Reklama

Tereny podmokłe są skarbnicą wiedzy dla archeologów. W bagnach, jeziorach i wrzosowiskach doskonale zachowują się zabytki organiczne, ale też szczątki zwierząt i ludzi. W Polsce w świetnym stanie zachowały się relikty ufortyfikowanej osady w Biskupinie. Jej rekonstrukcja do dziś cieszy się wielkim powodzeniem wśród turystów.

Kapsuła czasu w bagnie

Duvenseer Moor w Szlezwiku-Holsztynie w północnych Niemczech to dla archeologów miejsce absolutnie wyjątkowe. Przed tysiącami lat znajdowało się tutaj tętniące życiem jezioro. Na jego brzegu obozowali ludzie.

Dziś jest to rozległe torfowisko, które dzięki specyficznym beztlenowym warunkom doskonale konserwuje materię organiczną. Drewno, kości i rośliny, które w innych miejscach dawno zmieniłyby się w pył, tutaj przetrwały w niemal nienaruszonym stanie.

Dzięki badaniom prowadzonym przez Leibniz-Zentrum für Archäologie (LEIZA) możemy dziś zajrzeć w głąb wczesnego mezolitu, czyli okresu sprzed około 10 500 do 11 000 lat. To czas, gdy po ustąpieniu lodowca przyroda i ludzie na nowo zaczęli rozprzestrzeniać się w północnej Europie.

Bardzo stara kremacja

W Duvenseer Moor archeolodzy odkryli grób ciałopalny sprzed około 10 500 lat. Z tak odległego okresu znanych jest zaledwie kilka podobnych pochówków, w których złożono kości poddane działaniu wysokiej temperatury.

Nieco młodszy ciałopalny pochówek znaleziono w Polsce w Mszanie. Archeolodzy zlokalizowali tam groby, w których ciała (m.in. młodej kobiety i dziecka) umieszczano w konstrukcjach przypominających trumny z kory, a następnie spalano je bezpośrednio w jamie grobowej przed jej zasypaniem. Choć kości były przepalone jedynie częściowo, wyraźna warstwa czarnego popiołu dowodzi celowego użycia ognia, co czyni to znalezisko jedną z najstarszych znanych praktyk tego typu w regionie.

Wróćmy do Niemiec. Pod warstwą torfu archeolodzy odkryli fragmenty spalonego ludzkiego szkieletu przemieszane z resztkami stosu pogrzebowego. Co niezwykle istotne, pochówek ten nie został od razu zasypany ziemią. Analizy sugerują, że grób pozostawał otwarty i widoczny dla społeczności przez dłuższy czas.

Zagadka wbitego pala

Największa sensacja przyszła jednak latem 2025 roku podczas prac prowadzonych ze studentami. Tuż obok wspomnianego grobu, archeolodzy natrafili na kompletną czaszkę tura. W przeciwieństwie do typowych znalezisk z tamtego okresu, kości te nie nosiły żadnych śladów po obróbce rzeźniczej, co wyklucza, że zwierzę zostało po prostu zjedzone.

Czaszka była niezwykle krucha, dlatego wydobyto ją w nienaruszonym bloku ziemi. Dopiero zaawansowana tomografia komputerowa wykonana w Instytucie Fraunhofera ujawniła sekret ukryty w środku: przez otwór potyliczny czaszki wbity był sosnowy pal. To dowód na celowe i precyzyjne działanie – ktoś nabił łeb potężnego zwierzęcia na drewniane drzewce, które później się złamało i utknęło wewnątrz.

Strażnicy z zaświatów

Odkrycie to jest bezpośrednim dowodem na istnienie złożonych wierzeń u wczesnych łowców z północy. Archeolodzy, w tym kierujący projektem dr Harald Lübke z LEIZA, przypuszczają, że grób ciałopalny mógł być otoczony całym wieńcem takich totemów.

– Jedno jest jednak już jasne. (…) Jest to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych wczesnego mezolitu w Europie Północnej, które dostarcza nam unikatowego wglądu w życie, śmierć i systemy wierzeń sprzed ponad 10 500 lat – ocenia znaczenie stanowiska dr Lübke.

Święta przestrzeń w pradziejach

Już wcześniej w pobliżu znaleziono pal z drewna topoli wbity w podłoże. Taka aranżacja przestrzeni sugeruje animistyczny obraz świata, w którym zwierzęta posiadały duszę i mogły pełnić rolę opiekunów zmarłych lub strażników sacrum.

Tur, jako jedno z najsilniejszych zwierząt ówczesnych puszcz, idealnie nadawał się na potężnego strażnika. Podobne rytuały, gdzie zmarli są eksponowani na platformach lub otaczani symbolami zwierzęcymi, znamy z nowszych badań nad ludami Syberii czy Ameryki Północnej. Teraz wiemy, że nad brzegiem jeziora Duvensee identyczna magia działała już ponad 10 tysięcy lat temu.

Źródło: LEIZA, National Geographic Polska

Nasz autor

Szymon Zdziebłowski

Dziennikarz naukowy i podróżniczy, z wykształcenia archeolog śródziemnomorski. Przez wiele lat był związany z Serwisem Nauka w Polsce PAP. Opublikował m.in. dwa przewodniki turystyczne po Egipcie, a ostatnio – popularnonaukową książkę „Wielka Piramida. Tajemnice cudu starożytności” o największej egipskiej piramidzie. Miłośnik niewielkich, lokalnych muzeów. Uwielbia długie trasy rowerowe, szczególnie te prowadzące wzdłuż rzek. Lubi poznawać nieznane zakamarki Niemiec, zarówno na dwóch kółkach, jak i w czasie górskiego trekkingu.
Reklama
Reklama
Reklama