Amerykańskie wojsko na Grenlandii odebrało Inuitom ich ziemie. A potem je skaziło
W czasach, gdy skuta lodem Grenlandia ponownie znalazła się na ustach świata, warto przypomnieć, że amerykańskie wojsko ma już tam bazę. Zbudowaną w latach 50. ubiegłego wieku i wciąż działającą. Militaryzacja tego obszaru doprowadziła do przymusowego wysiedlenia ludności tubylczej oraz radioaktywnego skażenia terenu.

Spis treści:
- Gdzie człowiek Zachodu nie przetrwa
- Operacja „Modrosójka błękitna”
- Wykorzenić lud zakorzeniony
- Skażony śnieg
Baza Sił Kosmicznych Pituffik na Grenlandii położona jest 1210 km na północ od koła podbiegunowego i 1524 km od bieguna północnego. Na jej terenie znajdują się góry lodowe, dwie wyspy, lądolód polarny oraz fiord Wolstenholme. To tam zainstalowana została znaczna części globalnej sieci czujników ostrzegania rakietowego, mającej jak najszybciej ostrzec o wystrzelonych pociskach. To też miejsce, którego powstanie zmieniło historię Grenlandii i przede wszystkich mieszkających na niej Inuitów.
Gdzie człowiek Zachodu nie przetrwa
Pierwszym znanym z imienia Europejczykiem, który zapędził się na te odległe i zimne tereny oraz nawiązał kontakt z żyjącym tam koczowniczym północnym ludem Inughuit był w 1818 roku oficer Marynarki Królewskiej sir John Ross. Badał trudne warunki życia tamtejszych ludów, techniki polowań i przede wszystkim dał jasno do zrozumie, że człowiek Zachodu nie przetrwa w tamtejszych warunkach bez praktycznej wiedzy wypracowanej przez pokolenia Inughuitów.
Przez kolejne dziesięciolecia tereny te pozostawały niemal nietknięte. Jednak gdy 16 czerwca 1951 roku Jean Malaurie, francuski antropolog, pisarz i człowiek, który najlepiej poznał życie północnego ludu Grenlandii podróżował psim zaprzęgiem wzdłuż północno-zachodniego wybrzeża wyspy, dostrzegł coś, co pozostawiło na nim niezatarte wrażenie.
Tego dnia, po wielu miesiącach spędzonych wśród Inuitów, w krytycznym momencie wiosennych roztopów, Malaurie podróżował z kilkoma myśliwymi. Był wyczerpany, brudny i wychudzony. Jeden z Inuitów dotknął jego ramienia: „Takou, spójrz”. Na niebie unosiła się gęsta żółta chmura. Przez lornetkę Malaurie początkowo uznał to za miraż: „Miasto hangarów i namiotów, blach i aluminium, oślepiające w słońcu, pośród dymu i pyłu... Trzy miesiące wcześniej dolina była spokojna i pusta. Rozbiłem tam swój namiot w pogodny letni dzień, na kwitnącej, nienaruszonej tundrze.”
Oddech tego nowego miasta – jak napisze później Malaurie – „nigdy już nas nie opuścił”. Gigantyczne koparki rozrywały ziemię, ciężarówki wysypywały gruz do morza, nad głowami krążyły samoloty. Malaurie został gwałtownie przeniesiony z epoki kamienia do epoki atomowej. Odkrył właśnie tajną amerykańską bazę w Thule, noszącą obecnie nazwę Pituffik, a wówczas znaną pod kryptonimem Operation Blue Jay.
Operacja „Modrosójka błękitna”
Modrosójki błękitne są niedużym ptakami, żyjącymi na wschodnim Wybrzeżu Kanady i Stanów Zjednoczonych. Są bardzo ciekawskie, głośne i agresywne. Poza tym są wyjątkowo terytorialne i przeganiają inne ptaki. Zupełnie jak baza wojskowa, której budowa wysiedliła z północy Grenlandii rdzennych mieszkańców, by zastąpić ich 12 tysiącami żołnierzy.

W ciągu jednego krótkiego lata około 120 statków i 12 tys. ludzi zostało skierowanych do zatoki, która wcześniej znała jedynie cichy ślizg inuickich kajaków. W tamtym czasie cała populacja Grenlandii liczyła zaledwie 23 tys. osób. W ciągu 104 dni, na wiecznej zmarzlinie, powstało technologiczne miasto zdolne do przyjmowania gigantycznych bombowców B-36 przenoszących głowice nuklearne. Ponad 1200 kilometrów na północ od koła podbiegunowego, w niemal całkowitej tajemnicy, Stany Zjednoczone zbudowały jedną z największych baz wojskowych, jakie kiedykolwiek powstały poza ich terytorium kontynentalnym. Nieopodal powstał też tajny ośrodek badań jądrowych Camp Century.
Wykorzenić lud zakorzeniony
I nikt nie zapytał żyjących tam od wieków Inuitów, czy chcą oddać swoje tereny. Czy godzą się, by ich łowiska zasiedliły okręty wojskowe, a tereny łowieckie zmieniły się w poligony. W 1953 roku, w celu zabezpieczenia obwodu bazy i instalacji radarowych, władze zdecydowały o przesiedleniu całej lokalnej ludności Inughuit do Qaanaaq, około 100 kilometrów dalej na północ. Przesiedlenie było szybkie, przymusowe i przeprowadzone bez konsultacji, zrywające organiczną więź tego ludu z jego ziemią. Jak napisał Malaurie: „lud zakorzeniony” został wykorzeniony, aby zrobić miejsce dla pasa startowego.
Operacje wojskowe mają to do siebie, że nie zawsze się udają, za to ich skutki są zawsze przytłaczające. Do takiej sytuacji doszło 21 stycznia 1968 roku. W trakcie stałego dyżuru nuklearnego amerykański bombowiec B-52G Sił Powietrznych USA, realizujący zadania w ramach programu Chrome Dome, rozbił się na lodzie morskim około dziesięciu kilometrów od Thule. Samolot przenosił cztery bomby termojądrowe. W chwili uderzenia zdetonowały konwencjonalne ładunki inicjujące, przeznaczone do zapoczątkowania reakcji jądrowej. Choć nie doszło do wybuchu nuklearnego, eksplozja rozproszyła na rozległym obszarze pluton, uran, ameryk oraz tryt.
Skażony śnieg
Niedługo później władze w Waszyngtonie i Kopenhadze rozpoczęły projekt Crested Ice – szeroko zakrojoną operację odzysku materiałów i dekontaminacji terenu przed nadejściem wiosennych roztopów. Do usuwania skażonego lodu i śniegu skierowano około 1500 duńskich pracowników. Wiele lat później część z nich wystąpiła na drogę sądową, utrzymując, że wykonywali swoją pracę bez odpowiedniej wiedzy o zagrożeniach i bez właściwych środków ochrony. Postępowania te ciągnęły się aż do lat 2018–2019 i zakończyły bez formalnego uznania odpowiedzialności prawnej.
Do dziś nie przeprowadzono pełnych badań epidemiologicznych wśród miejscowych społeczności Inuitów. Pamiętajmy o tym teraz, gdy Grenlandia ponownie staje się strategiczną zdobyczą, a historia łatwo może się powtórzyć.
Źródło: The Conversation
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.

