Byli natomiast podchorążacy z Warszawy, którzy 12 maja opowiedzieli się przeciwko Marszałkowi.
Skąd wzięła się legenda o przygotowanym zamachu
Co stało u źródeł pojawienia się i trwania tego rodzaju opinii? Po pierwsze, była ona następstwem przekonania, że Piłsudski od dawna przygotowywał zamach zbrojny, i to z udziałem licznego wojska. Niektórzy twierdzili, że miał takie zamiary już w 1923 roku, inni, że decyzję o przewrocie podjął 15 listopada 1925 roku w Sulejówku. Z tego powodu miał jakoby nadzorować konspirację piłsudczykowską w wojsku oraz powołać tajny sztab polityczny i wojskowy, który pracował nad strategią operacji. W istocie nie ma świadectw źródłowych, które by potwierdzały tego typu sądy.
Po drugie, sugerowano, że Piłsudski był w zmowie z ministrem Żeligowskim, który miał mu umożliwić realizację jego zamiarów. Żeligowski w literaturze z czasów PRL, ale i późniejszej uchodził za czarny charakter, a skoro tak, to przypisywano mu czyny, których nie popełnił.
Piłsudski do ostatniej chwili liczył na rozwiązanie legalne
Spróbujmy się temu przyjrzeć bliżej. Do godzin rannych 12 maja Piłsudski wykluczał zbrojne przejęcie władzy, a przynajmniej chciał wierzyć, że da się go uniknąć. Droga legalna jako sposób osiągnięcia politycznego celu nie wydawała się w jego przekonaniu nierealna.
Generał Stanisław Skwarczyński twierdził, iż: „z rozmów Piłsudskiego z zaufanymi oficerami przed 12 maja wynikało jasno przeświadczenie Marszałka, że sprawa mianowania odpowiedniego rządu, w skład którego zgodziłby się wejść osobiście, da się załatwić legalnie, bez czynnika fizycznej presji”.
Tym, co przechyliło szalę na rzecz wyboru drogi wojskowej, było właśnie powołanie Witosa na premiera. Związany z lewicą Marian Porczyk pisał, że: „fakt objęcia władzy przez śmiertelnych wrogów Piłsudskiego oznaczał zamknięcie mu drogi powrotu do armii, jeśli nie na zawsze, to może na dłuższy czas, pozbawienie go wpływu na armię (…) i poddanie wojska pod dyktando prawicy i Piasta”. Opinia ta jest zbieżna ze stanowiskiem Marszałka, które przedstawił już po zamachu.

Rząd Witosa jako punkt zwrotny
„Ostatnim momentem, który zmusił mnie do decyzji, było utworzenie rządu przypominającego mi bezecnej pamięci rząd, z powodu którego wyszedłem ze służby państwowej, nie chcąc swoim imieniem i służbą popierać ludzi, którzy zdaniem moim brali udział w najcięższej zbrodni dokonanej na Polsce – zabójstwie Prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza, mego zresztą osobistego przyjaciela. Bezkarność w tej dziedzinie z góry przesądzała trwanie bezkarności we wszystkich innych dziedzinach” – mówił w wywiadzie z 25 maja 1926 roku w „Kurierze Porannym”.
Po powstaniu gabinetu Wincentego Witosa rzeczywiście mógł sądzić, że droga do celu się wydłuży, o czym z kolei mówił w wywiadzie z 11 maja. Ponadto mogły spaść na jego zwolenników rozmaitej natury sankcje. Jeszcze 19 kwietnia 1926 roku Grzędziński pisał o niepokoju wśród piłsudczyków na wieść o tym, że powstanie nowa wersja Chjeno-Piasta: „Z nami – będzie zrobiony »porządek«” – podkreślał.
Można było przypuszczać, że ci, którzy ostatnio awansowali na stanowiska dowódcze, mogą je utracić. Pierwsze sygnały już się pojawiły po 10 maja. Z gabinetu ministra spraw wojskowych usunięto pułkownika Bolesława Pierackiego, a Orlicz-Dreszerowi kazano się zameldować we wrogiej piłsudczykom Komendzie Miasta.
Strach przed represjami wobec piłsudczyków
Komendant czuł się zawsze odpowiedzialny za swoich, jak ojciec rodziny, a jego przyjaciele i sympatycy rysowali mu perspektywę omalże nocy Świętego Bartłomieja, która nastąpi, jak tylko rząd Witosa się umocni.
Niektórzy na wieść o jego powstaniu obawiali się nocować w swoich mieszkaniach i noc spędzali u znajomych. Żeligowski pisał we wspomnieniach, że: „zwycięstwo legalnego Rządu byłoby w danym momencie największym nieszczęściem dla Polski; od ludzi mających w danej chwili władzę nad wojskiem »rządowym« na próżno oczekiwalibyśmy jakiejś wielkoduszności dla zwyciężonych. […] W wypadku zwycięstwa nie zawahaliby się na wytępienie Piłsudczyzny – ołowiem”.
Wiara Piłsudskiego w autorytet i własne zwycięstwo
Piłsudski nie mógł pozostać obojętny na wielki ruch społecznego protestu, który się pojawił na wieść o powstaniu rządu. To także motywowało go do działania. Mogło się wydawać, że kolejna dobra okazja tak szybko się nie pojawi, a miał już pięćdziesiąt dziewięć lat.
Z jego perspektywy akcja, którą planował, nie wyglądała na ryzykowną. Miał prawo sądzić, że skoro w przeszłości osiągał sukcesy, to i tym razem też tak będzie, tym bardziej że był pewny, iż żołnierze nie będą strzelać do Naczelnego Wodza, Naczelnika Państwa, Marszałka.
Wierzył w swoją wielkość, w swoją gwiazdę i siłę nazwiska. „Gdyśmy opuszczali 11-go Sulejówek i zapytali Piłsudskiego, czy uderzy rankiem, powiedział – nie, chcę im dać czas, żeby zobaczyli własną bezsilność, i że się porywać przeciwko mnie nie mogą” – miał powiedzieć do Miedzińskiego, który o tym wspomniał w 1957 roku. „Wszystkie relacje wskazują, że był święcie przekonany, że wystarczy mu wejść do Warszawy, by wszystko padło plackiem i by kwiatami obsypany stawić się na zapowiedzianym na wieczór raucie” – komentował Zdanowski 18 maja 1926 roku.
Polska tuż przed przewrotem – zwyczajny dzień
W przeddzień przewrotu majowego Polacy nie żyli perspektywą czegoś nadzwyczajnego. Było tak jak wczoraj, przedwczoraj, jak miesiąc i dwa miesiące wcześniej. Żyli w swoim rytmie i w kręgu codziennych, prywatnych i zawodowych spraw.
Jedynie politycy w większych miastach i oficerowie w garnizonach śledzili stołeczne nastroje, w tym dalsze losy rządu Witosa. Tylko w Warszawie stan podniecenia udzielił się zwykłym ludziom.
Warszawa 11 maja – miasto plotek, demonstracji i napięcia
Już od godzin rannych 11 maja Warszawiacy zbierali się w grupkach i dyskutowali między innymi na temat tego, jak odpowie Piłsudski na wycofanie wywiadu. Aktywni byli piłsudczycy z PPS, młodzi robotnicy, strzelcy ze Związku Strzeleckiego, legioniści i peowiacy. Gromadzili się i wznosili okrzyki potępiające nowy rząd, a chwalące Piłsudskiego:
- „Nie damy rozkradać Polski”,
- „Niech żyje Naczelny Wódz Józef Piłsudski”,
- „Nie damy frymarczyć wojskiem”,
- Precz z Chjeno-Witosem”.
„Czuć było w powietrzu zbliżające się ważne wydarzenia, machina spiskowa została puszczona w ruch” – wspominał Herman Lieberman. Ale inni odczytywali to inaczej: że lewica mobilizuje ludzi przed masowymi manifestacjami, a może i strajkiem generalnym. „Nad Warszawą zbierała się wiosenna burza” – wspominał Kajetan Dzierżykraj-Morawski.
Kawiarnie jako centrum politycznych plotek
Na wieść o konfiskacie „Kuriera Porannego” piłsudczycy wpadli w furię. Współorganizowali manifestacje, a także buńczucznie zachowywali się w popularnych lokalach, takich jak Ziemiańska, Europejska czy Astoria. „Nastrój w kawiarni był w tym dniu wyjątkowo gorący. Dyskutowano przebieg przesilenia w rządzie (…) usiłowano odgadnąć, co zrobi Marszałek, mówiono o ulotkach, które jakoby krążą po mieście. Oczekiwano nadzwyczajnych zdarzeń” – pisał pułkownik Kazimierz Sawicki, dowódca 36 Pułku Piechoty.
W kawiarniach i cukierniach orkiestry grały „My, Pierwsza Brygada”, wznoszono okrzyki, tu i ówdzie ostro się spierano i przepychano. Kolportowano antyrządowe ulotki i na gorąco komentowano treść wywiadu. Do kawiarni przybywali liczni spragnieni świeżych informacji, a choćby i plotek, w tym czołowi piłsudczycy, którzy nie wiedzieli, czy i co się szykuje, co planuje Komendant.
Do Astorii dotarli między innymi Michał Sokolnicki i Leon Wasilewski, bliscy Marszałkowi, „żeby – jak pisał w Dziennikach Wasilewski – tam zaciągnąć języka, bo telefonował Birkenmajer z »Polski Zbrojnej«, że są wiadomości nienadające się do komunikowania telefonicznego”. Sokolnicki widocznie uznał, że nic szczególnego nie może się wydarzyć, i następnego dnia rano pojechał do Łodzi, gdzie prowadził wykłady.

Rząd nie przewidywał zamachu
11 maja zebrał się gabinet Witosa. Ministrowie dyskutowali o sytuacji w Warszawie i o planowanych demonstracjach antyrządowych, ale nie podjęli decyzji o zastosowaniu nadzwyczajnych środków zapobiegawczych. Minister spraw wewnętrznych Stefan Smólski dostał nawet krótki urlop.
Z kolei minister Malczewski uznał, że powinien reagować na polityczne manifestacje oficerów piłsudczyków, czego robić nie było im wolno, i nakazał aresztować bardziej krewkich i krzykliwych, o czym zameldował Witosowi. Akcję tę przeprowadził major Marian Ocetkiewicz, zastępca komendanta miasta. Nie były natomiast prawdą plotki o przygotowaniach do aresztowania Piłsudskiego. Jednocześnie Malczewski zapowiedział wprowadzenie zarządzeń podnoszących poziom bezpieczeństwa w stolicy.
Wieczór 11 maja – rosnące podejrzenia władz
Jeszcze w południe 11 maja rząd obawiał się nie tyle akcji ze strony Piłsudskiego, ile antyrządowych demonstracji lewicy. Jednak intensywność propiłsudczykowskich manifestacji urządzanych wieczorem spowodowała, że skorygowano wcześniejszą opinię i zaczęto doszukiwać się uwertury czegoś poważniejszego. „Nowa próba rokoszu przygotowana przez piłsudczyków” – podsumował dzień 11 maja „Kurier Poznański”. I była to trafna ocena.
Źródło: Tekst pochodzi z książki Andrzeja Chwalby „Maj 1926. Zamach, którego miało nie być”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2023. Tytuł, lead i śródtytuły fragmentu zostały przygotowane przez redakcję National-Geographic.pl.


